Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

Kłopoty Gerwazka cz 7

ROZDZIAŁ XXIII

Są trzy Osoby Boskie - Bóg Ojciec , Syn Boży i Duch Święty

-Nie omówię z wami Prawd Wiary po kolei. Ważne, że po kolei umiecie je wymienić. Wczoraj zastanawialiśmy się nad tym, że Bóg jest jeden ale Trójjedyny, więc od razu powiemy sobie o całej Trójcy Świętej.-

 Ksiądz Proboszcz oparł się o biurko i pomyślał chwilę.  A może by jeszcze użyć znanego od lat tłumaczenia ze świeczkami? Podszedł do szafki i wyjął trzy świeczki z zapasu świeczek wigilijnych, których nie wykupili parafianie zeszłego roku. Wyjął z biurka zapalniczkę i postawiwszy świeczki na blacie, zapalił wszystkie trzy. Płonęły początkowo nikłym płomieniem, by za chwilę rozpalić się równo.

-Widzicie?  Płoną każda oddzielnie. Prawda? I żadnej nie brakuje nic. Każda sama sobie radzi. Ma stearynę i knot. Jest w pełni wystarczalna. Płonie, ale się spala i będzie coraz mniejsza. A teraz chodź tutaj, Gerwazku, pomożesz mi. Ja wezmę dwie świeczki, a ty trzecią i zbliżymy płomienie do siebie tak, żeby się połączyły ze sobą.- Chłopiec podszedł do biurka, a Ksiądz wręczył mu płonącą świeczkę. Dzieci wpatrzyły się ciekawie, co też zobaczą.

-Teraz uważaj.- Powiedział Ksiądz biorąc w dłonie pozostałe dwie świeczki.- Popatrz, ja zbliżę obie do siebie i pochylę je tak, żeby się płomyki połączyły w jeden, a ty dosuniesz swoją świeczkę do moich tak samo i dołączysz do płomienia twój płomyczek. Rozumiesz?

-Tak- odpowiedział Gerwazek i wyciągnął dłoń z płonącą świeczką przed siebie.

-Moment. Nie tak szybko. Najpierw ja.- Powiedziawszy to proboszcz zbliżył do siebie dwa swoje płomyki i połączył je. Rozbłysły jakby nieco mocniejszym światłem.

-No, dodaj swój płomyk do tego, co już płonie.- Gerwazek pochylił świeczkę i złączył płomyczek z płomykiem Księdza. Płomień zrobił się jeszcze większy i jeszcze jaśniejszy.

-Widzicie? Teraz płoną trzy płomienie razem i są jednym płomieniem. Rozłączmy je na chwilę. – Powiedział i odsunął od siebie dwie świeczki, a Gerwazek odsunął swoją. Płomyczki zrobiły się nieco mniejsze, bo już nie były wspólnym płomieniem, ale nadal świeciły jasno.-

-  Nadal świecą i każda z nich pali się sama, bo jest samodzielna. Złączmy znów.- Połączyli płomienie, a krople stearyny pokapały na podłogę.- I znów mamy jeden silniejszy płomyk, ale jak widzicie niewiele silniejszy. Właściwie świece mając jeden wspólny płomień są jakby jednością.  A kiedy rozłączyliśmy, paliły się nadal. Podobnie każda z Osób Trójcy Świętej. Każda z nich jest jakby osobną osobą, ale cały czas są połączone i nigdy się rozłączają. Myśmy świeczki rozłączyli, żebyście mogli zobaczyć, że tak jak trzy świeczki mogą się palić osobno i razem, podobnie i Trójca Święta. Każda z Osób jest oddzielna i może się osobno ukazać, ale choćby się i tak ukazała, ich święty płomień czyli Jedność Trójcy Świętej jest wspólny i nigdy się nie rozłączy. No, zgaśmy świeczki, bo niepotrzebnie brudzą nam podłogę. Będę musiał zeskrobać to, co nakapało, bo pracę Pani Gospodyni muszę uszanować.- Powiedziawszy to postawił swoje świeczki na biurku i wziął trzecią z dłoni Gerwazka, a ten oddając dmuchnął zamaszyście, aż nieco wosku prysnęło na rękaw sutanny. Proboszcz pokiwał głową i postawił Gerwazkową świecę obok swoich, po czym ostrożnie dmuchnął w dwa płomyki. Trzy smużki dymu popłynęły w górę. Zapachniało. Proboszcz spojrzał na tężejącą kroplę stearyny na rękawie i powiedział.

-To jest taki znany przykład dla dzieci. Każda Osoba Trójcy Świętej jest jakby osobna i w sumie są jedno ze sobą. A jak myśmy się o oddzielnych Osobach Trójcy Świętej już dowiedzieli? Kto nam o tym powiedział?

-Ja wiem! Ja powiem!- wykrzyknęła Anulka.

-Proszę.-Wskazał w jej stronę ksiądz.

-Pan Bóg czyli Bóg Ojciec szedł przed Narodem wybranym w ognistym obłoku, a wcześniej ukazał się Mojżeszowi pod postacią płonącego krzewu, bo krzew owszem był, ale nagle zaczął się palić, ale się nie spalał, a jak Mojżesz szedł zobaczyć, co się z krzewem dzieje, z krzewu odezwał się głos, żeby Mojżesz się nie zbliżał i zdjął sandały, ziemia, na której on stoi, jest świętą…

-Pięknie. Skąd o tym wiesz?

-W Starym Testamencie pisze o tym. Mama mi czytała. A potem jak już szli do Ziemi Obiecanej, Mojżesz na rozkaz Pana Boga wszedł na wysoką górę i przebywał w Jego obecności aż czterdzieści dni i otrzymał od Niego kamienną tablicę z Dziesięciorgiem Przykazań. Litery były napisane palcem Pana Boga. Ale Bóg ojciec ukryty był w obłoku i tym obłokiem całą góra była spowita. Góra trzęsła się, grzmiała i dymiła. I do dzisiaj jej wierzchołek jest jakby nieco ciemniejszy, może nadpalony. Przecież Ksiądz nam to ostatnio opowiedział.

-To może to wulkan?- Spytał Gerwazek.

-Otóż nie.- Powiedział Ksiądz.-To nie jest wulkan. Góra Synaj nie jest wulkanem. Też widziałem takie zdjęcie. Jeden ze szczytów Góry Synaj trochę ciemniejszy. To wiemy, gdzie i jak objawił się ludziom Bóg Ojciec.

-A kiedy i jak objawiła się Syn Boży?- Podchwytliwie zapytał Ksiądz.

-Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan Niebiosów obnażony…- Zaczęła Kasia, a cała grupa za nią i nie dali się uciszyć, póki nie skończyli kolędy.

