Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

Kłopoty Gerwazna cz 6

Rozdział XVIII

TROSZCZYĆ SIĘ O POTRZEBY WSPÓLNE KOŚCIOŁA 

Najpierw co to jest Wspólnota?

Było już po Święcie Trzech Króli. Gerwazek ogromnymi kulfonami wypisał u Babci imiona Trzech Króli, a w nowym mieszkaniu nie miał już ochoty, bo przyszedł bardzo zmęczony, wiec powiedział, że wypisze jutro. Babcia tak wykadziła dom przyniesionym z kościoła kadzidłem, że aż Dziadek narzekał, że duszno, więc otworzył drzwi i okno na przestrzał, żeby choć trochę przewiało, ale Babcia kazała prędko zamykać, żeby ich nie zawiało. Na dworze śnieg sypał i porobiły się zaspy. Drogą jeździły spychacze i odgarniały śnieg, żeby w ogóle można było przejechać.  Kilku mężczyzn poszło poodgarniaćśnieg spod kościoła, żeby choć dojść można było od plebanii do zakrystii i od furtki do drzwi kościoła. W kropielnicach zamarzła woda święcona i dzieciaki robiły sobie rękąślizgawkę, a starsze panie wyzywały, że nie szanująświęconej wody. Ale to nie była jużświecona woda tylko święcony lód. Tak czy tak najbardziej zrzędziła na dzieci pani od sztandaru. A śnieg sypał i sypał. Takiej zimy Gerwazek w dużym mieście nie widywał, bo jeździły piaskarki i spychacze, jezdnie i chodniki były tylko częściowo białe, częściowo zaś biało- brudno- bure. A tu jak okiem sięgnąć bielutko aż oczy bolały od patrzenia. Za to w całej Sośnicy nie było nawet jednej górki i nie było z czego zjeżdżać. Raz i drugi wypożyczono konie i dzieci uradowały się kuligiem. Wróciły do domów oblepione śniegiem, czerwone od mrozu lecz szczęśliwe. Na takim prawdziwym kuligu jeszcze Gerwazek nie był. Co za radość jechać sobie na saneczkach uczepionych do dużych sań, którymi powoził pan sołtys! A potem pojechali wszyscy na stadion wiejski, gdzie już paliło się ogromne ognisko i można było upiec sobie na ogniu kiełbaskę. Ksiądz Proboszcz w tym nie uczestniczył, bo trwała kolęda. I w korepetycjach było kilka dni przerwy, bo i w ich domach kolęda wypadła. Ciocia Franusia znów musiała pojechać na rehabilitację, a pan doktor powiedział, że ona musi koniecznie schudnąć, bo sztuczny staw długo jej nie unosi. Nie podobało się to cioci Franusi i powiedziała, że doktor może sam się odchudzać. W każdym razie na kolędzie jej nie było, więc Gerwazkowa Mama z synkiem byli we dwoje. Mama musiała też pojechać do domu na kolędę, więc Gerwazek znów zamieszkał u Babci. Za to po kilku dniach przypadły ferie i rodzice zabrali synka do Poznania na ostatnie wakacje w domu. An te kilka dni domem Cioci Franusi zajęła się siostra Kleryka Witka, która uczyła się do kilku egzaminów, więc cieszyła się niezmiernie, że będzie mogła uczyć się w zupełnej ciszy. Nie bardzo mu się chciało jechać, wiec się buntował, ale warto było odwiedzić własny pokój i przywitać się z zabawkami, które od dawna tęskniły za nim. W jego  szafce było już dużo wolnego miejsca, bo część ubrań była już nowym domu, ale zabawki postanowił zabrać już wszystkie. Odwiedził niektórych kolegów, ale jak to w Poznaniu, daleko samemu iść nie wolno, bo a nuż wpadnie pod tramwaj? Więc ogólnie nudził się trochę. Z radością powitał koniec ferii i obładowany kartonami zabawek i ciuszków przyjechał do Sośnicy. Zima trwała i trzeba było dokupić węgla. Jakie było jego zdziwienie, gdy wozacy przywieźli pełną przyczepę czarnego kruszcu, a po rozładunku pół podwórka zmieniło barwę na czarno-szarą. Za to było czym palić. Kolęda się skończyła i przyszło święto Matki Boskiej Gromnicznej. Wróciły  korepetycje. Ksiądz kleryk miał też wyjeżdżać do seminarium, ale jeszcze ostatnią katechezę z Pięciu Przykazań Kościelnych pozwolił mu Ksiądz Proboszcz przeprowadzić, żeby wszystkie były omówione równo przez tego samego księdza. Od tej katechezy dzieci było już czworo, bo Karolek z Fabianowa złamał nogę w górach i rodzice przywozili go na wózku inwalidzkim. Do szkoły na razie nie chodził, dlatego na katechezy przynosili swoje zeszyty, a ksiądz Proboszcz włączał kserokopiarkę i odbijał dla Karolka ostatnie lekcje z zeszytów Anulki, bo ona ładnie pisała. Przydałyby się Księdzu dni wolne dla odpoczynku, ale nie było komu zastąpić go nawet na kilka dni, dobrze, że Kleryk pomagał jak mógł. Dzieci przyszły zaraz po lekcjach, czyli krótko po podwieczorku. Proboszcz czuł się zmęczony i postanowił się przespać przed wieczorną MsząŚwiętą, ale wątpił czy Boża czeredka mu pozwoli. Jakoż nie pozwoliła. Wpadli na plebanię niemalże jedno po drugim rozgadani, obtupując śnieg z butów aż wycieraczka przy progu huczała. Ksiądz Kleryk próbował ich uciszyć, ale łatwiej wyłączyć telewizor niż uciszyć trójkę dzieci. Karolka przywieziono za chwilę, gdy oni już siedzieli w fotelach.  Zaczęli od krótkiej modlitwy, a potem Pani Gospodyni wniosła całą wazę zupy pomidorowej z ryżem i śliczne miseczki z czerwonymi i różowymi różyczkami.

-Macie moje nieboraki, podjedzcie, bo nim dojdziecie do domu, popadacie z głodu. A ja tymczasem zadzwonią do waszych rodziców, żeby się nie martwili. Dokarmię was jak trzeba. Jak wrócicie, to już tylko kolacja. Lekcji dużo macie zadane?

-Dwa zadania z matematyki i jedno z polskiego.-Wyjaśnił Gerwazek.

-A trudne?

-Jak dla kogo. Ale raczej nie. Prędko się zrobi.

