Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

Kłopoty Gerwazka cz 4

Rozdział XIII

NIE POŻĄDAJ ŻONY BLIŹNIEGO SWEGO ANI ŻADNEJ RZECZY, KTÓRA JEGO JEST

Ni pożądaj żony bliźniego swego

Ani żadnej rzeczy, która jego jest

 

W szkole panuje grypa, dlatego dzieci nie było przez tydzień na korepetycjach z religii. Adwent prawie się kończy, a Gerwazek jeszcze nie miał ani raz figurki. Anulka też nie miała szczęścia. Jest im trochę przykro, ale trudno, choć się buntują, bo jakże to, że jedni mogą wygrać, a oni nijak. Anulka patrzy zazdrosnym okiem jak koleżanki wędrują z figurkami do domów, a Gerwazek postanowił serduszek z uczynkami nie robić, bo to i tak nic nie daje. Anusia stwierdziła, że Gerwazek ma rację i najpierw swoje wrzuciła do koszyczka, ale pomyślała chwileczkę, wyjęła z powrotem i schowała do kieszeni kurtki.

-Czemu wyjęłaś?- Spytał, gdy siadła koło niego w ławeczce.

-Bo masz rację. Jak to ma nic nie dawać, nie warto się wysilać. Obydwoje nie robimy serduszek.

-Fajna z ciebie koleżanka.- Szepnął Gerwazek.-Dobrze, to od dziś strajkujemy. Z serduszkami definitywny koniec. I koniec!- Szepnął triumfalnie. Anulka skinęła głową. Byli umówieni. 

Pewnie by nie podpadło, ale pan kościelny nie widział, żeby oni dwoje wrzucali do koszyczka swoje serduszka. Sprawdził i nie było. Powiedział Księdzu Proboszczowi, a ten postanowił porozmawiać z nimi.

-Powiedzcie mi, czy może coś nie tak u was? Nie wrzuciliście serduszek dzisiaj.

-Nie będę się wysilała i robiła bo to i tak na nic. Umówiliśmy się we dwoje, że koniec z serduszkami.

-A dlaczegoż to?- Zdziwił się Proboszcz.

-Bo się wysilamy na dobre uczynki, robimy ładne serduszka, tymczasem wszyscy wygrywają tylko nie my. Niektórzy nawet po dwa razy i wszyscy krzyczą wtedy, że oni już mieli.

-Przecież jeszcze nie koniec Rorat.

-Ale i tak nie mamy szczęścia. To po co się wysilać?

-Jak chcecie, ale nie robiąc serduszek nie wpisujecie na nich swoich uczynków.

-A komu i do czego one potrzebne?- zasępił się Gerwazek.

-No, ja z  waszych uczynków korzystał nie będę poza tym, że powieszę wszystkie serduszka na choince przy żłóbku. W ten sposób ofiaruję Dzieciątku Jezus dobre uczynki dzieci. A waszych uczynków zabraknie. A poza tym widzę tu jeszcze coś gorszego. Żeby zrobić serduszko i wpisać dobry uczynek trzeba się o niego najpierw postarać. Czy tak?

-No, jasne!- Zawołał Gerwazek

-W takim razie dobry uczynek robisz dla serduszka czy dla mamy?

-No, dla mamy…ale i trochę dla serduszka…albo, no nie, bo bez serduszek mama mi nie każe, bo nie mówi, że mam coś zrobić…

- Tak. Spodziewałem się tego. Dobry uczynek wykonany dla serduszka nie jest uczynkiem dla mamy tylko dla ciebie samego, bo nie robisz go z miłości do niej, tylko z miłości do siebie, czyli z samolubstwa. Bo nie chodzi ci o to, żeby pomóc mamusi dlatego, że ją kochasz, tylko po to, żeby na serduszko jak na wędkę złowić figurkę.

-Wszyscy tak robią.- Odezwała się nagle spąsowiała Anulka.

-To znaczy, że pośród dzieci są sami egoiści czyli samoluby? Jeśli robicie dla zdobycia figurki, wasz uczynek ma bardzo małą wartość, bo pomagając mamie w czymś tam, nie myślicie wcale o niej tylko o tym, że może tym razem się uda. A że bez uczynku serduszko papierowe się nie liczy, to zamiast okłamywać księdza robieniem jak najładniejszego żeby tylko zostało wylosowane, lepiej jest robić dobre uczynki co dzień z miłości dla rodziców, ale i z miłości do Pana Jezusa. Wtedy ten uczynek będzie dla Niego prawdziwą radością i na pewno prędzej go wynagrodzi niż taki zrobiony na siłę, byle tylko był i wygrał. Natomiast wy robicie dobre uczynki dla siebie, bo zależy wam na tym, żeby wasze serduszko wylosowało. Wiem, że chodzi wam o figurki, ale w waszych uczynkach nie ma prawdziwej miłości do rodziców, za to jest najprawdziwsza miłość do samych siebie i to jest bardzo niedobre. Takiej miłości Pan Jezus wynagrodzić nie może. No to jak? Poprawicie się? -Spuścili głowy i tylko kiwnęli nimi.- Wiecie co to jest? To jest pożądanie, czyli chęć zdobycia i na dodatek bez wysiłku. To tak troszkę jakby złodziejstwo. Byle tylko zyskać. Dzieci by chciały tylko dostawać, ale większa radość jest wtedy, gdy się uczciwie na nagrodę zapracuje.