-Nie dacie się podchwycić?- Spytał Ksiądz.

-Nie!!! – Niemalże wrzasnęli.

-No, a o Duchu Świętym coś wiecie?

-Pewnie że tak!- Odkrzyknął Gerwazek.

-Ja też wiem!- Krzyknęła Kasia.

-Hmm. No to jak? – Zapytał niby to z zastanowieniem Proboszcz.

-Jak Święty Jan chrzcił Pana Jezusa w Jordanie, to gdy Pan Jezus wyszedł z wody, odezwał się z góry Głos Boga Ojca i na Górze Tabor też, a nad Panem Jezusem ukazał się Duch Święty w postaci gołębicy i jeszcze w dniu Zesłania Ducha Świętego rozległ się szum jakby gwałtownego wichru i nad każdym z Apostołów spoczął płomyczek. I to był znak Ducha Świętego.- Niemal wyśpiewała jak z nut.

-Pani katechetka nam mówiła.-Pochwaliła się uwagą na lekcji Anulka.

-Czyli co? Objawił nam się i Bóg Ojciec i przyszedł do nas Syn Boży  i Ducha Świętego zobaczyła ludzkość. Prawda? Czyli co? Znamy całą Trójcę Świętą? Czy tak?

-Taaak!!!- Krzyknęli równocześnie.

-No dobrze. Syn Boży urodził się jako Dzieciątko. Jego mamą była Najświętsza Maryja Panna. A skąd wiecie, że to Syn Boży?

-Nie damy się.- Niemal z gniewem odparł Gerwazek.-Pan Jezus sam powiedział o sobie: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”, oraz „kto widzi Mnie, widzi i Ojca”. W Piśmie Świętym tak pisze. A Pismo Święte Duch Święty podyktował Ewangelistom. Na górze Tabor na oczach Apostołów się przemienił i Jego szaty stały się lśniąco białe.

-Tak. Macie rację. W całym Piśmie Świętym wiele razy dowiadujemy się, że Pan Jezus jest Synem Bożym. To może, jeśli wy aż tyle wiecie, nie będę was prosił na kolejne katechezy?

-Nie!!! – wrzasnęli.

-Nie?- Nie podarujecie mi? No cóż?   

W  ten sposób poznaliśmy całą Trójcę Świętą, czyli Jedynego Boga, Który jest w trzech Osobach: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Czyli- jest jeden Bóg.    

Czy rozumiecie teraz tą bardzo ważną prawdę naszej wiary?

-Tak.- Odpowiedzieli zgodnie.

-To dzisiaj idziecie do domu. Myślałem, że uda nam się więcej omówić. Omówiliśmy przy tym i Trzy Osoby Boskie, więc będzie nam łatwiej, ale Jedynego Boga chociaż mówimy, że jest jeden, nie da się oddzielić od Trójcy Przenajświętszej, Bo Bóg, choć trudno to zrozumieć, jest właśnie Trójcą Świętą. To są trzy osoby  jak gdyby jedna rodzina na przykład Kowalskich, ale jeszcze ściślej, bo na przykład jakby pani Kowalska umarła, to pan Kowalski choć mu ciężko, może bez niej żyć, jak im się syn ożeni i pójdzie na swoje, to też sobie poradzą, ale Trójca Święta bez jednej osoby by istnieć nie mogła, dlatego nigdy się z sobą nie rozstają. Nawet wtedy gdy Pan Jezus mieszkał wśród nas na Ziemi, umierał na krzyżu, przebywał w grobie, to Osoby Boskie nigdy nawet na chwilę się ze sobą nie rozłączyły. Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty to właśnie te Trzy Osoby stanowiące doskonałą Trójcę i prostą jedność. Co najwyżej właśnie w danym momencie nam ludziom ukazał się Syn Boży jako Dzieciątko, którego urodziny zwiastują pasterzom Aniołowie, potem jako chłopiec zagubił się Maryi i Świętemu Józefowi i poucza ich zmartwionych gdy Go po trzech dniach znaleźli, że przecież to jasne, iż On jest w miejscu, które należy do Jego Ojca, czyli do Boga. Potem już jako Nauczyciel żeby Apostołowie nie mieli wątpliwości, przemienia się na oczach trzech z nich i widzą Go w Jego Bóstwie na górze Tabor. Widzą, jak na ich oczach rozmnaża raz pięć a raz siedem chlebów i raz kilka ryb a raz dwie, karmiąc tysiące ludzi. Oni są nawet świadkami tego, jak ucisza burzę na morzu jednym słowem, jak uzdrawia chorych i wskrzesza zmarłych, wyrzuca złe duchy jednym rozkazem-Wyjdź! A po Męce zmartwychwstaje i wtedy Apostołowie widzą, jak przechodzi przez zamknięte drzwi, wreszcie na ich oczach sam się unosi w górę i wraca do Nieba. A gdy oni stali i patrzyli w górę, stanął przy nich Anioł i powiedział im, że Pan Jezus wróci na końcu świata. No, rozumiecie?

-A jakby ktoś nie zrozumiał proszę Księdza?- Zainteresował się Gerwazek.

-To bym tłumaczył choćby do jutra.- Uśmiechnął się Proboszcz. –Przy tym omówiliśmy też i trzeci oraz czwarty punkt, więc właściwie nie ma co wracać do tego tematu. Bo trzeci punkt brzmi:

Są trzy Osoby Boskie: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. A czwarty punkt:

 Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia. Na pewno wszystko jasne?

-Nooo…- Mruknęli, bo mieli dosyć lekcji na dzisiaj. Z klerykiem były ciekawsze. Szkoda, że pojechał.

-Jutro omówimy jeden albo dwa punkty Prawd Wiary, a wy się tego nauczycie tak, że obudzeni o dwunastej w nocy ze snu wyrecytujecie śpiewająco. Innej rady nie ma. Jeśli rozumiecie, nauczyć się nie będzie trudno. Bo to tylko powtórka w punktach tego, co już wiecie.