-No to dobrze, Księże Kleryku proszę pamiętać, żeby ich za długo nie męczyć, bo muszą lekcje w domu odrobić.

 -To zaczynamy. Kto umie modlitwę przed jedzeniem?- Spytał Ksiądz Kleryk.

-Ja umiem Panie Jezu nasze słonko, pobłogosław to jedzonko!- Zawołała Anulka.

-A ja tą, co jest w katechizmie.- Pochwalił się Gerwazek.

-A ja umiem jeszcze inną i teraz ją zaśpiewamy, dobrze?

-A jaka to? – spytali niemal chórem, ale już zaglądali do wazy, bo byli głodni jak wilki. Ksiądz Kleryk naciągnął powietrza w płuca i zaśpiewał głośno i uroczyście.

„Pobłogosław Panie z wysokiego Nieba,

Hej, co by na tym stole nie zabrakło chleba,

Hej, co by na tym stole nie zabrakło chleba

Nie zabrakło chleba, nie zabrakło gruli,

Hej, oraz tej miłości do naszej Matuli,

Hej, oraz tej miłości do naszej Matuli”.

Okazało się, że Karolek umie to śpiewać, więc zaśpiewali w duecie. Pozostałe dzieci słuchały, ale jak tylko skończyli, zaczęli chwytać miseczki do rąk i wstawać z krzesełek, więc Kleryk ponalewał im słuszne porcje. Niech jedzą. Zupa była dość gęsta i prawie biała od śmietany, a dzieci głodne, toteż zjadły wszystko co było w wazie. Pani Gospodyni widząc apetyt malców spytała, czy mają ochotę na naleśniki  z dżemem. Karolek nie chciał, a Gerwazek z Anulką by zjedli. Kasia mówiła, że może z jednego, ale jak talerz z naleśnikami stanął na stole rzucili się na nie wszyscy jakby tydzień nie jedli. Dopiero potem zabrali się za naukę.

Czy ktoś z was może wie, co to jest Wspólnota?-Spytał na początek Ksiądz kleryk.

-Wspólnota? No to raczej coś wspólnego?-Zaczęła niepewnie Anulka.

-Mniej więcej, ale jakby jeszcze inaczej określić Wspólnotę? Jak myślicie, co można mieć wspólnego?

-W domu wspólnych rodziców, jeśli ktoś ma siostrę lub brata.

-Dobrze, co jeszcze Anulko?

Wspólny dom, kuchnię i stół.

-Co jeszcze?-

-Szkołę- wykrzyknął niemalże Karolek.

-Dobrze, a więcej?

-A kościół może być?

-A dlaczego by nie? Wszyscy razem przychodzimy do jednego kościoła, razem się w nim modlimy, do jednego koszyczka wrzucamy nasze małe ofiarki, ksiądz za nas wszystkich razem wziętych odprawia Mszęświętą, dla nas wszystkich głosi kazanie, gdy mamy Boże Narodzenie, wszyscy gromadzimy się przy żłóbku i śpiewamy kolędy, na Wielkanoc nie dość, że wszyscy przychodzimy do kościoła na uroczystości i to na jedną ustaloną godzinę, a nie o której się ktoś wyśpi albo nabiega po dworze i być może wtedy nabierze ochoty na marsz do kościoła, to na dodatek przynosimy do kościoła koszyczki z?

-Z Zającami!- Pochwaliła się wiedzą Kasia.

-Czy tylko z zającami? Co wkładamy do koszyczków oprócz zajączka z czekolady?

-Chleb.

-Sól

-Kiełbasę

-Babkę i mazurka

-I jajka malowane na kolorowo!

-A jak one się nazywają?- Spytał Kleryk.

-Pisanki!

-Kraszanki- Wykrzykiwali teraz jedno przez drugie tak, że Ksiądz Proboszcz definitywnie zrezygnował ze snu i wstał, żeby zaparzyć sobie kawę i po wypiciu zasiąść spokojnie w ciszy konfesjonału. Rozgadane dziś te dzieciaki, albo tak dobrze się dogadują z Klerykiem? Będzie z niego dobry wikary, tylko szkoda, że wikarych nie dają do rodzinnych parafii. Inny proboszcz się będzie nim cieszył. Nastawił ucha i słuchał przez zamknięte drzwi, bo słychać było doskonale.

A po co my to wszystko niesiemy do kościoła?

-Do poświęcenia. Bo jakby ksiądz nam nie poświęcił, to byśmy nie mieli święconki.-Wypaliła Anulka.

-A po co nam ona? Nie możemy bez święconki?- Nie ustępował Ksiądz Kleryk.

-Nie. Bo jakbyśmy nie mieli święconki, to śniadanie wielkanocne by było nieważne. Odezwał się Gerwazek.

-A po co nam śniadanie wielkanocne? Co i kogo czcimy, jedząc to tak bardzo uroczyste śniadanie w niedzielę powstania Pana Jezusa z martwych, oraz samodzielnego wyjścia z zamkniętego grobu?

-Radość Apostołów właśnie z powodu zmartwychwstania Pana Jezusa. Bo oni byli bardzo zmartwieni i siedzieli wszyscy razem w Wieczerniku i nie wiedzieli, co mają zrobić. 