-A jak, kiedy nie pozwalają nam ani obiadu ugotować, ani drew narąbać, ani nic, tylko mnie na przykład każą się tylko uczyć, bo mówią, że mam nadganiać zaległości w szkole. Ile mogę siedzieć i się uczyć? Ja bym wolała na przykład odmieść śnieg z ulicy, a mama mówi, że nie, może jeszcze za słabo się zagoiło. Chcę podłogę umyć, to nie, bo gadają, że się poślizgnę. Chcę przynieść zakupy, to mówią, że na wiosnę, jak się wzmocnię po szpitalu…

-A mnie Dziadek dużo by pozwolił, ale tylko w sobotę i w niedzielę, bo w zwykły dzień nie ma czasu pobiec. Cieszyłem się, że jak będę mieszkał na wsi, to co dzień do Dziadka i Babci pobiegnę, a tu nie ma kiedy, bo ledwo ze szkoły, Roraty, lekcja, do domu i spać. A Dziadkowie kiedy?

-Widzicie- Odezwał się po krótkim namyśle Ksiądz.- Posłuszeństwo jest pewną formą pomocy, jest także pracą nad własnymi zachciankami. Rozumiem, że chcecie pomóc w czymś trudnym. Ja myślę, Anusiu, że gdybyś nie była po szpitalu, rodzice by się cieszyli z twojej pracy przy śniegu. Podłogę myła będziesz. Ale wiąże się to z noszeniem ciężkiego wiadra z wodą, co może spowodować ból od nowa, dlatego w tych ciężkich pracach mama na razie cię oszczędza. Ważnym byłoby to, żebyś, gdy się tylko wzmocnisz, nadganiała ten czas różnymi drobniejszymi pomocami, ale zawsze w posłuszeństwie. Poza tym, ty Gerwazku również odnieś się z posłuszeństwem do twojej mamy, bo właśnie teraz są najkrótsze dni roku i niedługo po południu robi się wieczór. Można na przykład poprosić mamę, żebyś mógł być u Babci całą sobotę i niedzielę. A jak się dzień wydłuży, to pobiegniesz i w inne dni. Wasze uczynki-to na przykład mycie naczyń, uszykowanie kolacji, posprzątanie po niej, pozamiatanie podłogi, dbanie o kwiatki na oknach, o zwierzęta- żeby dostały jeść i pić, a w psich budach była zawsze słoma, można iść do sklepu, wypisać życzenia świąteczne i pójść z nimi na pocztę, wytrzeć kurze i wiele innych prac. Zobaczcie ile dobra może zrobić dziecko. I wcale nie czekać na nagrodę, bo tylko daj i daj. Nie tak może być. Raczej trzeba starać się, żeby dać od siebie, ale tak, żeby z kolei nie narażać rodziców na jakieś nerwy czy przykrości. I zawsze posłuszeństwo na pierwszym miejscu. Pożądanie prowadzi do poważnych grzechów, jeśli się nad nim nie czuwa. Czasem jest już grzechem samo w sobie, bo grzeszymy nawet wzrokiem, myślą, a za nimi idzie złość i jak telewizor z zepsutym wyłącznikiem sama włącza się chęć, że ja czegoś też koniecznie chcę, bo ktoś coś ma, więc ja muszę mieć takie samo albo i lepsze, ale już, nawet bez czekania na okazję. Tymczasem święci uczą nas, że więcej radości jest w dawaniu niż w braniu.

-No to jak dawać i co dawać, a poza tym nie wiadomo komu i po co? Ma swoje.

-Czyżby? A zawsze ma? A może komuś ktoś dokuczył i ten ktoś jest smutny, może płacze? Potrzeba mu twojej przyjaźni, pociechy, uśmiechnięcia się do niego, wzięcia za rękę i okazania mu twojego zainteresowania, a może trzeba kogoś obronić od nieznośnych dokuczających kolegów? Trzeba spojrzeć naokoło siebie. Są dzieci, które nie dlatego, że im się nie chce nosić, ale z biedy nie przynoszą kanapek do szkoły. Można się umówić z kolegami i koleżankami, że co dzień kto inny przyniesie dla niego kawałek chleba. Wtedy robi się takie dyżury. Czasem ktoś zapomniał podręcznika i warto mu pozwolić zerknąć do swojego.