 

ROZDZIAŁ XXIV

Bóg jest Sędzią Sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za złe karze

Gerwazek szykuje Księdzu niespodziankę

Z jutra zrobiło się „za cztery dni”, bo trzeba było zastąpić księdza w sąsiedniej parafii, któremu lekarz musiał wykonać małą operację, więc tamten ksiądz był trzy dni w szpitalu i dzień odpoczywał po nim. Dzieci musiały poczekać. W tym czasie przypadła sobota i przyjechał tatuś Gerwazka przyciąć żywopłot, o który prosiła ciocia Franusia, bo już Wielki Post, więc czas i na żywopłoty. Wiosna niedaleko. Początek marca, pogoda, że psa na dwór nie wygnać, ale w sobotę nie padało tylko wiatr wiał dość silny, więc tatuś się ubrał ciepło i spełnił życzenie cioci. Miał ochotę na wsadzenie kilku tui, ale ciocia zaprotestowała, że się grusza od niej zmarnuje. Akurat był Dziadek i potwierdził obawy cioci. No to przywieźli spod lasu dwa drzewka czeremchy, żeby wiosną pachniała, trzy mirabelki i trzy krzaczki tarniny, żeby od strony pola osłaniała od wiatru jak się rozrośnie. A przy okazji ptaszki będą miały gdzie gniazdka wić. Ciocia chciała wsadzić coś już zeszłego roku, ale nie miał jej kto zawieźć i pomóc jej w wykopywaniu więc tak zostało. Gerwazek pomagał tacie i opowiadał o szkole, o nowych kolegach i koleżankach i o korepetycjach z religii. Chwalił się ministranturą i wypytywał, kiedy będzie prawdziwa przeprowadzka i kiedy przyjedzie jego tapczanik, bo na razie śpi na ciocinym. Pokoi będą mieli tyle, ile mieli w Poznaniu, ale większe i pokój Gerwazka będzie od strony słonecznej. Mama cieszyła się z pięknej dużej kuchni, bo w bloku ma malutką i obiecuje, że teraz upiecze dużo pysznych placków. Spiżarnię będą miały wspólną z ciocią bo duża i chłodna. Rozmawiają ze sobą obiecując sobie, że nigdy się ze sobą nie pokłócą i będą się wszystkim co mają dzieliły sprawiedliwie, a szczególnie tym, co na warzywniku i w sadzie urośnie. Usłyszał to Gerwazek, podszedł i powiedział bardzo poważnym tonem.

-Spróbowałybyście inaczej! Właśnie omawiamy na katechezie Główne Prawdy Wiary Świętej. W drugim punkcie wyraźnie napisane jest tak: „Bóg jest Sędzią Sprawiedliwym, Który za dobro wynagradza, a za złe karze”.

-Ale my nie mamy zamiaru nic złego robić, mój skarbie.- Odpowiedziała mamusia, a ciocia uściskała go i pocałowała prosto w zadarty nosek.

-Będę was pilnował.-Obiecał zaróżowiony z emocji.-Ja nie chcę, żeby Bóg kogoś z nas za coś ukarał.

-To i dobrze.-Z przekąsem powiedział tatuś.- Widzę, że z kąpieli w stawie wyciągnąłeś właściwe wnioski.

-Do lata będziesz mu wymawiał.- Wzięła go w obronę Ciocia.- Zapamięta, drugi raz nie pójdzie. Dobrze, że Bóg widzi nie tylko czyny ale i wnętrze duszy, to wie, czy i jak mocno kogo ukarać lub doświadczyć dla ostrzeżenia. Bo jakby widział tylko to co my, nieraz człowiek by się przed Nim nijak nie mógł usprawiedliwić. Prawda, Gerwazku?

-Wiem, zrobiłem źle. Jakbym miał więcej doświadczenia na lodzie to bym poznał, że już wchodzić nie wolno. A tak? Dobrze, że dalej nie odszedłem.

-Najłatwiej i najprędzej lód topi się na brzegu, a im dalej w głąb stawu tym wolniej. Zauważ, że na środku jest jeszcze trochę lodu, ale jeśli na brzegu kruszeje to i całość już nie jest mocna i łatwo się załamuje. A czy już tą Prawdę Wiary, którą nam wyrecytowałeś,  omówiliście?

-Nie jeszcze nie, bo ksiądz nie miał czasu, musiał zastąpić innego księdza. Idziemy w poniedziałek.

-No to pewnie powiesz o czym rozmawialiśmy dzisiaj?

-Nie wiem czy będzie okazja.- Ciocia pokuśtykała obierać kartofle, tatuś pić kawę dla rozgrzewki, a Gerwazek uczyć się wszystkich Prawd Wiary na pamięć, żeby zrobić Księdzu Proboszczowi w poniedziałek niespodziankę. „Będzie zaskoczony”.- Myślał.-„W poniedziałek wyrecytuję. Oni będą się jeszcze tego uczyli, a ja już będę umiał. A czy rozumiem wszystkie punkty? Może tak, a może nie?  Najgorzej z tą Łaską Bożą, co jest do zbawienia koniecznie potrzebna. Ale to jest ostatnia Prawda, więc do niej jeszcze trochę czasu. Zresztą przecież nie tylko u księdza się uczymy, ale w szkole na katechezie też.”- Pocieszał sam siebie. Potem poszedł się bawić i do poniedziałku trochę zapomniał czego się nauczył, więc nawet nie mruknął, że się uczył dla wyprzedzenia wszystkich. Na katechezę zawiózł go Dziadek traktorem, bo trzeba było podrzucić Księdzu worek z kartoflami i Pani Gospodyni poczęstowała go tortem migdałowym. Przyszli też rodzice pozostałych dzieci, więc rozmowa była interesująca.

 

ROZDZIAŁ XXV

Wreszcie Katecheza- Bóg jest Sędzią Sprawiedliwym

 Dzieci zjadłszy także po kawałku tortu zastanawiały się wspólnie z Księdzem nad tym jak to jest, że BÓG JEST SĘDZIĄ SPRAWIEDLIWYM,, KTÓRY ZA DOBRO WYNAGRADZA, A ZA ZŁE KARZE.

Kto to jest sędzia- Spytał Proboszcz.

-Taki pan z sądu, który wydaje wyroki, ile kto musi odsiedzieć, jak coś zbroi.- Wypalił Karolek.

-Prawda. Jak ktoś coś ukradnie albo inne zło popełni, gdy go policja złapie, albo ktoś poda do sądu, to na samym końcu sędzia wydaje wyrok. Czasem on jest srogi i oskarżony dostaje nawet i dwadzieścia pięć lat pobytu w więzieniu za kratami.   

- A ja słyszałam, że kogoś wsadzili niewinnie. I siedział wiele lat.-Pochwalił się wiadomością Karolek.