-Świetnie. Dochodzimy do sedna. Siedzieli wszyscy i modlili się razem czyli wspólnie w jednym miejscu. Byli oni pierwszymi członkami nowo założonego przez Pana Jezusa Kościoła i dlatego, że przebywali wspólnie i razem się modlili, utworzyli jedną, na razie małą  grupę pierwszych chrześcijan i nazwali ją Wspólnotą. Potem ta grupa rozrastała się coraz bardziej, bo coraz więcej ludzi przyłączało się do Apostołów tym chętniej, że Pan Jezus dał im moc uzdrawiania chorych i pierwsza wspólnota rosła jak na drożdżach. Często jako pierwsi dołączali się uzdrowieni, potem ich rodziny i znajomi. I co było w tej Wspólnocie ciekawe? Otóż to, że pierwsi chrześcijanie wyrzekali się wszelkiej własności i żyli tak, jak obecnie żyją zakonnicy i siostry zakonne, czyli wszystko mają wspólne. Ci, którzy przyjmowali chrzest Święty, sprzedawali swoje pola, pałace i nawet skromne domy, a pieniądze przynosili do Apostołów. Z tych pieniędzy Apostołowie rozdzielali ile komu ile trzeba na skromne życie, bo o bogatym i dostatnim już nikt nie mówił. Mieszkali też wspólnie w jakichś barakach czy skromnych domach, które ktoś z chrześcijan zamiast sprzedać darował pierwszej wspólnocie. Razem gotowali, razem piekli, a jak ktoś był chory, to jeśli był wśród nich lekarz, leczył za darmo. Lekarstwa wyrabiał aptekarz, ale jeśli nie był chrześcijaninem, trzeba było za nie płacić tyle ile żądał. I wtedy pieniądze Wspólnoty się przydawały. Na początku mieścili się w Wieczerniku, ale on raczej stał sięświątynią, w której gromadzili się na modlitwie. W dniu Zesłania Ducha Świętego chrzest przyjęło trzy tysiące ludzi, więc to już był spory Kościół. I przestali się mieścić w Wieczerniku, dlatego musieli gromadzić się  większych salach albo po prostu na jakichśłąkach. I także dlatego, że te większe i mniejsze grupy ludzi postanowiły mieć wszystko wspólne, nazwano je Wspólnotami. Więc nazwa ta sięga aż pierwszych dni i tygodni chrześcijaństwa. Dziś właśnie w ten sposób żyją zakonnicy. W klasztorze i u nas w seminarium jak powiedziałem wszystko jest wspólne. Może o tym wspomnimy podczas omawiania Sakramentu Kapłaństwa. Ale Pan Jezus nakazał, ażeby Apostołowie poszli na cały świat i nauczali wszystkie narody. W ten sposób w różnych krajach i różnych miastach powstawały nowe Wspólnoty, aż wreszcie były one tak duże, ze trzeba było je dzielić i budować kolejne kościoły, żeby ludzie mieli bliżej na Msze Święte i żeby kapłan mógł zając się swoimi parafianami jak należy, bo najmniejsze wspólnoty nazwano parafiami. Czyli w życiu kościoła Wspólnotą nazywamy parafię, kilka parafii nazywamy dekanatem, czyli Wspólnotą składającą się z około dziesięciu parafii, wiele dekanatów stanowi diecezję i tak dalej aż do Papieża, który zastępując nam Pana Jezusa na Ziemi jest inaczej ojcem świętym dla całej Wspólnoty Kościoła Świętego. Jeśli pamiętacie, nie tak dawno Kościół przeżywał przepiękną uroczystość kanonizacji Ojca Świętego Jana Pawła II. Wtedy na tą uroczystość zjechali się przedstawiciele różnych wspólnot Kościoła na całym świecie i na Placu Św. Piotra w Rzymie razem się modlili, śpiewali, uczestniczyli we Mszy Świętej, bo choć każdy niemal pochodził z innej parafii i z wielu krajów świata, ale przecież wszyscy są chrześcijanami, a wiec członkami tego samego Kościoła. My wszyscy katolicy jesteśmy Wspólnotą Kościoła Katolickiego. Są i inne wspólnoty- na przykład prawosławne lub protestanckie. Ale teraz już rozumiemy, co to jest Wspólnota w Kościele. Czy tak? Kto nie rozumie?... Wszyscy wszystko wiedzą? Na pewno?- Mówił powoli czekając aż ktoś powie, że czegoś nie wie. Ale nikt się nie zgłosił po dodatkowe wyjaśnienia. Wszyscy rozumieli.

-Słuchajcie, ale myśmy się tak zagadali, że byłoby najlepiej, żeby temat dokończyć jutro. Zgoda? Musicie iść do domu.

-Chyba tak.

-A nie możemy dokończyć dzisiaj?

-Ale już późno się robi.- Wyjaśnił Ksiądz Kleryk.-Zanim omówimy, co te wspólnoty mają robić, to  mi tu uśniecie, a na plebanii nie ma aż tylu tapczanów.

-Ale moja mama jeszcze po mnie nie przyjechała.- Poskarżyła się Anulka. Kasia wyjrzała oknem na ulicę.

-I mojego taty nie widzę.

-A ty Karolku jesteś już z tatą, to możecie jechać do domu, a wy wyciągajcie zeszyty od matematyki, to zrobimy zadanie domowe. Będzie w domu mniej. Zgoda?

-A muuusimy?- Jęknął Gerwazek.

-W każdym razie warto. Szkoda czasu. Sięgajcie zeszyty. Tablicę mamy, więc wyliczymy razem i przepiszecie do zeszytu. No, pokażcie tekst zadań.- Gerwazek podał zeszyt, Kleryk napisał zadanie na tablicy i zaczęli liczyć. Było trochę skomplikowane, ale wspólnie mieli obydwa zadania wyliczone w kilkunastu minutach. Zanim podjechali rodzice, kończyli i zadanie domowe z polskiego.

-O, ucieszyła się mama Anulki. To wyście nawet lekcje zdążyli tu odrobić? W takim razie pewnie naszego Kleryka do seminarium nie oddamy? Co?

-Lepiej oddajcie, bo mnie na drugi raz rektor tu nie przyśle. A teraz kochani fora ze dwora! Idźcie z Bogiem.

 

Rozdział XIX

WSPÓLNOTA I CO DALEJ?

-Jak wam się podobała ostatnia lekcja z naszym Klerykiem?- Spytał Ksiądz Proboszcz.

-Świetnie, a już szczególnie odrobione lekcje.

-A podoba wam się kuchnia mojej Pani Gospodyni?

-No, pewnie!- Wykrzyknęli razem jakby umówieni.

-Dziś sobota, pełen dzień, omówicie resztę tematu, tylko Ksiądz Kleryk ubierze się w sutannę, bo przyniósł ją na ręku, żeby się nie zmoczyła od śniegu. Mróz puszcza, jest zero stopni, śnieg wilgotnieje i lepi się.- Tymczasem kleryk już pojawiał się w drzwiach.

-Jestem.

-To miłej i owocnej lekcji.- Powiedział proboszcz i ruszył ku drzwiom kancelarii do kuchni, żeby zamówić dla dzieci po miseczce budyniu z sokiem malinowym. Pomodlili się i usiedli.

-To jak tam z wspólnotami? Pamiętamy co to jest i po co?

-Myślałem, że to jest nie wiadomo co, a to tylko bycie razem.- Odpowiedział Karolek.

-I to jest właśnie sedno sprawy.- Odpowiedział Kleryk.- Tylko, żeby to bycie razem udawało się i przynosiło dobre owoce, trzeba o Wspólnotę dbać. Trzeba jej pomagać i angażować się do wspólnej pracy. Prawda? A kto z was chciałby pracować we Wspólnocie Kościoła? Bo rozumiemy już, że Wspólnota taka, to u nas parafia do której należymy. Więc kto?