-A jak on chce, żeby mu pokazać moją kartkę na klasówce?

-Wtedy nie, bo każdy ma równą okazję do nauczenia się, a jak nie ma podręcznika, to wcześniej niech przyjdzie do kogoś do domu i odpisze sobie to czego trzeba się nauczyć. Prace klasowe są zapowiadane kilka dni naprzód. Jest czas na nauczenie się.

-A jak ktoś był chory?- Spytała wciąż przewrażliwiona na punkcie choroby Anulka.

-Można być zwolnionym z najbliższej klasówki, ale trzeba nadgonić zaległości, albo w czasie choroby prosić rodziców, żeby kontaktowali się ze szkołą i dowiadywali, czego musisz uczyć się w domu.  A jeszcze ładniej jest, jeśli koledzy i koleżanki odwiedzają i przynoszą lekcje. Wtedy wracasz po chorobie i żadnych zaległości nie masz. Ty byłaś w szpitalu, więc jesteś usprawiedliwiona. Ale kto choruje tydzień na grypę wielkich zaległości nie ma. Raz dwa nadgoni, byle chciał. A ty właśnie jesteś w trudnej sytuacji, bo dawno cię w szkle nie było. Musisz zatem prosić o pożyczenie zeszytów w celu nadgonienia zaległych lekcji, bo nie możesz wymagać, żeby koledzy sami o tobie myśleli, gdyż byłby to rodzaj egoizmu czyli samolubstwa z twojej strony związany z pożądaniem ich codziennego dbania o twoje wiadomości. Ty chodzisz już do szkoły, więc pójdź do pani wychowawczyni i poproś o pomoc w odkserowaniu od kogoś notatek, których nie masz. Pani wie, jak ci w tym pomóc i załatwi prawidłowo. Poza tym jeśli przychodzą, to dla nich jest pewien obowiązek. Bardzo miłym jest wynagrodzenie komuś trudu. Wdzięczność jest obowiązkiem.

-A jak musi taka wdzięczność wyglądać?- Zainteresował się Gerwazek.

-Przypomnij sobie wycieczkę do Wytwórni Hostii. Pamiętasz, ile słodyczy zabraliśmy dla wszystkich? Cała wytwórnia miała bal. Prawda? To też była wdzięczność tym, którym przerwaliśmy pracę, którzy nas oprowadzali, a potem zamiatali i myli halę po naszych butach, bo w hali produkcyjnej musi być czyściutko. Prawda?- Obydwoje kiwnęli głowami.

-A jak jeszcze może wyglądać pożądanie?- Ziewnęła już nieco Anulka, bo pomału czuła się zmęczona i zaczęła myśleć o domu tuląc swojego misiaczka.

-Pożądanie lepszych ocen. Opowiem wam o takiej dziewczynce- Hani, która się dość słabo uczyła. A jej koleżanka Gosia miała najlepsze oceny. I wyobraźcie sobie, że Hania, która miała złe oceny, zazdrościła Gosi dobrych. Zazdrość rodzi się z brzydkiego pożądania.  I źle się ucząca Hania zaczęła skarżyć na dobrą uczennicę z byle powodu, a przy okazji okłamywać nauczycielkę i kombinować, żeby tylko koleżanka dostała ocenę gorszą. W ten sposób kilka razy skrzywdziła koleżankę. Wreszcie mama  dobrej uczennicy-Gosi spytała Hanię, dlaczego dokucza, skarży i robi wszystko, żeby zmusić nauczycielkę do postawienia gorszej oceny dobrej uczennicy. I wiecie co ta dziewczynka odpowiedziała? Powiedziała tak: „Bo proszę pani, Gośka zabiera nam wszystkie piątki i my potem nie możemy dostać”. Jak myślicie, czy Hania miała rację?

-Ja myślę, że nie.- Powiedziała z namysłem Anulka.

-A dlaczego?

-Bo piątki nie są pod wydziałem. Każdy może dostać, byle tylko umiał.

-Brawo. Tak też jej powiedziała mama Gosi. I skończyło się dokuczanie dobrej uczennicy przez złą. Hania pożądała dobrych ocen, ale nie chciało jej się uczyć, więc biegała po dworze, gdy mama była w pracy. A potem brakowało czasu na naukę, na lekcje szła nieprzygotowana i miała pretensje do koleżanki o jej dobre stopnie. To było pożądanie połączone z lenistwem, ale na dodatek Hania połączyła je z zemstą i nawet kłamstwami za dobre oceny Gosi. Był to grzech. Zemsta zawsze jest grzechem, jest złem, a więc dziełem złego ducha.

-A jak należy robić?-Spytał Gerwzek.