-Hm. Cóż powiedzieć? Sądy ludzkie są różne. Jedne słuszne drugie nie. Jedne wyroki są zbyt srogie, a drugie zbyt łagodne. Bardzo często ci, którzy zostali ukarani przez sąd twierdzą, że są niewinni, choć wina jest po ich stronie. Ale bywa i tak, że winowajca tak bardzo się ukryje i tak ułożą się różne sytuacje, że podejrzenie padnie na niewinnego, albo na takiego, którego wina jest mała. I czasem dopiero po wielu latach wyda się, kto był naprawdę winien. Sąd ludzki jest omylny. Człowiek kieruje się tylko tym co sam wie, albo tym co mu powiedzą inni. Na przykład do kogoś wejdą złodzieje i okradną dom. Przyjedzie policja, pobiorą odciski palców, czasem przywiozą psa, żeby obwąchał ślady i poprowadził drogą, którą uciekł złodziej, a czasem policjanci pytają sąsiadów czy kogoś nie widzieli, ktoś się może kręcił, wypytywał o tego, kto został okradziony i drogą takiego dochodzenia starają się znaleźć winowajcę. A potem podają go do sądu, toczą się rozprawy i na końcu sędzia wydaje wyrok. I tak jak mówicie, czasem jest on sprawiedliwy, czasem nie. A jak myślicie? Jak było z osądzeniem Pana Jezusa? Mamy akurat Wielki Post i powinniśmy o tym także porozmawiać.

-Kto wydał wyrok śmierci na Pana Jezusa?

-Piłat, bo mu kazali.- Odpowiedział Anulka.

-A możesz powiedzieć nam więcej na ten temat? Za co ten straszny wyrok. Co Pan Jezus takiego złego zrobił? Co robił, gdy nauczał?

- Złego nic nie zrobił. On nauczał jak trzeba kochać Boga, tulił dzieci, uzdrawiał chorych i wskrzeszał umarłych.

-Co jeszcze robił?- Kto jeszcze coś wie?

-Uciszył burzę na morzu.- Dopowiedział Gerwazek- I kazał Świętemu Piotrowi złowić rybę, która miała pieniążek w pyszczku, żeby było na podatek, bo nie mieli z czego zapłacić.

-Czyli samo dobro. A może coś złego zrobił? Za co Poncjusz Piłat jako sędzia wydał na Niego okrutny wyrok?

-Moim zdaniem nie miał powodu, bo za dobro się nie karze.- Nie ustępował Gerwazek.

-Za dobro się nie karze. A jednak Go skazali i nawet świadków mieli. Więc jak?

-Świadków?- Obruszyła się Anulka.-Ładni mi świadkowie co kłamią! Byłam w Górce Klasztornej na Misterium Męki Pańskiej i widziałam. Łgali jak z nut, że Pan Jezus zburzy Świątynię w Jerozolimie i w trzy dni ją odbuduje. Jakby byli mądrzy, albo nie dostali łapówki to by nie pletli, bo by się zastanowili, o jaką świątynię może chodzić, albo by się zapytali. Nikt nie wybudował kościoła w trzy dni i jeśli Pan Jezus mówił, że to zrobi, to albo  miał możliwości Boskie i zrobił by to nie w trzy dni ale w pięć minut, albo chodziło o coś innego. A co do burzenia świątyni to w tamtych czasach jakby spróbował rozwalać mury, to by Go złapali i nie daliby niszczyć sobie  własnego kościoła. Wtedy zburzenie w jedną chwilę nim się kto obejrzy, nie było możliwe, bo nie było samolotów i bomb burzących. Burzenie musiałoby potrwać jakiś czas. Widzieli cuda, mogli myśleć. Ale oni kłamali za łapówkę.

-Brawo, Aniu.

-To nie byli żadni świadkowie, bo nic na pewno nie widzieli, szukali pieniędzy na wódkę i za pieniądze zgodzili się kłamać. I za wódkę byli gotowi skazać niewinnego na śmierć. – Zaperzyła się Kasia.

-Dobra myśl. Za wódkę. Fałszywe świadectwo dla własnych korzyści już niejednego bardzo skrzywdziło. A faryzeusze, którzy oskarżyli Pana Jezusa, byli wściekli na Niego, bo mówił, że źle postępują. Pan Jezus powiedział, że nie przyszedł do sprawiedliwych tylko do grzeszników, a oni byli wielkimi grzesznikami, bo znając Słowa Pana Boga odrzucali je i przekręcali, a w miejsce jego Słów powstawiali swoje prawa. Pan Jezus powiedział im, że nakładają na ludzi ciężary, których ludzie nie mogą udźwignąć. Przepisów było tyle, że mało kto je wszystkie znał i pamiętał. Dlatego Pan Jezus im to złe postępowanie wyrzucał i wzywał ich do nawrócenia. Ale ani faryzeusze ani kapłani nauczania i uwag nie przyjęli, obrazili się na Pana Jezusa, nie uwierzyli, że jest Synem Boga Ojca i chwycili podstępem wykorzystując pomoc Judasza, a potem wymusili na Piłacie wyrok śmierci na Pana Jezusa.  Och, gdyby oni wiedzieli, że właśnie osądzają i skazują na śmierć i to najokrutniejszą Najwyższego Sędziego czyli Syna Najwyższego Boga, to by się z przerażenia zapadli pod ziemię. I wiecie, co wam powiem? Oni wszyscy stanęli po śmierci na Sąd sprawiedliwy właśnie przed Panem Jezusem! Wtedy zobaczyli Go na tronie, a zaręczam, że poznali Pana Jezusa od razu, tylko na ziemi widzieli Go tak jak ja was tu widzę, a gdy stanęli na Sąd Boży, zobaczyli pięknego, ogromnego, wspaniałego tylko że z Ranami po gwoździach na rękach i stopach, w tej chwili zostali przez Niego jak gdyby prześwietleni i zobaczyli nagle wszystkie swoje grzechy. Były to grzechy, które popełniali jako dzieci, potem jako młodzi ludzie, mężowie, ojcowie, bo wszyscy oni mieli żony i dzieci, na Sądzie po śmierci zostały im pokazane ich grzechy jako przywódców Narodu, a te winy były jeszcze groźniejsze, bo oni odpowiadali zarówno przed Bogiem jak i przed Rzymianami za cały Naród, więc zadrżeli ze strachu. I tym razem słusznie postąpili, bo należy przypuszczać, że dopadła ich najstraszniejsza kara, a była tak sprawiedliwa, jakiej sprawiedliwości oni nie znali bo nigdy nie chcieli jej poznać. Do tych wszystkich grzechów doszedł wyrok na samego Boga!

-A mogli poznać Bożą sprawiedliwość?- Spytała Anulka.