-Ja! Ja! Ja! Ja!-Wołały dzieci.

-To niech każdy z was powie, co by robił?

-Ja się zapisuję do ministrantów i będę dzwonił dzwonkiem.

-Tylko dzwonkiem? Ministrant wykonuje wiele prac w kościele. Oczywiście, że najważniejsza jest służba w czasie Mszy Świętej, ale nawet Przewodnik Katolicki ministranci sprzedają po zakończeniu Mszy Świętej. To też jest ważna pomoc. Ja  byłem ministrantem i bardzo lubiłem służbę przy ołtarzu. Ale powiem wam, się zakochałem w służbie Panu Bogu, i to aż tak bardzo, że postanowiłem pracować dla Niego już zawsze jako kapłan, no i dla was wszystkich oczywiście, bo będę was do Niego prowadził. Będę opiekował się parafianami czyli Wspólnotą parafialną w ten sposób, że będę odprawiał Msze Święte, ażeby wszyscy moi parafianie mogli uczestniczyć w bezkrwawej ofierze Golgoty i otrzymywać bardzo wiele Łask Bożych, będę spowiadał, chrzcił dzieci, udzielał wam Komunii Świętej, chorym Sakramentu, który leczy i umacnia, a jeśli już Pan Bóg czyjąś duszę zawoła do Siebie, to modląc się za tą duszę będę prowadził jego ciało na miejsce wiecznego spoczynku, a potem będę odprawiał zamówione za tą duszę Msze Święte, bo kapłan dba i o dusze, które przebywają w Czyśćcu. Rola kapłana we Wspólnocie parafialnej jest najważniejsza. Musi dbać także o dom Boży czyli o kościół i jego otoczenie. Ale sam nie dałby rady bo pracy jest bardzo dużo wiec musi mieć pomocników. Najważniejszym pomocnikiem jest kto?

-Oczywiście, że ministrant!- Pochwalił Gerwazek swoją służbę w kościele.

-Prawda, a kto jeszcze?

-Wikary.-dodał Karolek

-Tak, ale Ksiądz Proboszcz przede wszystkim, bo to on rządzi parafią. Wikary jest jego pomocnikiem. Proboszcz to jakby dyrektor. Rozumiemy? A jeszcze kto?

-Na moje to jak nie ma pana kościelnego to jest źle, bo nie ma kto kościoła otworzyć.

-Tak. Kościelny zwany inaczej zakrystianem ma bardzo dużo pracy. Zamyka i otwiera wszystkie drzwi, przygotowuje szaty dla kapłana, zmienia bieliznę ołtarzową, pilnuje żeby ministranci dobrze wszystko zrobili, oraz pomaga księdzu ubrać się do Mszy Świętej. Czasem to on pierwszy rozmawia z ludźmi i pomaga księdzu załatwić wiele spraw. Pan kościelny jest prawą ręką kapłana. O, to bardzo ważna to postać w kościele. Ale jest jeszcze ktoś ważny. Kto? Jak myślicie?

-Pani od układania kwiatów!- zgadła Anulka.

-A ja to co? Ja nie jestem ważna w kościele?- Spytała ni stad ni z owąd Pani Gospodyni wchodząc z miseczkami budyniu na tacy.

-Oooo! Jakżeby! Słuchajcie! Pani Gospodyni jest bardzo, ale to bardzo ważna w parafii. Jakby nie ona, kto by księdzu ugotował, zakupy porobił, uprał, posprzątał mieszkanie i kancelarię po nas? Pani Gospodyni jak mama prowadzi księdzu dom. Także gości, którzy przyjadą do niego przyjmuje i podejmuje posiłkiem. A kto przyjeżdża do księdza? Pomyślcie.

-Ciocia albo wujek.- Domyśliła się Anulka.

-Oczywiście, a kto jeszcze?

-Mama albo tata?- Karolek nie był pewien swojej odpowiedzi.

-Tak, rodzice także. To bardzo ważni goście. Czasem też przyjedzie do księdza siostra albo brat ze swoją rodziną. Ale jeszcze kto ważny czasem przyjedzie do parafii? Jak ma przyjechać to wszyscy stają na baczność. Kto to taki?

-Pan doktor, gdy ksiądz zachoruje!-Znów wykrzyknęła Anulka.

-Też, ale nie o niego mi chodzi.

-Drugi ksiądz z Olejami gdy ksiądz ma umrzeć.- Uzupełnił Karolek.

-No, masz ci los!- To tak źle mu życzysz? Słuchajcie, jest ktoś jeszcze. Przyjeżdża raz na kilka lat. Ma taką czapę z dwoma rogami i taką wielką laskę w dłoni. Kto to może być?

-Święty Mikołaj.- Wymyślił Gerwazek.

-Też nim był. Już wam powiem, bo widzę, że wam nie przychodzi do głowy. Święty Mikołaj był moi kochani biskupem. Księdzem biskupem. Czy ktoś z was już widział księdza biskupa? Kto?- Wszyscy odpowiedzieli:

-Ja!

-No widzicie. Przyjeżdża ze swojąświtą, bo i biskup ma swoich pomocników, którzy mu pomagają w prowadzeniu Wspólnoty kościoła. Ale u nas w parafii jest jeszcze jeden pan, który przed każdą MsząŚwiętą wchodzi na chór i co on tam robi żebyśmy mogli śpiewać?

-Gra na organach.- Wykrzyknęli razem Karolek i Kasia, a Gerwazek zaczął bębnić palcami po biurku jak po klawiaturze.

-Pięknie. A kto z was chciałby panu organiście pomóc?

-A jak?- zdziwiła się Anulka.

-Na przykład zapisać się do chóru kościelnego  i pomóc panu organiście w uświetnianiu Mszy Świętej. Chór jest też bardzo ważny  bo kto śpiewa, ten się dwa razy modli.

-A ja nie umiem śpiewać.- Zmartwił się Karolek.

-Kto fałszuje, podobno modli się aż trzy razy, bo stara się tak jak umie.-Dopowiedziała Pani Gospodyni biorąc miseczki żeby je umyć, bo chciała już iść do domu. Roześmiali się wesoło i przez chwile nie można było kontynuować rozmowy. Przyszedł już Ksiądz Proboszcz z kościoła i przez otwarte drzwi przysłuchiwał się rozmowie zadowolony.