-Zanim się urodziliście żył w Warszawie taki młody ksiądz. Był bardzo mądry, nigdy nie godził się na zło i wołał z ambony prosząc o mówienie prawdy, o dobro i o sprawiedliwość. Nie wszystkim się to podobało i pewni ludzie odebrali mu życie. Teraz ten ksiądz jest błogosławionym i jego obraz wisi w naszym kościele. Wiecie może kto to jest?

-Ksiądz Jerzy Popiełuszko?-Spytał nieśmiało Gerwazek.

-Oczywiście! Ksiądz Jerzy! Wiecie co on głosił? Jakie hasło? „Zło dobrem zwyciężaj”.

-No dobrze, ale jeśli Gosia dobrze się uczyła, nie popełniła zła względem Hani, prawda?

-Oczywiście, że nie popełniła. To Hania popełniła zło z zazdrości.

-A czy Gosia zwyciężyła potem dobrem zło Hani?

-Pomagała jej czasem w lekcjach. Ale Hania zaufania u Gosi już i tak nie odzyskała, bo Gosia doświadczona złymi wspomnieniami nigdy jej nie dowierzała, gdyż zawiodła się na koleżance, tamta też sama w pewnym czasie zrozumiała, że popełniła zło i wstydziła się tego unikając koleżanki, której w sumie dużo zawdzięczała.

-A nie mogła przeprosić?

-Nie wiem, nie pamiętam, czy przeprosiła. Ale z Hanią biegała się bawić u Gosi jeszcze jedna dziewczynka Danka i ona pozazdrościła naszej Małgorzatce wspaniałej lalki, która umiała chodzić. Wiecie co zazdrosna Danka zrobiła? Urwała pięknej drogiej lalce głowę, położyła wszystko w łóżeczku lalkowym i wybiegła na dwór. Oj, płakała Gosia, płakała. Ale lalki nie dało się naprawić. Jak widzicie niszczenie komuś zabawek z zazdrości jest  też grzechem i ten grzech wynika z pożądania. Właśnie dlatego tak jest, bo gdy ten kto psuje, myśli sobie tak; „Ja nie chcę, żeby ten drugi dzieciak miał taką ładną zabawkę. Ja ją chcę mieć. A jeśli ja nie mogę mieć, to niech on też nie ma!” No i popsuje. Zrobi krzywdę i popełni grzech przeciwko dziesiątemu Przykazaniu- „Nie pożądaj żadnej rzeczy, która jest bliźniego twego”. Z pożądania wynikają ogromne kradzieże, specjalne  niszczenie komuś maszyn i wiele innych ciężkich grzechów. A gdyby nie było pożądania także w Dziewiątym Przykazaniu nie byłoby tylu dzieci z rozbitych rodzin, w których mama i tata są po rozwodzie i dzieci cierpią z tego powodu. I pożądanie w tym przypadku jest bardzo ciężkim grzechem.

-Ja wiem.- Odpowiedziała Anulka.-Ta dziewczynka, co mi ukradła Dyzia nie miała taty, bo on miał nową żonę i kiedyś nawet do niej z tą żoną przyszedł, a ta dziewczynka wcale nie chciała z nimi rozmawiać i uciekła do ubikacji i tam siedziała póki nie poszli.

-No, proszę.- Odpowiedział Ksiądz Proboszcz. Przykład na miejscu.- A jak myślisz, dlaczego nie chciała z nimi rozmawiać?

-Bo krzyczała tak, że wszyscy na oddziale słyszeli, że tata ma przyprowadzić mamusię i ma ją od nowa pokochać, a ta pani nie jest jej mamusią i ona tej pani nie chce widzieć, bo ta pani jej ukradła tatusia. I wie Ksiądz, zbiegli się wszyscy ludzie z całego piętra, taki był wrzask, bo ten tata krzyczał na swoją córkę, że ma być grzeczna, nowa żona mu pomagała, wszystkie panie z oddziału krzyczały na tego tatę, koleżanka uciekła do ubikacji tam siedziała i płakała, aż wreszcie przyszedł pan doktor i siostra dyżurna, zawołali ochronę i razem ich wygonili. A potem koleżanka musiała dostać zastrzyk na uspokojenie.

-Boże mój, Boże.- Pokiwał głową Ksiądz.- Tak właśnie cierpią dzieci, jeśli rodzice nie przestrzegają dziewiątego Przykazania. Ale znów zagadaliśmy się, a wy jesteście zmęczeni. Dziś już nie zrobicie żadnego dobrego uczynku. Ale macie wiele okazji jutro w szkole.  

               

Rozdział XIV

DWA PRZYKAZANIA MIŁOŚCI

„Będziesz miłował Pana Boga twego z całego serca swego, ze wszystkich swoich i z całej duszy swojej, a bliźniego swego jak siebie samego”.  