-Oczywiście. Pan Bóg dał im Przykazania. Gdyby się wszyscy do nich zastosowali, a już najbardziej oni- kapłani i politycy to by z niczym nie było problemu, bo spory między ludźmi rozsądzaliby sprawiedliwie i mądrze jak król Salomon, a widząc cuda Pana Jezusa rozpoznaliby Go prawidłowo i sami by się prędko nawracali. Oni byli złymi sędziami i złymi przywódcami ludzi. Właśnie dlatego krzyczał na nich Pan Jezus ale i wcześniej Święty Jan. On wołał do nich tak: „Plemię żmijowe! Kto wam pokazał jak uciec przed nadchodzącym gniewem?!” Jak myślicie? Czy faryzeusze wzięli sobie do serc wołanie św. Jana?

-Nie. Przecież pomogli Herodowi go aresztować i nie obronili ani nie ukryli.- Stwierdził Karolek.

-I nie uciekli przed nadchodzącym gniewem.-Dodała Kasia.

-A jak myślicie? Kiedy oni się z tym gniewem spotkali?

-Na Sądzie po śmierci.

-A wcześniej?- Dzieci milczały.

-Powiem wam. Wcześniej zwracał im uwagę Pan Jezus, ale zamiast usłuchać, wzniecali w sobie jeszcze większy gniew i bunt przeciw Niemu, bo burzył ich spokój. Faryzeusze i kapłani bali się, że gdyby ludzie Go usłuchali, przestaliby płacić ofiary do Świątyni, bo by poznali ich nieuczciwość i wtedy by im się gorzej działo. Musieliby być dobrzy i sprawiedliwi. Przypomnijcie sobie. Oni uważali siebie za najważniejszych. Ale Pan Jezus pokazał im, że nie są ważniejsi od Boga, bo gdy zmarł, zasłona w Świątyni rozdarła się na dwoje od góry do dołu. Znaczyło to, że najświętszego miejsca w tej świątyni już nie ma. Teraz to miejsce zastąpi prezbiterium w kościele katolickim, a w prezbiterium będzie tabernakulum, a w nim sam Pan Jezus. Teraz ludzie nie muszą przynosić już chlebów pokładnych, na ofiarę do dotychczasowej świątyni. Kapłani te chleby po ofiarowaniu zjadali. Poza tym podczas konania Pana Jezusa powstała tak straszna burza, jakiej nie było od stworzenia świata. Tu okazał się gniew Boży. Straszny gniew Boga, którego powodem było zabicie Jego Syna. Było tak straszne trzęsienie ziemi, że aż góry popękały. Bóg gniewał się na ludzi. Ale zanim Pan Jezus został ujęty i ukrzyżowany wiedział, co się stanie i zapowiedział, że Jerozolima zostanie zburzona. I tak było w czasie oblężenia miasta siedemdziesiąt dwa lata po Jego ukrzyżowaniu. Kto w nim był, zginął. Była to sprawiedliwa kara Boża za to, że w tym mieście skazano na śmierć i zabito jedynego Syna samego Boga, a po Jego Zmartwychwstaniu, Wniebowstąpieniu i Zesłaniu Ducha Świętego mieszkańcy miasta mieli czas na nawrócenie, pokutę i chrzest. Nie zrobili tego, choć wszyscy, którzy tam mieszkali, znali osobiście Pana Jezusa. Owszem, po pierwszym wystąpieniu Apostołów, kiedy zstąpił na nich Duch Święty, jakaś liczba mieszkańców rzeczywiście przyjęła chrzest i przyłączyła się do Apostołów, ale nie wiadomo, ilu ich było, gdyż wśród trzech tysięcy ochrzczonych w tym dniu, byli i przybysze w wszystkich okolic. Reszta mieszkańców nie uwierzyła. Spotkała ich za to straszna kara. Bożych praw i Przykazań przestępować nie wolno. Przypomnijmy sobie, co było kilkanaście wieków wcześniej z Sodomą i Gomorą. Szerzyły się w niej straszne grzechy. Przed Bogiem nic się nie ukryje i On wie, jakie ktoś popełnił i dlaczego. Wie, kto kogo do jakiego grzechu namówił i jeśli ktoś popełnił grzech to może nie wiedział, że źle robi, może tylko trochę wiedział, ale nie miał pojęcia co wyniknie z jego złego postępku, wie, dlaczego ktoś kogoś namówił do złego i także wie, że może ten, kto najgorszą rzecz zrobił, owszem jest winien i musi przed Bożą sprawiedliwością odpowiedzieć, ale najbardziej winien może być ktoś zupełnie inny, który zrobił coś, co mogło dalej skłonić kolejnego człowieka do grzechu.

-Ja tego nie rozumiem.-zasmuciła się Kasia.

-Posłuchaj, Kasieńko. Wyobraźmy sobie taką sytuację. Dwóch kolegów takich, powiedzmy już dorosłych spotkało się i bardzo się tym ucieszyli. Żeby było łatwiej zrozumieć, nadajmy im imiona- jednemu Zenek a drugiemu Waldek. Dobrze? Wsiedli do samochodu i pojechali uczcić to spotkanie. Weszli do restauracji i kupili sobie kawę i ciastko. Ale doszli do wniosku, że to za mało i kupili sobie po piwie. Jedno ich rozochociło i kupili po drugim, a potem po trzecim, bo Zenek, który lubił popić, stale namawiał Waldka do kolejnego piwa, Waldek wymawiał się, bo mówił, że kieruje samochodem. Zenek nie chciał słuchać i wręcz zmuszał Waldka do picia. A potem wsiedli do Waldkowego samochodu i pojechali do domu. To znaczy dojechali do rynku w mieście i Zenek, który namawiał do picia wysiadł, poszedł na przystanek autobusowy, a Waldek dobrze podchmielony pojechał samochodem do domu. Było mu wesoło, podśpiewywał sobie, a tu- BACH! Nie zauważył człowieka i najechał go. Nagle zrozumiał co zrobił, bardzo się wystraszył, ale nie tego, że zrobił komuś krzywdę, tylko dlatego, że jest pijany i teraz policja zabierze mu prawo jazdy i na pewno dołoży solidną karę. Co zrobić? Uciekać i to szybko! Nacisnął pedał gazu i uciekł z miejsca wypadku i nawet się nie zainteresował człowiekiem, którego potrącił. Człowiek leżał na drodze nieprzytomny. Przypadkiem było już późno i nikt tamtędy nie jechał. Zobaczyli go ludzie dopiero rankiem, ale niestety było za późno. Człowiek zmarł bez Sakramentów, bo nie było komu wezwać kapłana. Nikt mu też nie udzielił pomocy medycznej, bo kto miał to zrobić, jak tego wieczoru już nikt tamtędy nie jechał? Zabity osierocił dwoje malutkich dzieci i żonę, którym wiodło się bardzo trudno, bo wdowa po zabitym nie mogła pójść do pracy, gdyż tam nie było żłobka ani przedszkola, Nie miała za co kupić węgla na zimę i nie miała pieniędzy na chleb dla dzieci. Wreszcie ktoś zamiast pomóc jej, postanowił na nią naskarżyć do władz, ale nie wiedział co powiedzieć, tylko powiedział, że ona nie dba o dzieci. Przyjechała policja i odebrała jej dzieci i zawiozła do domu dziecka. A ten, który naskarżył nie lubił ich mamy bo kiedyś, kiedy jeszcze pracowała w sklepie zauważyła, że ukradł paczkę papierosów i zrobiła mu awanturę. Więc zobaczcie. Szukajmy winnych. Kto jest najbardziej winien?

