Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

BAJKA O ALI I MACIUSIU SKRZYDLATKU- rozdział 14

 

 

(14)

WYPRAWA PO WIEŚCI  

Maciuś Skrzydlatek nie wiedział co robić. Lecieć jeszcze gdzieś po informacje o sobie, czy już nigdzie nie latać?

Dzieci nie umiały mu doradzić, zresztą dni skracały się, robiło się chłodniej i trzeba było się śpieszyć z odlotem. Zęby były naprawione, gardło wyzdrowiało, ale jeszcze nie do końca zbadał kim jest. Dyrektor ZOO odesłał go do Rogowa i do Łeby. Tam są parki jurajskie, więc niech leci, szuka i rozmawia. W Rogowie niewiele mu powiedzieli, bo specjalistka od latających gadów zachorowała i odesłali go do Łeby. Trudno było wytłumaczyć mu jak tam dolecieć, ale jakoś dali radę. Akurat był cieplutki jesienny dzień, gdy zaleciał. Dzieci dużo, wycieczki szkolne chodzą, przewodnicy tłumaczą jak to z dinozaurami było i naraz między nimi ląduje gad – jaszczur, skrzydła składa i uśmiecha się z wdziękiem, na jaki tylko umiał się zdobyć. Dzieciaki się wystraszyły i pomknęły na plac zabaw, nauczyciele za nimi, ale przewodnikom nie wypadało się bać, więc przybrali raźne miny i dalejże witać przybysza. Musiał opowiadać gdzie mieszka, czym się zajmuje i po co przyleciał. Skarżył się jak mógł, że nikt mu nie umie powiedzieć jak to dokładnie jest z historią dinozaurów.. Myślał, ze jest nie wiadomo kim, ale dzieci stwierdziły, że dinozaurem, naukowcy, że tyranozaurem i ma coś pterozaura, a kto tam wie z jakiego jeszcze, tym bardziej, że pochodzi nie z jaj tylko z probówki więc on sam jest w kropce. Zaprowadzili go do okólnika, zrobili mu kilka ładnych zdjęć, zmierzyli, zważyli, obejrzeli z każdej strony, przyjrzeli się puszkowi, bo właśnie zaczął porastać gęściejszym pierzem na zimę i stwierdzili, że ten jego puch na grzbiecie jest podobny już do normalnych piórek, więc widocznie go troszkę unowocześnili i dołożyli mu pióra jakiegoś ogromnego ptaka na przykład strusia, zajrzeli mu w zęby, ale one prawie wszystkie były plombowane. Doszli do wniosku, ze klonowanie musi źle wpływać na zdrowie dinozaurów. Zmierzyli je, oglądali i doszli do wniosku, że na przestrzeni wieków jego dziadowie też musieli troszkę pomieszać gatunki, albo nikt jeszcze nie odkopał skamieliny dokładnie takiego dinozaura. Powiedzieli mu, że jest raczej roślinożerny i dobrze robi, jeśli za mięsem nie przepada. Może zjeść troszkę tylko w niedzielę. Opowiedzieli, ze nie tak dawno temu pod Lublińcem znaleźli trochę podobnego ale bez skrzydeł niejaki Pan Niedźwiecki i opisał go. Ale to był trochę dinozaur a trochę krokodyl. A on – Maciuś – jest może trochę pterozaurem, bo ma skrzydła. Mówili coś o jakimś kongozaurze, ale co do tego nie byli pewni. Kierownik pracowni mówił, że nie tak dawno temu Murzyni widzieli go w locie. Mieli rysunki i powiedzieli, że Maciuś jest do niego podobny, ale trochę większy. Porównywali z celulozaurami, ale te żyły dawno temu. No cóż? Skoro wśród ludzi mogą być Mulaci i Metysi, to dlaczego dinozaury nie mogły się żenić jedne z drugimi? Chcieli koniecznie, żeby został u nich na zawsze. Mieliby zawsze dużo turystów, ale nie chciał. Skoro oni nie chcieli mu wierzyć, że jego i pozostałe dwa dinusie wyhodowali ze szkieletów różnych dinozaurów w probówce jak owieczkę Dolly, to on z nimi nie zostanie za żadne skarby świata. Obraza! UUUUUUUUUU !!!!!!!!!!!!!!Jak tak można było postąpić z poczciwym dinozaurem?, I to z jakimś tam dinozaurem, czy pterozaurem czy celulo…? Co? A jak dalej było? Zapomniałem! UUUUUUUUUUUUUUU ! Zapomniałem kim jestem. Ale był jeszcze kongozaur! O! Powiem dzieciom, że nim jestem. A Sabinka kim była? Nie wiem. Może też? A może… Ach tam! Niech była kim chciała. Była moją pra- pra-prababcią i koniec!