Anulka i Gerwazek postawili lampiony na biurku w kancelarii i wyszli do korytarzyka żeby zdjąć kurtki i czapki. Ksiądz proboszcz zamówił w kuchni po kubku gorącego kakao dla dzieci, bo mróz ścisnął duży, a do tego śnieg przykrył w ciągu Mszy Świętej ziemię i koło kościoła zrobiło się bielutko jak na lukrowanym placku. W kościele też był przejmujący ziąb. Gdy weszli do kancelarii, zmówili krótka modlitwę i dzieci siadły w fotelach, ni z tego ni z owego zabrzmiał dzwonek do drzwi.

-A kogóż to nam Niebiosa przysyłają?- Zastanowił się Proboszcz i poszedł otworzyć. We drzwiach stała dziewczynka z sąsiedniej wsi. Przyprowadził ją ojciec. Proboszcz odsunął się trochę pozwalając im wejść. Dziewczynka trzymała się ojcowej ręki.

-Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. – Odezwał się mężczyzna.

-Na wieki wieków. Amen. A co to was sprowadza?

-Ady Proboszczu, katechetka kazała ją przyprowadzić na douczenie, bo nijak nie może zapamiętać Prawd wiary. Matka ją uczyła, ja ją uczyłem i ani w ząb.

-To jak wyście uczyli i nie nauczyli, to czy ja cudotwórcą jestem?

-Może? Kto wie? Ale ma ksiądz dzieci, które źle się uczą. Słyszę, że już dwoje?

-One nie uczą się źle, tylko jedno przyszło z innej szkoły i trzeba wyrównać poziom nauczania, a drugie było w szpitalu i ma zaległości. Ale to dobrzy uczniowie. Możecie ją zostawić i pójść do gospodyni na placek i kawę. Zobaczymy. Niech i dla niej gospodyni kakao ugotuje, bo zimno na dworze jak w psiarni. Jak masz na imię?- Zwrócił się do dziewczynki.

-Kasia.- Odpowiedziała czarnowłosa chudziutka dziewuszka w trochę wyrośniętej kurteczce. Proboszcz wyciągnął zza drzwi jeszcze jedno krzesło.

-Usiądź na nim. W czasie lekcji zobaczymy, czego ty nie możesz zapamiętać. Prawd wiary, mówił tata, prawda?

-No, chyba tak.- Powiedziała cichutko.

-A czy to takie trudne?

-Nie wiem, Dla mnie tak. Ja nie lubię się uczyć na pamięć.

-Nie lubisz? Ale ja się za ciebie raczej nie nauczę. Mały katechizm musisz umieć. A co w nim dla ciebie jest trudne?

- Bo oni mi się każą nauczyć czegoś, co dla mnie jest takie jakby z księżyca spadło.- w tym czasie weszła gospodyni i postawiła przed dziećmi parujące kubeczki.-

-Z księżyca? Hm. Pomyślimy. Na razie siadaj, pij kakao, posłuchaj jak rozmawiamy i zobaczymy, co się da zrobić. Dziś zaczniemy omawiać Dwa Przykazania Miłości. Wczoraj skończyliśmy Dekalog. Pijcie, żebyście się nie oblali, a ja wam powiem treść tego przykazania. Brzmi ono tak: Będziesz miłował Pana Boga twego z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich sił swoich, a bliźniego swego jak siebie samego. Niby jasne, prawda? Sam Pan Jezus dał nam to Przykazanie, które, jeśli się zastanowimy, pięknie pasuje do Dekalogu. I posłuchajcie. Z całej duszy, z całych sił i z całego serca trzeba kochać Boga. To odnosi się do pierwszych trzech Przykazań. Czy pamiętacie, jak rozmawialiśmy, że pierwsze trzy i tylko tyle Pan Bóg zarezerwował dla siebie, a Pan Jezus-Syn Boży uzupełnia te Przykazania mówiąc, że wszystko to, co jest w nich zawarte, trzeba posmarować wielką miłością człowieka do Boga. A kto z was wie, dlaczego Boga mielibyśmy kochać, choć Go nie widzimy?

-Nie widzimy, to nie widzimy. Nie musimy. Ważne, że jest.- Odezwała się Kasia zza kubka kakao.

-A skąd wiemy, że jest?- Spytał zdziwiony Proboszcz, bo dziewczynka, która niby nic nie mogła zapamiętać odpowiedziała mu zdecydowanie i pewnie. 

-Bo wiem. I wiem, że mnie bardzo ale to bardzo kocha. Bo jak przedwczoraj na mnie nakrzyczeli, że się nie mogę niczego nauczyć i było mi smutno, to potem jak spałam, to mi się śniło, że Pan Bóg mnie głaszcze po głowie i mówi mi, że mnie bardzo kocha i mi pomoże, żebym wszystko zrozumiała, a jak już zrozumiem, to mnie odwiedzi w Komunii Świętej. A Jego głos był tak dobry, że ja chcę żeby on jak najprędzej do mnie przyszedł. A potem usiadł na moim krześle, wziął mnie na kolana i przytulił. I poprosił, żebym się wszystkiego nauczyła, bo On się bardzo śpieszy, żeby mnie odwiedzić i by chciał stale w moim serduszku mieszkać. A potem mnie pobłogosławił i poszedł sobie. A jak się obudziłam to wszystko pamiętałam, ale ani tacie ani mamie nie opowiedziałam mojego snu. To był piękny sen. Było mi żal, że się obudziłam.