-Ja bym powiedział, że ten Zenek, który namawiał do picia.- Powiedział z namysłem Gerwazek

-A Waldek który posłuchał to nie? Przecież miał wolną wolę, w którą wyposażył go Bóg. Kto jeszcze?

- Ten, który naskarżył na matkę.-Zauważyła słusznie Kasia.

-Powinien jej pomóc znaleźć pracę, a najpierw opiekunkę dla dzieci, a nie to sam się nimi zająć.

-No, to już konkretna pomoc by była. A umiałby zająć się malutkimi dziećmi?

-Mógłby się nauczyć.

-No, ale przecież był na nią wściekły za dawną awanturę. Prawda?

-A ktoś mu kazał kraść?-Krzyknęła Kasia.-Należało przeprosić i zadośćuczynić. I żyć z nią w zgodzie.

-Dobrze, a komu stała się krzywda?

-Najpierw temu zabitemu, a potem jego rodzinie, bo mieli biedę, gdy im zabrakło tatusia.-Dodała.

-A kto jeszcze zawinił?

-Ci, co wymyślili, żeby dzieci zabrać do domu dziecka zamiast dać im zapomogę i ich mamie pracę.-

-Czyli mamy cały zespól winnych i pokrzywdzonych. I teraz wyobraźmy sobie, że każdy z tych ludzi kiedyś umrze i stanie na Sąd Boży. I Pan Bóg musi osądzić każdego z nich i zrobi to sprawiedliwie. Zenka, który namawiał do picia osądzi za picie i namawianie, a picie alkoholu jest grzechem. Namawianie do picia, a tym bardziej kierowcy, który musiał swój samochód potem poprowadzić to już podwójny grzech. Spotkanie można było uświetnić kawą i ciastkiem, a nie piwem. I Zenkowi będą mu ukazane wszystkie następstwa tej libacji aż do niedoli sierot. Pan Bóg osądzi sprawiedliwie i Waldka, czyli tego, który spowodował wypadek. Najpierw za to, że dał się namówić na alkohol tym bardziej, że był kierowcą, potem że pod wpływem alkoholu wsiadł za kierownicę. Bóg osądzi za spowodowanie wypadku i nieudzielenie pomocy, za śmierć tego człowieka i na dodatek bez Sakramentów, za całe kłopoty osieroconej rodziny, a przecież w związku z sieroctwem żona i dzieci też popełniły niejeden grzech. I zobaczcie, Pan Bóg wszystko weźmie pod uwagę, wszystkie okoliczności i nic nie umknie Jego uwadze. Widział wszystko nawet gdy była noc, zna wszystkie myśli co do jednej i znając to oraz wszystkie okoliczności, ukarze winnych sprawiedliwie, a tym sierotom w jakiś sposób postara się wynagrodzić krzywdę jaka ich spotkała.  Biedna mama choć jej było bardzo trudno, po jakimś czasie przemogła się i wybaczyła. Znaleźli się dobrzy ludzie, którzy jej pomogli i po pewnym czasie dzieci wróciły do domu, ale krzywdę z powodu pobytu w domu dziecka zawsze pamiętały. Więc także ci ludzie, którzy pomogli  biednej rodzinie otrzymają nagrodę. Tylko jeden Bóg wie, ile trzeba się napracować, żeby osadzone w domu dziecka sieroty stamtąd wyrwać. Tylko Bóg wie, ile trzeba było ofiarować pieniędzy, żeby ta mama mogła zakupić dla dzieci nowe tapczany, zabawki i inne przedmioty, żeby dom wyglądał schludnie gdy przyjedzie komisja sprawdzać czy już jest wszystko dobrze i można oddać dzieci mamie. Zobaczcie ile kłopotu i nieszczęścia przez huczne obchodzenie małego spotkania przez dwóch kolegów po latach. Pan Bóg to wszystko widzi, ocenia i osądza sprawiedliwie. Za dobro wynagradza, a za zło karze. Jaka kara? Wielu z nas otrzymuje kary już tu na ziemi. Jakie? Różne. Gerwazku, przypomnij sobie. Anulko, przypomnij sobie wstyd, jakiego najadła się koleżanka ze szpitala, gdy siostra oddziałowa poszła odebrać jej twojego misiaczka. Ale są i  inne kary. Często wynikają z poprzednich zachowań winowajcy. Nie nauczyłeś się, otrzymujesz zły stopień. Biegasz zbyt długo, na drugi dzień mama nie puszcza cię do kolegów. Czasem kary nadają ludzie, bo Bóg najczęściej posługuje się nimi. Ale była też taka sprawa. Opowiem krótko bo czas kończyć lekcję. Nie wolno używać brzydkich słów, a tym bardziej nie wolno przeklinać. Przeklinanie jest grzechem. Pewien pan przeklinał w ten sposób, że wszystkiemu i wszystkim życzył, żeby ich uderzył piorun. Było to bardzo brzydkie życzenie. Nie podobało się Bogu. Czekał wiele lat, żeby pokazać temu panu jego złe postępowanie, bo jak mówimy Bóg jest nierychliwy ale sprawiedliwy. Nierychliwy, to znaczy, że się nie śpieszy z karą. Czeka aż człowiek zrozumie i sam się nawróci i przeprosi Boga. Ten pan nie zrozumiał i nie przepraszał. Jednego dnia przyszła burza, a on nie wyłączył telewizora. Siedział i oglądał. Od razu piorun BUCH! w antenę i spalił elektroniczne urządzenia w telewizorze. Dobrze, że domu nie spalił. Widzicie? Pan Bóg mu pokazał czym jest piorun i to co życzył innym, otrzymał on sam. Mamy przecież przysłowie: Nie życz drugiemu, co tobie niemiłe. Prawda? Na tym kończymy. Amen.