-No to z najbliższych pracowników parafii byliby wszyscy. No, jeszcze pan zwany złotą rączką. Ten pan sprząta otoczenie kościoła, grabi liście jesienią, zbiera papierki gdy ktoś zapomni, że koło domu Pana Boga nie wolno śmiecić, bo to jest brak szacunku dla Niego no i niestety, grzech. Kościół i jego otoczenie jest ziemiąświętą dosłownie bo zarówno budynek kościoła, plebania, ale i całe otoczenie aż do parkanu, a także cmentarz zostały poświęcone przez księdza biskupa. Możemy więc ziemię poświęconą również nazwaćświętą, choć Ziemia Święta to kraj, w którym urodził się, wychował i umarł Pan Jezus. Ale otoczenie kościoła jest też ziemiąświętą, więc nie tylko nie śmiecimy ale i nie niszczymy, a jeśli się coś zepsuje, to pan złota rączka naprawia. Czasem też wiezie księdza do chorego, gdy trzeba jechać w pierwsze piątki miesiąca albo gdy ktoś już bardzo źle się czuje i trzeba go zaopatrzyć na drogę do Wieczności. Ale są jeszcze ludzie, którzy nie pracują w kościele, tylko do niego przychodzą, ale też pomagają w różnych sprawach. To są panowie i panie z Rady Parafialnej, którzy na spotkaniach z księdzem w kancelarii omawiają jak należy załatwić niejedną sprawę związaną na przykład z jakimś remontem, bo kościół też wymaga czasem napraw czy malowania, omawia się festyny parafialne, wizyty księdza biskupa, zorganizowanie procesji Bożego Ciała, a nawet skąd kupićładne choinki do kościoła przed Bożym Narodzeniem. Tym się zajmuje Rada Parafialna. Ale są jeszcze inni ludzie, którzy pomagają. Na przykład panie z Żywego Różańca przychodzą co tydzień sprzątać kościół, żeby było czysto, ale przede wszystkim one modlą się codziennie na Różańcu za różne sprawy Kościoła i parafian. Do Żywego Różańca mogą należeć panie, panowie, oraz dzieci, które potrafią i chcą się modlić na Różańcu. Żywy Różaniec to też jest Wspólnota i takich wspólnot w parafiach jest zwykle dość dużo. W naszej parafii jest na przykład Kółko Misyjne. Należy do niego chyba z dziesięć pań i one modlą się codziennie za Kościół w krajach, do których niedawno dopiero przyjechali misjonarze i zaczynają opowiadać ludziom o Panu Jezusie. Ale te panie modlą się także za tych, którzy o Bogu nigdy nie słyszeli, żeby Pan Jezus zmiłował się nad nimi i żeby misjonarze i do tych ludzi dotarli. A jak myślicie? Dzieci pierwszokomunijne to Wspólnota czy nie?

-Tak.

-Nie.- Odpowiadali niepewnie.

-Młody, a jak ty myślisz?

-Chyba taaak….a może nie? Nie wiem.

-Liczyłem na to, że ty będziesz wiedział. Jasne, oczywiście, że to jest też Wspólnota. Przecieżłączy was to samo, czyli przygotowanie się do Pierwszej Komunii Świętej. Wspólnoty to te grupki i grupy w parafii, które łączy to samo. Mamy jeszcze chór, który raz w tygodniu albo i dwa przychodzi, żeby ćwiczyć piękny śpiew podczas Mszy Świętych i nim chwalić Boga, ale też mamy małe grupki, które są w naszej parafii, ale żeby się spotykać, wyjeżdżają do jakiejś innej, bo w naszej jest ich za mało chętnych, żeby założyli wspólnotę. Mamy na przykład trzy dziewczynki, lecz każda mieszka w innej wsi, które zapisały się do Podwórkowych Kółek Różańcowych,  mamy jedną panią, która należy do Trzeciego Zakonu i też musi wyjeżdżać do innego miasta, żeby mogła spotkać się ze swoją wspólnotą, bo tutaj jest tylko sama, mamy dwóch Strażników Bożego Grobu, którzy na swoje uroczystości zakładają takie piękne płaszcze z krzyżami, nawet panie katechetki też nie tworzą wspólnoty, bo są tylko dwie. Ale wyjeżdżają na swoje spotkania do seminarium, gdzie gromadzą się wszyscy katecheci z diecezji i tam omawiają z księdzem biskupem jak należy uczyć dzieci religii, z czym i dlaczego dzieci i rodzice mają kłopot, ale są jeszcze inne wspólnoty, których akurat w naszej parafii nie ma. Czy ktoś z was słyszał na przykład o Odnowie w Duchu Świętym? Ta grupa modli się w szczególny sposób do Ducha Świętego. A jak trzeba zorganizować procesję Bożego Ciała, to ksiądz ogłasza, że potrzebni są ludzie do pomocy i kto chce, kto może przychodzić do pracy, oczywiście za darmo. Płaci Pan Jezus w życiu wiecznym.  Panowie i panie budują ołtarze i stroją je pięknie, ktoś przynosi kwiaty, żeby ozdobić miejsce na którym ksiądz postawi Monstrancję, ktoś musi zadbać, żeby na czas zapalić i zgasićświece, panie katechetki i kilka mam prowadzą dziewczynki sypiące kwiatki, a w ogóle żebyście mogły sypać kwiatki, to ktoś wam musi uszyć białe sukienki, wykonać piękne wianuszki na głowy, żeby mamy mogły je dla was kupić, ktoś musi upleść koszyczki, utkać wstążki do ustrojenia tych koszyków, żeby były ładne i można je było dla wygody zawiesić na szyi, a jakby nikt wam nie pomógł zebrać kwiatków to co byście sypały? Większe dziewczynki takie jak wy mogą już same pobiec na pola i nazbierać maków, chabrów i rumianków, ale małe sobie same nie dadzą rady i trzeba im w tym pomóc. Przypomnijcie sobie naszą pielgrzymkę do Wytworni Hostii. Pan kierowca zgodził się was zawieść. Mamy upiekły placki, żebyście mieli co jeść i jeszcze poczęstować pracowników Wytwórni. Gitarzystki uświetniały wyjazd grą na gitarach. I co jeszcze jest bardzo ważne bo temat nasunął się sam, to żeby ksiądz mógł odprawić MszęŚwiętą to co musi być koniecznie, bez czego nie może odprawić?- Młody? Pomyśl.

-Hostie.

-Właśnie. Bo przecież one są tak naprawdę chlebem niekwaszonym czyli paschalnym i zostaną w czasie Przeistoczenia zamienione w co? 