-No, nie!- Zawołał proboszcz. –Wobec tego będziemy się uczyć. Jak Pan Jezus powiedział, że ci pomoże, to znaczy, że pomoże. Musisz Mu zaufać. On mówi prawdę. I zobacz. Tata przyprowadził cię do nas, to znaczy, że to jest początek pomocy. A dalej pójdzie nam jak z płatka. Prawda, Anulko?

-Prawda. Zobacz, Kasiu. Nie martw się. Ja przychodzę z misiem. To mój kolega ze szpitala. Najmilszy. A Gerwazek też jest nowy, bo niedawno się przyprowadził do nas. Damy radę. Jeszcze kilka miesięcy. Nauczymy się wszystkiego.

-No to zaczynajmy rozmawiać. – Zaproponował Ksiądz.- Miłość, kochani. Najważniejsza jest miłość. Pan Jezus bardzo wiele mówił o miłości, gdy chodził po Ziemi. Bóg jest Miłością nieskończoną i niezmierzoną to znaczy, że nie istnieje nigdzie większa miłość jak ta, która pochodzi od samego Boga. Jest ona tak wielka, że Bóg w przecudowny sposób potrafił z niej zbudować świat. Nikt z nas nie wyobraża sobie jak potrafił to zrobić. Czym na sposób widzialny Jego Miłość może być, nie potrafimy powiedzieć, w każdym razie jeśli z Niej zbudował cały Wszechświat, wszystkie gwiazdy, księżyc, planetoidy, chmury, deszcz, morza i oceany, ptaki, ryby, zwierzęta i na końcu nas- ludzi, a zbudował pierwszych ludzi na obraz i podobieństwo Swoje, a choć ulepił nas z ziemi, to i tak wszystko na świecie, a wiec Ziemię też stworzył z ogromnej Miłości, a na dodatek w człowieka tchnął Ducha Swojego, to człowiek jest niewiele mniejszy od Aniołów. I umieścił człowieka zobaczcie gdzie? W Raju-najcudowniejszej krainie, aby żył otoczony pięknem, dobrocią i żeby On Sam mógł stale przebywać z ludźmi, czyli Swoimi dziećmi, które stworzył, żeby mógł się nimi opiekować, a one obdarzone przez Niego- Pana Boga, ogromnym prezentem miłości, nie dość, że miały siebie nawzajem bardzo kochać, ale wszystkim kochać Jego- Stwórcę i to kochać bardziej niż samego siebie, bardziej niż rodziców i rodzeństwo, bardziej i dużo bardziej, niż ukochanego twojego miśka, Anulko…-W odpowiedzi dziewczynka spojrzała na swoją zabawkę i przytuliła ją do siebie. Dyzio to przecież jej nieodłączny przyjaciel. Jakże by mogła nie kochać go?

-Ale je go kocham i oddałabym wszystko dla niego.- Zawołała cicho.

-Kochanie, przyjacielem nazywamy przede wszystkim tego, kto może lub powinien odwdzięczać nam się miłością, pomagać nam, gdy jesteśmy smutni, pocieszyć, gdy oderwało nam się kawałek ubrania, o ile możemy, pomagamy zabezpieczyć to, żeby się bardziej nie oderwało, jak się przyjacielowi i przyczepi jakaś słomka czy coś innego, albo siądzie na nim robak, to strząsamy intruza, pocieszamy smutnego, a czasem trzeba zakasać rękawy i pomóc, jeśli on czegoś potrzebuje.

-A czego on może potrzebować?- Zastanowił się Gerwazek.