 

ROZDZIAŁ XXVI

Dusza ludzka jest nieśmiertelna

Zaczęło robić się cieplej, więc ludzie jeden po drugim spoglądali w kierunku cmentarza. Babcia z dziadkiem też poszli na grób swoich rodziców i posprzątali liście, które przyniósł wiatr w ciągu zimy i wytarli z kurzu nagrobek. Babcia kupiła nowe kwiatki i poustawiała w wazonach. Dziadek pokrył literki nowym złotkiem. Gerwazek właśnie wracał ze szkoły wraz z kolegami i przez płot przyglądali się pracom. Ludzi na cmentarzu było więcej. Każdy miał dużo pracy, za to zawartość śmietnika puchła w objęciach. Jeden z kolegów Gerwazka chwycił się pod boki i zaśmiał szyderczo.

-Po co oni to robią? Przecież nieboszczyki i tak nic nie wiedzą.-Grób był przy płocie i Dziadek usłyszał szyderstwo. Wyprostował się i powiedział zachęcająco.

-Chodźcie tu wszyscy, mam wam coś do opowiedzenia.-Chłopcy spojrzeli po sobie.

-A co nam pan chce powiedzieć?-Spytał ten chłopak.

-Wejdź, dowiesz się.-Chłopcy oglądając się jeden na drugiego cofnęli się i podeszli do furtki, a potem miedzy grobami podeszli do Dziadka i Babci.

-Posłuchaj. Jestem już dosyć stary i pewnie niezadługo umrę. Pójdę tam, gdzie mi Pan Bóg rozkaże. Przy okazji spotkam się z moimi kolegami, z którymi byłem na wojnie. Było nas tam wielu. Oni byli starsi, a ja młodziutki. Miałem zaledwie kilkanaście lat. Leżeliśmy w okopach…

-Pan był na wojnie???-Spytali niemal razem.

-Byłem, pewnie, że tak. Wszyscy młodzi ludzie kto tylko mógł był na niej. Poszliśmy bronić naszej Ojczyzny i walczyliśmy w Samodzielnym Batalionie Strzelców Podhalańskich pod dowództwem pana generała Stanisława Maczka na froncie zachodnim. Walczyliśmy także o wolność Belgii, bo szliśmy od zachodu na Berlin. Od wschodu szła Pierwsza Dywizja imienia Tadeusza Kościuszki, a my szliśmy od zachodu, żeby siedlisko Hitlera wziąć z obu stron i zmiażdżyć. Leżeliśmy w okopach. Trwała walka. Od razu mój kolega Janek zerwał się z miejsca i z krzykiem „Uciekajmy!” zaczął chyłkiem biec w moim kierunku. Zdążył odbiec i przylgnąć do ziemi, gdy w miejsce, skąd ledwo uciekł, uderzył granat. Rozerwał się w okopie. Po chwili gdy fontanna ziemi opadła, w miejscu, gdzie chwilę temu leżał Janek i skąd zdążył odbiec na tyle, że go nie zabiło, był już tylko głęboki lej. Na ziemi leżeli polegli żołnierze. Zerwałem się i podbiegłem w kierunku Janka. Leżał przysypany ziemią, ale żył. Krzyknąłem na kolegów, nadbiegł i sanitariusz. Odgrzebaliśmy kolegę. Oprzytomniał, gdy zawołaliśmy na niego parę razy. Sanitariusze opatrzyli mu rany, a on zamiast zajmować się swoim bólem zawołał zrozpaczony: „Moja mama nie żyje! Moja mama umarła!” 

-Cicho, cicho!- Uspokajał sanitariusz. Jesteś ranny. Od huku pokręciło ci się w głowie. Masz na niej ranę. Cicho, cicho. Zaraz cię wyniesiemy. Pojedziesz do szpitala.

-Nie ! Nie! Nic mi się nie pokręciło.-Płakał.- Leżałem w okopie i nagle mama  stanęła przede mną jak żywa i powiedziała do mnie: „Janek, przesuń się tam”- I pokazała palcem, dokąd mam pobiec. Ona zniknęła, a ja ledwo zdążyłem odejść i już tam gdzie leżałem wcześniej, uderzyło. Nawet nie wiem co, bo mnie przysypało. Gdyby nie wy, to bym pod tym zwaliskiem ziemi został do końca świata, bo sam bym się chyba nie odgrzebał. Ona, moja mama mnie przyszła uratować od śmierci. Jeśli przyszła do mnie na front i wiedziała gdzie jestem, to znaczy, że jest już duchem. Nie żyje moja mama! Moja kochana mama.- Płakał Janek, a my zamilkliśmy. Wstrząsnęło nami. Potem Janek pojechał do szpitala, a my walczyliśmy dalej. Skończyła się wojna. Wszyscy szukaliśmy swoich bliskich. Komu udało się dowiedzieć coś o swoich nawiązywał kontakt. Udało się  z trudem Jankowi i mnie się też udało. On miał żonę i dwie córeczki i martwił się o nie, bo listy z domu nie nadchodziły. Od mamy też nikt nie odpisywał, a mieszkała z jego bratem i wnuczkami. Po dłuższym czasie przyszedł list od jego żony, ale już z innych stron. Ich dawny dom, z którego odjeżdżał na wojnę, zrównali z ziemią Ukraińcy. Żona jego z córeczkami cudem się uratowała. Mama Janka nie miała szczęścia. Zabili ją. Żona to wszystko opisała mu w liście, gdy już odzyskali kontakt, a on opisał swoje widzenie i to, że wie o śmierci swojej mamy, bo ona, jego ukochana mama,  przyszła na front  uratować  go od pewnej śmierci. Co wy na to? Gdyby jak mówisz, nieboszczyk nic nie wiedział, jak mogłaby przyjść na front matka Janka-nieboszczka, żeby uratować swoje dziecko?

-Powiem wam jeszcze coś.-Podeszła do nich Babcia.-Opowiadała mi znajoma tu w naszej Sośnicy.

-A kto proszę pani?- Zapytał ten chłopiec.

-Zaraz byś chciał wiedzieć, kto. A po ci? Powiem ci, co się stało.  Zmarł jeden młody pan. Bardzo dobry, który każdemu w rodzinie pomagał. Dzieciom przywoził prezenty, komu czego było trzeba i zawsze znalazł czas, żeby przyjść z pomocą. Ale zachorował i zmarł. Jakiś czas po pogrzebie idą koło cmentarza dwie jego ciocie, bo akurat tamtędy im wypadło pójść. Było już późno, robiło się ciemno. Spojrzały na siebie, pomyślały chwilę i jedna z nich powiedziała do drugiej. „E, dzisiaj do niego nie wejdziemy, bo już późno. Nie ma czasu”. I poszły. Nocą przyśnił się jednej ten chłopak i stanąwszy przed nią powiedział: Tak? Nie miałyście czasu do mnie wejść? A ja gdy żyłem na ziemi, zawsze znalazłem dla was czas”. I zniknął. Ciocia obudziła się z bijącym sercem. Rano pobiegła do drugiej, nawet śniadania nie jadła. Opowiedziała jej sen i razem prędko poszły na cmentarz. Okazało się że po wichurze, która była o dzień wcześniej był na grobie duży bałagan i należało posprzątać.