-W Ciało Chrystusa!!!- Wykrzyknęli jak na komendę.

-A oprócz hostii?

-Wino. Mama robi jesienią z głogu, to może trochę dać. Powiem jej.- zobowiązała się Kasia.

-Otóż nie, kochana Kasieńko. Doceniam twoją szczodrość i dobre serduszko, ale, do Mszy Świętej musi być wino szczególne. To jest wino tylko i wyłącznie z soku winogronowego. To wino robi się bez dodatku cukru, bo musi być takie samo, jakiego Pan Jezus używał przy Ostatniej Wieczerzy. Wtedy cukru nie używali, bo nie umieli go jeszcze wyrabiać. Tak wiec nie robimy wina mszalnego z niczego innego jak tylko z winogron. Są takie winiarnie, które produkują wina mszalne. Więc zobaczcie. Pracownicy tych winiarni nie są wspólnotami parafialnymi, ale pracują dla Kościoła. Dla Kościoła pracują krawcowe szyjące szaty liturgiczne, bieliznę ołtarzową czyli obrusy i serwetki oraz sztandary. Najczęściej robią to siostry zakonne zgromadzone w różnych wspólnotach zakonnych w domach nazwanych klasztorami. I zobaczcie, ilu ludzi znaleźliśmy, którzy pomagają w kościele, choć czasem nie należą do żadnych wspólnot. Gospodynie dla dziewczynek sypiących kwiaty obrywają je ze swoich ogrodów i dają dziewczynkom, żeby one sypały pod nogi Panu Jezusowi, a jak przychodzi czas naszych parafialnych dożynek, to wszyscy coś robią. Znam taką kaplicę w jednej wsi zbudowaną z drewna. Stawiali ją całe lato, więc żadna pani nie mogła w gospodarstwie liczyć na pomoc męża, bo cała wieś jak jeden facet pracowała przy budowie kaplicy i niektóre panie razem z nimi. A do wyposażenia kościoła każda rodzina coś kupiła, aż się ksiądz biskup nie mógł nadziwić i płakał ze wzruszenia. Tak więc powiem wam, że w kościele dla wszystkich jest praca i każdy coś może zrobić, byle tylko chciał. Czy i wy chcecie pomagać Kościołowi?

-Chcemy!!!- Wrzasnęli wspólnie aż kleryk zatkał uszy.

-Bo mi bębenki w uszach popękają! Ksiądz Proboszcz słyszał? Mamy dodatkowo czterech pomocników więcej!

-Zgoda.- Ksiądz stanął w drzwiach. Ale proponuję, żeby każdy z was przyprowadził jeszcze jedną osobę. Im więcej ludzi tym lepiej. Więcej razem zrobimy Bogu na Chwałę. Kończycie temat?

-Tak. właśnie skończyliśmy.

-Nieee!!! – Wrzasnęli we czwórkę.

-A jutro rano kto wstanie na MszęŚwiętą? Błogosławię was. W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.

-Amen.- Odpowiedzieli zgodnie.

 

Rozdział XX

NARESZCIE GŁÓWNE PRAWDY WIARY ŚWIĘTEJ

1.Jest jeden Bóg.

2. Bóg jest Sędzią Sprawiedliwym, który za dobro wynagradza a za złe karze.

3.Są trzy Osoby Boskie: Bóg ojciec, Syn Boży i Duch Święty.

4.Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia.

5.Dusza ludzka jest nieśmiertelna.

6.Łaska Boska jest do zbawienia koniecznie potrzebna.

Chwila nieuwagi…i nieszczęście gotowe… Oj, Gerwazku, Gerwazku… Nie można by inaczej? Cała szkoła będzie modlić się za ciebie.

Rozdział XXI

CHOROBA. CZASEM I TAK BYWA, ZATEM OPÓŹNIENIE

Ksiądz Kleryk ku rozpaczy dzieci pojechał do seminarium. Na dodatek Gerwazek się przeziębił na własne życzenie, a Karolek musiał pojechać do szpitala bo ze złamaną nogą było coś nie tak. Ksiądz ogłosił chwilową przerwę w douczaniu. Po Gerwazka przyjechał tata i zabrał do Poznania, bo rodzice jeszcze nie przepisali go do poradni dla Chorych Dzieci w ich obecnej przychodni rejonowej. Chłopak nie chciał jechać, bo bał się, że tata go nie przywiezie. Ale na drugi dzień byli już z powrotem z lekarstwami w reklamówce, bo tata musiał iść do pracy. Mama musiała też pojechać po nowe prace do wykonania, więc zajęła się nim Babcia. Próbowała mu opowiadać to i tamto, ale Gerwazka bolała głowa i nie chciało mu się słuchać. Babcia gotowała mu kisielki, kompociki, kaszkę na mleczku, bo bolało go gardło i nie mógł połykać. Psikał raz po razie i nos miał czerwony jak bałwanek. A kaszlał coraz mocniej i nie pomagały żadne syropki. Babcia nacierała go, oklepywała, rozpryskiwała koło niego wodę morską, którą pożyczyła ciocia Franusia i nic. Za dwa dni mama ubrała go i z tatą, który przyjechał, bo mama do niego zadzwoniła, pojechali znów do Poznania, a pani doktor w przychodni stwierdziła, że Gerwazek ma zapalenie płuc i kieruje go do szpitala. Nie pomogły protesty. Najbliższy tydzień przeleżał w szpitalu dziecięcym. Gdzieś się podziała jego dzielność i rozmazał się jakby miał ze trzy latka, aż się pani doktor na oddziale z niego śmiała, że mu smoczek przyniesie. Taki duży chłopak! Wstyd! Na dodatek mama naskarżyła jej, że Gerwazek przyszedł jednego dnia z przemoczonymi butami i spodniami, bo poszedł na lód, a mróz zszedł, lód zrobił się kruchy i załamał się pod nim, ale na szczęście było to przy brzegu stawu i chłopak zanurzył się tylko do kolan w lodowatej wodzie. To wystarczyło do rozwoju choroby. Pan ordynator sprawił mu za ten staw niezłą burę, bo kto to widział, żeby ślizgać się na lodzie, gdy on już jest kruchy! Staw muszą sprawdzić dorośli, dopiero mogą wejść dzieci. A tu dzieciaki porządziły się i dobrze, że się załamało przy brzegu, bo kto wie, co by było, gdyby poszedł trochę dalej, gdzie byłoby choćby do pasa. A na środku stawek jest głębszy niż wysokość chłopca. Oj, będzie miał co i Ksiądz Proboszcz pogadać na najbliższej katechezie. Ale ona odsunęła się w czasie i dopiero za dwa tygodnie znalazł się znów na plebanii. Karolka jeszcze nie było, odpoczywał po operacji. Za to dziewczynki były w komplecie. Przywitały Gerwazka radośnie, ale pokiwały z politowaniem głowami nad jego głupotą.

