Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

BAJKA O ALI I MACIUSIU SKRZYDLATKU -rozdział 5

 

 

(5)

       SAME PROBLEMY              

Nie było wyjścia. Chodził na noc na lotnisko, wracał każdego ranka gdy Ala już wstała, ale najpierw musiał prosić, żeby mu pozwolili lecieć na łąkę nałapać sobie żab na śniadanie, podjeść trawki, polecieć na pola na których kopali młode ziemniaki i poprosić i parę na przekąskę, ale najchętniej dawali mu łęty. Kiedyś złapał bociana, ale ludzie go skrzyczeli i musiał puścić. U nas boćki są pod ochroną i chwytać ich nie wolno. Pozwolono mu łapać myszy, ale myszy znajdować potrafią tylko koty, a takie prehistoryczne stwory czatować przy dziurach nie potrafią, bo są za duże. U Ali też wiele nie dostawał, bo skąd by wzięli tyle jedzenia dla ogroma? Całe szczęście, że jego obecność zwabiła dzieci. Wieść o niezwykłym przybyszu rozeszła się lotem błyskawicy. Przyjeżdżały na rowerkach, przybiegały pieszo, a te najmniejsze babcie i niańki przywoziły w wózkach. Kiedyś wynikła bardzo śmieszna historia, bo jakiś maluch przyjechał ze smoczkiem w buzi. Skrzydlatek był bardzo zaciekawiony co też to dziecko ssie, dlaczego nie połyka, a gdy się dowiedział, że dziecko ma smoczek-gryzak, zupełnie nie mógł tego zrozumieć. Taki jakiś dziwny przyrząd do trzymania w buzi, który nie ma ani skrzydełek, ani pazurków, tylko taką malusieńką główkę, którą dziecko trzyma w buzi za szyjkę. A smoczkowi-gryzakowi widać tak dobrze, bo wcale nie protestuje, tylko rozłożył koło buzi dziecka takie śmieszne kółko i lekko się rusza jakby podskakiwał. Kiedyś znalazł zgubiony smoczek w piasku na ulicy. Chciał koniecznie possać sobie tak, jak to robią dzieci, ale nie umiał. Gryzak wypadał mu z pyska, ruszać się nie chciał i widać mu u Skrzydlatka wcale dobrze nie było. Ogrom narzekał na niekoleżeńskość zabawki, która jego zdaniem powinna się nazywać się poskoczkiem a nie smoczkiem, a ponadto nie jest wcale podobny do tej żelaznej kukły spod Wawelu, więc nazwa nie ma nic do rzeczy, bo oryginału tej kukły nie było, a dinozaury były bo nawet kości wykopali i stale nowe wykopują i nawet jaja dinozaurze znaleźli, tylko nie wiadomo dlaczego ich wspaniałą rodzinę przedpotopowych gadów jakimiś Fe! Potworami ziejącymi ogniem nazwali choć żaden dinozaur nigdy niczym nie ział, a co najwyżej zapachem czosnku lub cebuli, gdy przypadkiem wszedł na czyjeś pole i zjadł pół grządki tych specjałów, a ludzie jak na złość zabawkę smoczkiem nazwali, a ten niekoleżeński smoczek-gryzak z kolorowym kółkiem powinien w jego pysku zachowywać się jak należy, a nie uciekać na ziemię i brudzić się w piasku. Rozzłościł się na smoczek, chwycił mocniej zębami i… odgryzł gumkę. Kółko upadło na ziemię. Maciuś chciał krzyknąć z oburzenia, otwarł pysk i … połknął gumkę, którą jeszcze miał w pysku. Popatrzył i pomyślał, że gumce będzie samej nudno w jego brzuchu, więc zjadł i kółko. A potem bolał go brzuch i musiał lecieć do weterynarza do ZOO. Dostał tabletkę i zastrzyk. W dodatku Pan weterynarz powiedział mu, że jeśli nie przejdzie, będzie musiała być operacja, to znaczy brzuch trzeba troszkę rozciąć i kawałki smoczka wyjmować. A dziurkę po operacji zaszyć igłą z nitką. Tego już pacjent sobie w ogóle nie wyobrażał i choć go jeszcze bolało dwa dni, nikomu o tym nie powiedział. Leżał w hangarze i czekał, aż przejdzie. Po dwóch dniach mu się polepszyło i wrócił do Ali, która martwiła się o niego, lecz nie wiedziała kogo pytać. Ktoś mówił, że widział go w Zoologu jak wchodził do weterynarza, więc tym bardziej martwiła się, że zachorował. Obiecywała mu, że go wyleczy, bo na Gwiazdkę dostała „Małego Lekarza”, ma słuchawki, termometr i strzykawkę, nie ma wiec żadnego problemu i ona da sobie z tym radę. Wzięła słuchawki, chciała posłuchać jak mu serce bije, ale nie mogła dosięgnąć. Chciała zrobić mu zastrzyk, ale bał się samej strzykawki i na nic się zdało tłumaczenie, że ona przecież nie ma igły. Więc na pociechę dostał paczkę rumianku do zjedzenia i przeszło zupełnie. Ala cieszyła się, że wyleczyła swojego gościa i rozpowiedziała dzieciom, że on już jest z powrotem w jej ogródku i można się z nim bawić.