-Pomyśl. Jak jest właśnie u was? Każdy każdemu coś. Miłość we wszystkie strony.  Najpierw w czasie dożynek pół wsi zapraszało twoich rodziców z powrotem na wieś. Zrobili to z miłości, bo i lubią i kochają twoich rodziców. Potem ciocia Franusia korzystając z tego, że może się podzielić z wami połową domu odstępuje wam go, ale prosi o pomoc na starość. A twoi rodzice i dziadkowie, kiedy ona zachorowała, starają się zrobić wszystko, żeby pomóc chorej cioci. Zobacz, jaki piękny przykład obustronnej miłości. A pomyśl o tych korepetycjach, na których właśnie jesteście. Ja- jestem proboszczem w tej parafii i w zastępstwie Pana Jezusa opiekuję się wami, czyli owieczkami Jego Owczarni. Jego Owczarnia, żeby było łatwiej nią kierować podzielona jest w każdym państwie na archidiecezje, diecezje, dekanaty i na parafie, czyli na takie stada różnej wielkości. Parafia to mała cząstka Bożej Owczarni, takie niewielkie stadko, bo nas nazwał Swoimi owieczkami. I ja jestem pasterzem, a właściwie duszpasterzem takiej małej gromady, opiekuję się waszymi duszami, rozgrzeszam was z waszych grzechów, odprawiam Msze Święte, żebyście mogli być karmieni Ciałem Pana Jezusa, żeby Bóg mógł udzielać wam wiele łask, a za zmarłych odprawiam Msze Święte. Kiedy ktoś jest ciężko chory, idę do niego po to, żeby go wyspowiadać, podać mu Pana Jezusa, czyli ażeby ten chory mógł być zjednoczony z Bogiem i żeby jego wiara w Boga nie osłabła, na kazaniach opowiadam wam o Bogu, was- dzieci uczę religii, a teraz douczam was, choć zmęczony powinienem usiąść i obejrzeć film. ale wy jesteście Bożymi owieczkami i skoro się zobowiązałem prowadzić was do Niego, muszę to zrobić tak, żeby żadne z was nie błądziło po obcych pastwiskach i kiedy skończy się wasze życie ziemskie, żebyście trafili w objęcia Boga, który otuli was taką miłością, jaką otulał Adama i Ewę w Raju. Czyli- nasza miłość i dobroć musi być taka, żeby ułatwiała komuś życie, pomagała mu pokochać mocniej Boga, bo każdy z nas jest Jego dzieckiem i każdego z nas On chce powitać kiedyś w Niebie, bo właśnie dla nas przygotował miejsca tam, gdzie sam mieszka, czyli właśnie w Niebie.

-A zwierzęta? –Spytała Kasia.

-Problem zwierząt, no cóż? Chcielibyście dużo o nich wiedzieć? Posiadają one dusze, ale te dusze umierają razem z ciałem zwierzęcia. Tylko ludzie są stworzeni na obraz i podobieństwo Boga posiadając dusze nieśmiertelną, a co do zwierząt, one mają dusze śmiertelne. Nie znaczy jednak, że możemy z nimi robić, co chcemy. Bóg kazał nam opiekować się nimi. Wolno nam korzystać z ich mleka, jajek a także mięsa, ale nie wolno nam nadużywać tego pozwolenia Bożego i jemy tylko tyle mięsa, ile potrzeba nam do życia tak, jak to do dziś robią Indianie. Nie objadajmy się nim w nadmiarze. Bo jeśli będziemy opychać się mięsiwami, to znaczy, że najpierw hodujemy wielką ilość zwierząt, żeby je zjeść. Często mięsa mamy stanowczo za dużo w sklepach lub w domach i psuje się, bo nie przejadamy, a zwierzęta straciły niepotrzebnie życie. Poza tym duża ilość mięsa jest niezdrowa i wiele chorób pochodzi z objadania się codziennie mięsiwami. Łamiemy w ten sposób piąte Przykazanie „Nie zabijaj”, które nam się tu zaplata. Za to wszystko Bóg nas rozliczy na Sądzie, bo każdy z nas po śmierci idzie na Sąd Boży chce czy nie chce, a potem tam, gdzie Bóg osądziwszy na nasze ziemskie uczynki, które zapisane są w duszy człowieka i w jego Księdze Życia, którą skrupulatnie pisze nasz Anioł Stróż,  zakwalifikuje nas.

-A jak ktoś jest tak niedobry, że musi iść do piekła?- Spytał Gerwazek.

-Czasem zanim ten ktoś umrze, my musimy starać się mu pomóc, żeby odzyskał wiarę i nawrócił się. Niektórym udaje się wytłumaczyć, że bez łaski Bożej zbawienia nie ma i trzeba się strać o odzyskanie jej, Modlimy się za grzeszników, bo ogarnięci naszą modlitwą łatwiej odrzucą zło, a jeśli już nic się nie da zrobić, czasem jeszcze ratuje taką duszę modlitwa za niego w godzinie jego śmierci. Wtedy on już najczęściej wrzeszczeć nie może, że w Boga nie wierzy, wtedy my za niego wyznajemy wiarę i robimy za niego żal doskonały i w ten sposób przez gorącą prośbę za niego do Boga, możemy uratować go od potępienia. A jeśli ten ktoś jest taki zły, że nic nie pomogło, albo nie miał kto za jego grzechy żałować, wtedy Pan Bóg ze smutkiem i ogromnym żalem zsyła taką dusze do piekła na wieczne męki. A wtedy całe Niebo płacze z żalu, bo każdy człowiek jest tam bardzo kochany. Każdy człowiek jest ukochanym dzieckiem Boga. On kocha nas, a my Jego, nazywamy Go Ojcem albo czule Tatusiem.