Reprymenda od koleżanek

-Widzisz? Jeszcze trochę to byś nas oglądał jak własne uszy bez lustra i ani byś się na wsi nie namieszkał. Albo na płot wejdzie i się zahaczy, albo na kruchy lód na stawie. Zastanów się człowieku nad swoją głupotą!- Wyzywała go Kasia.

-A przecież pod koniec wakacji też nawywijał i też tylko i wyłącznie przez własną głupotę. Chyba ci trzeba wybić ten Poznań z głowy, żebyś zaczął myśleć jak dzielny wiejski chłopak, a nie jak lalunia z porcelanową główką. Nie ruszaj, bo się stłucze!- Pomagała Anulka w „objeździe” kolegi.

-Wiesz co? Jakby nie to, że cię lubię, to podeszłabym w tej chwili i potrząsnęła tobą jak snopkiem na polu, żeby z niego zaskroniec wylazł. Bo to, coś ty zrobił to tylko chyba za podpowiedzią diabła, a ten paskudnik jest przedstawiany na obrazkach jako wąż. Więc bym tak tobą trzęsła, aż by ci się klepki w łepetynie poukładały jak trzeba i wszystkie zaskrońce powyłaziły i uciekły.

-Ciekawe, że ani ja ani żadne inne dziecko ze wsi nie poszło na lód bo na oko było widać, że słabnie, a ciebie tam wniosło i poszedłeś jak na złamanie karku. Ucz się patrzeć z której strony co i jak wygląda, bo ja nie ręczę, czy się chłopaki nie zaczną z ciebie śmiać, żeś oferma a nie chłop!- Darła się Anulka, a Ksiądz Proboszcz przysłuchiwał się w milczeniu. Lekcja uciekała. Gerwazek siedział cicho czerwony po same uszy i prawie łzy mu kapały.

-A, rycz, rycz! Ty ignorancie! Dziękuj Panu Bogu, że tak się skończyło, bo jakby ktoś nie przejeżdżał tędy samochodem, to by ci tak  łatwo się po lodzie nie wyłaziło ze stawu i zanim byś doszedł do domu, o ile byś się nie wślizgnął jeszcze mocniej pod lód, bo na dnie stawu jest pełno szlamu, a nie piaseczek jak w tej waszej Rusałce, gdzie chodzicie się opalać i kąpać latem, to nie ręczę, czy byś nie był dziś bardzo przystojnym nieboszczykiem.- Wtórowała Kasia, a Ksiądz Proboszcz zastanawiał się, skąd tyle rozwagi w  małych jeszcze dziewczynkach. Wprawdzie nie bardzo liczą się ze słowami, ale czasami komuś trzeba powiedzieć prawdę tak od serca, żeby dotarło. Żeby lekcja nie umknęła do końca, postanowił i on włączyć się już do rozmowy.   

- Masz Gerwazku bardzo mądre koleżanki i wszystko co powiedziały należało ci się. Na drugi raz bądź uważniejszy, bo źle się mogą skończyć twoje nierozważne kroki. Mama nie może chodzić z tobą za rączkę i pilnować każdego twojego kroku. Mam nadzieję że wreszcie nauczysz się dzielności i rozsądnej obserwacji tego, co dzieje się dookoła. Należy pamiętać, że na przykład krowa kopnie, dziura w płocie nie przepuści i chwyci za ubranie, kosa kaleczy i tak dalej. I należy słuchać rodziców oraz innych dorosłych, bo to godzi w czwarte i piąte Przykazanie. A dał nam te i osiem pozostałych sam Bóg, Którego należy słuchać, bo po to Bóg Ojciec ustanowił Przykazania, żeby ich przestrzegać. Do tego bardzo potrzebna jest rozwaga, która współpracuje z głosem sumienia, a jeśli ktoś sam się go pozbawia, to znaczy, że rezygnuje ze słuchania sumienia, a sumienie jest jak wiemy głosem Pana Boga w naszym sercu. Rozumiesz to, smyku? Bóg stworzył człowieka na Swój obraz i podobieństwo i dał mu wolną wolę, ale nie po to, żeby człowiek robił co chce, ale żeby mądrze z niej korzystał. Tymczasem ty skorzystałeś z niej w sposób zupełnie pozbawiony rozsądku i mogłeś Pierwszej Komunii Świętej nie doczekać. Od tego Bóg dał rozum, żebyś myślał.

 

Rozdział XXII

DOCZEKAŁAŚ SIĘ KASIEŃKO. OMAWIAMY PRAWDY WIARY

Jest jeden Bóg

A teraz, skoro doszliśmy do Boga, to zastanowimy się nad tym, Kimże jest Pan Bóg? Anulko, czy dasz radę coś na ten temat powiedzieć?

-Bóg to Duch doskonały. To Stworzyciel Nieba i Ziemi, oraz nas i zwierzaków, a także roślin i całego świata. Bóg jest święty i największy.

-Dobrze, Aniu. I jak już wiemy jest tylko jeden. Nie ma więcej Bogów, bo tylko Ten, Którego znamy jest Bogiem prawdziwym i wielkim. Jego mieszkanie, chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć jest w Niebie. Gdyby mieszkał gdzie indziej, Pan Jezus jako Syn Boga Ojca podczas Wniebowstąpienia nie unosiłby się w górę, tylko wsiadłby na osła i po prostu odjechał, a potem listonosz przyniósłby od Niego list, że dojechał szczęśliwie. Zresztą w modlitwie „Ojcze Nasz”, którą sam Syn Boży dla nas ułożył jest wyraźnie napisane: Ojcze nasz, Któryś jest w Niebie…”. Prawda? To skoro już wiemy gdzie mieszka, przypomnijmy sobie, że jest wielką Miłością. Bóg potrafi wszystko, dosłownie wszystko poza jednym. Nie umie nie kochać, bo jest Miłością, oraz jest wypełniony i przepełniony Miłością. To tak troszkę jak mama gotuje mleko i ono się właśnie zagotowało to co robi?

-Kipi.- Powiedziała Kasia.

-No właśnie. Kipi, ale ono kipi dlatego, że gdy się zagotowuje, zaczyna się gwałtownie powiększać jego ilość przez to, że uwalniają się przy coraz wyższej temperaturze z niego gazy i one powodują to, że robi się coraz więcej pęcherzyków powietrza i robi się go tak dużo, że nie mieści się w garnku i wylatuje obok niego. Ale jak mleko już wykipi i temperatura się obniży, to gdyby mleko dokładnie zebrać z powrotem i zmierzyć, będzie go dokładnie tyle samo co przed zagotowaniem, a nawet trochę mniej, bo podczas gotowania nieco wody z niego wyparuje. Podobnie w Panu Bogu, także tak jakby stale gotowała się Miłość, ale ona nie kipi bez kontroli jak mleko. Ona jest bardzo mądrze rozdawana komu i ile jej trzeba i Pan Bóg rozdaje ją cały czas, przy czym jej ilość w ogóle się nie zmniejsza. Wszystko co robi, robi z miłości nawet wtedy, gdy nam uszu za coś naciąga. Prawda? Twoja, Gerwazku  niemiła przygoda na stawie i choroba  to też było z Jego strony pociągnięcie za ucho, żebyś się uczył uwagi i rozwagi. No, skoro już wiemy, że jest Bóg, to musimy sobie przypomnieć, że On nie ma ani początku ani końca. Choć tego nie rozumiemy jak może być, że Pan Bóg nie ma początku ani końca, wierzymy całkowicie w to, że On jest wieczny, czyli że był, jest i będzie zawsze. Jak to możliwe dowiemy się kiedyś, jeżeli za dobre zachowanie nasze tu na Ziemi, po śmierci trafimy do Nieba. Na razie nawet jeśli ktoś nie rozumie, to powinien wierzyć, że to jest prawda, bo Bóg nigdy nie kłamie. Bóg jest Prawdą, to znaczy, że gdy coś mówi, robi czy opowiada, to nie kręci, nie ogląda się ani na prawo ani na lewo, czy ktoś widzi czy nie, tylko robi i mówi to co słuszne, bo tego co nie jest słuszne i nie jest dobre nie robi nigdy. Jeśli coś nie jest słuszne, nie pochodzi od Boga, tylko od złego ducha. I ty też, gdybyś spojrzał uważnie, to byś widział, że wejście na lód grozi niebezpieczeństwem, czyli twoja decyzja wejścia na lód była dziełem złego ducha. Rozumiemy na razie?- Dzieci kiwnęły głowami, a Gerwazek nadal siedział ze spuszczoną głową.

-W porządku. Widzicie. Gdyby Adam i Ewa kierowali się rozsądkiem tak, jak i ty powinieneś z niego skorzystać, nie utraciliby Raju i nie rozpoczęłaby się nasza niedola na Ziemi. Grzech jakiego się dopuścili był powodem wygnania i od tego czasu ludzie utracili bezpośredni kontakt z Bogiem. Ale On nigdy nie opuścił Swojego ludu i stale się nim opiekował. Najpierw dowiedział się o tym Kain, gdy po zabiciu Abla został zapytany, gdzie jest jego brat. Bóg wtedy nałożył na Kaina ogromną karę. A potem Pan Bóg daje znać o sobie gdy rozkazuje Noemu budować arkę i zsyła potop. Przychodzi osobiście do Abrahama, oraz zawiera z nim przymierze. Potem Bóg żąda od niego ofiary z Izaaka, opiekuje się przyrodnim bratem Izaaka- Izmaelem, a po latach gdy naród izraelski przez czterysta lat był w niewoli egipskiej został przez Boga cudownie wyprowadzony i przez czterdzieści lat prowadzony do Ziemi Obiecanej. W Starym Testamencie jest piękny opis wstąpienia Mojżesza na górę, na której Bóg własnym palcem na kamiennych tablicach pisze Dekalog. Następne kolejne cudowne kontakty Najwyższego z ludźmi, aż wreszcie posyła Archanioła Gabriela do Najświętszej Maryi Panny z przecudną wiadomością, że Ta Najczystsza Dziewica pocznie Syna Bożego. Tak to dotychczas objawiał się tylko Bóg Ojciec, a teraz ukazuje i daje na zawsze ludowi Swojego Syna jako drugą Osobę Boską. Syn Boży dokonuje na krzyżu odkupienia ludzkości, a po Zmartwychwstaniu i Wniebowstąpieniu posyła nam Ducha Świętego. W ten sposób Syn Boży ukazuje i daje nam Trzecią Osobę Trójcy Przenajświętszej. Duch Święty napełnia Apostołów Mocą z Wysoka, dlatego z chwili na chwilę przestają się bać, wychodzą z Wieczernika, gdzie przebywali zamknięci ze strachu przed aresztowaniem i zaczynają głosić Słowo Boże. W tym dniu chrzest przyjmuje aż trzy tysiące ludzi. Duch Święty dodaje Apostołom odwagi, dlatego idą dalej i dalej nauczając o Panu Bogu kolejne narody aż wreszcie trafiają do nas, od nas na Litwę i tak dalej aż do końca świata od kraju do kraju i od narodu do narodu. Tak więc Bóg Ojciec od początku kontaktował się z ludźmi, a po wielu tysiącach lat posłał do nich Swojego Syna jako Drugą Osobę Boską. Syn Boży najpierw rodzi się z Najświętszej Maryi Panny, a poczęty jest z Ducha Świętego, gdy staje się dorosłym mężczyzną, głosi Ewangelię czyli Dobrą Nowinę, za co Sanhedryn skazuje Go na śmierć krzyżową posługując się Piłatem dla wydania wyroku śmierci na Pana Jezusa i kohortą rzymskich żołnierzy dla wykonania tego okropnego zadania. Pan Jezus umiera na krzyżu i zostaje pochowany w grobie, ale trzeciego dnia zmartwychwstaje własnymi siłami i ukazuje się wielokrotnie Apostołom, a przed samym Wniebowstąpieniem przekazuje opiekę nad nowo założonym Kościołem Świętemu Piotrowi czyniąc go pierwszym papieżem. W końcu dziesięć dni po Wniebowstąpieniu Pana Jezusa zstępuje Duch Święty wcześniej przez Niego zapowiedziany, jako Trzecia Osoba Boska, aby umocnić Apostołów, dodać im odwagi, aby oni rozszerzali wiarę w Boga. Jutro wyjaśnię wam dokładniej jedność Trójcy Świętej. Dziś kończymy.