-Ja bym Go właśnie tak nazwała. On mnie tulił piękniej niż moi rodzice. Jakby mi powiedział, że mnie bierze ze sobą, to ja od razu… Nawet bym się nie zastanawiała.

-Zapamiętaj ten sen na całe życie. Wielokrotnie, gdy ci będzie ciężko w życiu, niech on ci się przypomina. Pan Jezus pokazał ci, jaka ważna jesteś dla Niego, pokazał ci tylko odrobinkę własnej miłości do ciebie, bo gdyby pokazał całość, to byś nie wytrzymała i z tej miłości natychmiast umarła. Twoje serduszko by nie umiało bić, bo by tak podskakiwało do Niego, że aż by się zaraz przepracowało, zmęczyło i stanęło. Dlatego my odpowiadamy miłością na Miłość Boga. A nasza miłość musi być wielostronna, bo dajemy ją Bogu przez spełnianie obowiązków katolika wobec Boga, oraz my sami jedno dla drugiego.                   

Dlatego nie szczymy ani wspólnej ani swojej własności…

-Jak moje, to mogę chyba robić z tym co chcę! Zawołał Gerwazek.

-A kto ci tak powiedział?

-Wszyscy tak mówią.

-Wszyscy, to znaczy kto? Jacy wszyscy?

-Chłopaki z klasy.

-Z której szkoły?

-Z jednej i drugiej.

-Cóż? Mamy temat na kazanie i na katechezę. Co do Poznania, nie mam wpływu, bo ja tam nie uczę ani ja, ani nasze katechetki.

Niszczenie cudzej albo swojej własności wiąże się z dziesiątym, oraz z siódmym Przykazaniem. Bo kiedy niszczymy, musimy pamiętać o tym, że aby coś powstało, trzeba wydać na to czasem dużą ilość pieniędzy albo włożyć dużo pracy. I zawsze jest to czyjaś własność. Nie wolno idąc sobie ulicą łamać krzaków, obrywać komuś przez płot kwiatów albo owoców, nie wolno wybijać szyb, dokuczać zwierzętom, ale też nie wolno pozwalać na przykład psom, żeby chodziły sobie po ulicach bez smyczy i bez kagańców, bo  mogą zrobić komuś krzywdę.  A czy wolno pisać poszkolnych ścianach?

-Nieee.- Odpowiedzili chórem.

-Dlaczego?

-Bo pani dyrektor będzie wyzywała i może nawet wezwać rodziców do szkoły. Ona nie znosi chuligaństwa. I zaraz jest obniżony stopień z zachowania.-Rozgadała sią Anulka.

-Nie dziwię się. To jest własność szkoły, czyli wspólna. O wspólną własność dba się jak o swoją. Nie wolno niszczyć komuś płotu, wycinać żadnych napisów na ławkach szkolnych ani kościelnych, nie wolno niszczyć ubrań dlatego, że się nie podobają, bo ktoś kiedyś kupił wam to z miłości, a poza tym własność wspólna ma służyć wielu osobom i wszyscy muszą o nią dbać.

-A u nas w Poznaniu jest dużo miejsc, gdzie na ścianach albo na pociągach, albo nawet na przystankach są takie malunki, które nazywają się graffiti.

-Dobry przykład.-Pochwalił Ksiądz.-Ale uczynki nie są dobre. Graffiti to nowomoda. Jeszcze niedawno nikt by nie pomyślał, żeby pójść i pomalować autobus, pociąg albo czyjąś ścianę. Uważam, że to powinno być karalne. To nie jest żaden artyzm, ale pacykarstwo. Porządny malarz kupuje palety, płótno i wszystkie potrzebne sprzęty, maluje obrazy i sprzedaje je. W ten sposób pracuje na swoje utrzymanie, zdolności razem z pracą tworzą wspaniały duet, który może cieszyć oczy czasem przez wiele setek lat jak na przykład piękne obrazy Jana Matejki. A graffiti nie ma nic wspólnego ze sztuką i jest to marnowanie farby oraz ścian. Oczu cieszyć takie coś nie może, bo nie ma w tym nic z piękna. Ja uważam, że takie marnotrawstwo nie ma nic z miłości, ale jest bardzo samolubne, dlatego myślę, że te smarowozy powinny się z tego spowiadać. Na temat miłości Boga i bliźniego można rozmawiać cały dzień i nawet dwa, a temat będzie stale niewyczerpany. Kochani. Teraz wyruszacie do domku. Ty, Gerwazku z Anulką, a Kasia przyjechała z tatą.-Kapłan otworzył drzwi kancelarii i zawołał.-

-Skończyliśmy!- Jeszcze błogosławieństwo dzieci i rodziców i już ubierały kurteczki. Ojciec Kasi stanął przed księdzem z wyrazem ni to troski.

-Będzie coś z tej nauki?

-Myślę, że tak.-Odpowiedział Proboszcz.