-A powiem ci jeszcze coś o rodzinie mojego kolegi Janka.- Dopowiedział Dziadek, a chłopcy poopierali się o parkan i zamiast uśmiechać się drwiąco jak przedtem zasłuchali się wpatrzeni w Dziadka i Babcię. Dołączyły inne dzieci. Były wśród nich Anulka i Kasia.- Dziadek popatrzył na zwiększającą się gromadkę i pomyślał, że z dalszej pracy chyba nic nie wyjdzie. Trzeba dzieci uświadomić, żeby wiedziały.-

-Jak już żona i córeczki Janka uciekły z niebezpiecznego miejsca, gdzie groziła im śmierć od Ukraińców, przyjechały do wsi, skąd pochodziła żona Janka…

-A skąd? Niech nam pan powie?- Poprosiły jedno z dzieci.

-A czy to ważne, jak się wieś nazywała? Ważna jest sytuacja.

Ale niech pan powie…

-Ta wieś leży nad rzeczką Kamienną i nazywa się… Nazywa się…A, już zapomniałam. Jakaś śmieszna nazwa…. Tu urodziła się żona Janka. Miała ona starszą siostrę, ale ta siostra zmarła jako panna i pochowaną ją na parafialnym cmentarzu, a po kilku latach rodzice z pozostałymi dziećmi wyjechali za Bug. Tam za Bugiem Janek poznał przyszłą żonę i wzięli ślub. Nim nadeszła wojna, mieli już dwoje dzieci. Potem różnymi drogami on znalazł się na froncie, a jego żona z dziećmi musiała opuścić dom i uciekać bo groziła śmierć od Ukraińców. Przyjechała z córeczkami do dawnej wsi i zamieszkały i krewnych. Po kilkunastu dniach przyśniła jej się zmarła siostra i powiedziała:

-Popraw mi grób, bo jest zaniedbany i chcą mi go skopać.-

Rankiem żona Janka wzięła córeczki i poszły na cmentarz. Rzeczywiście, grób jej siostry był już ledwo widoczny, porośnięty zielskiem i trawą. Dalsza rodzina zapomniała o nim. Więc żona Janka oczyściła go i usypała od nowa porządny kopczyk. Nie skopano, bo grabarz zauważył, że ktoś dba o grób. Gdyby nie sen, grób zostałby skopany. Duch zmarłej dziewczyny wiedział, jaki jest stan grobu, w którym spoczywało ciało i skoro siostra wróciła w rodzinne strony, ukazał się we śnie prosząc o zadbanie od nowa o mogiłkę, której grozi skopanie i pochowanie tam kogoś innego. Widzicie? Zmarłym chodzi o to, żeby miejsce spoczynku ich ciał było poszanowane…

-O, Szczęść Boże. Dziadku, ja widzę, że jakiś ciekawy wykład pan prowadzi. A o czym to?- Spytał nagle Ksiądz Proboszcz, który zobaczywszy gromadkę dzieci rozmawiających z kimś na cmentarzu podszedł zobaczyć, co to za zgromadzenie, a słuchając o czym mowa, postanowił powiedzieć swoje i on. Nawet ucieszył się, że rozmowa została nawiązana, bo przed jego gromadką, która przychodziła na korepetycje jest temat o nieśmiertelności duszy ludzkiej, a wśród dzieci stoi cała jego trójka tylko bez Karolka, który pojechał na badania do szpitala, więc czekać na niego nie mogli.

-Słuchajcie moi drodzy, kto był na ostatniej katechezie dziś w szkole, to wie, bo dziś mieliście ten temat, czy może się mylę?

-Dzisiaj? O, to ciekawe?- zainteresował się Dziadek.- By my tu sobie z żoną pracujemy przy grobach, myjemy, czyścimy po zimie, a tu część tej gromady idzie i ten tu (wskazał dłonią chłopca-niedowiarka)  powiedział do nich, że na drugim świecie nic nie ma, więc nie ma sensu dbać o groby, ponieważ zmarli i tak nic nie wiedzą, bo jak umarli, to już po nich.

-To jest zwykłe niedowiarstwo i grzech, bo odmawiasz wiary prawdom głoszonym przez Kościół. Nie uwierzyłeś słowom katechetki, prawda? Piąty punkt Głównych Prawd Wiary brzmi: Dusza ludzka jest nieśmiertelna. Czy tak?

-Taaak!!!- Wykrzyknęły dzieci chórem.

-No, proszę. Czyli większość wierzy w nieśmiertelność duszy. A niedowiarków do Pierwszej Komunii  nie dopuszczę, bo dziś nie wierzysz, że dusza jest nieśmiertelna, a jutro podsłuchasz u kogoś niewierzącego, że Boga nie ma i uwierzysz w tą brednię, bo zamiast się zastanowić, powtarzasz byle co i zbyt łatwo ufasz tym, którzy chcą cię wprowadzić w błąd. Czy możesz mi powiedzieć, kto ci tych bzdur naopowiadał?

-Wujek Marcin…

-Akurat masz kogo słuchać. Wujek Marcin musi się nawrócić, a ja w niedzielę z ambony powiem odpowiednio. Pierwsza dusza ludzka została stworzona wtedy, gdy Pan Bóg zbudowawszy Adama z ziemi tchnął w jego nozdrza duszę nieśmiertelną. Czyli- dusza pochodzi od samego Boga, jest Jego dziełem, jest jakby cząstką Jego samego. Pan Bóg stwarzając ją nie mógł uczynić jej śmiertelnej, gdyż pomyślcie sami, jeżeli ktoś tchnie, czyli odetchnie, nazwijmy to dla zrozumienia, że chuchnie, to wydmuchuje powietrze ze swojego wnętrza, czyli z samego siebie. Rozumiemy to? Nie bardzo? No to niech każdy z was chuchnie teraz na swoją dłoń. No, raz dwa!- dzieci zaczęły zawzięcie chuchać. Raz i drugi, odwracały ręce, żeby chuchnąć w miejsce nie ogrzane i poczuć ciepło własnego oddechu.-

-No wystarczy. Wszyscy chuchnęli i poczuli, że z waszego wnętrza ciała płynie ciepłe powietrze.- Mówił powoli i wyraźnie Ksiądz.-Ale my możemy tylko chuchać dla ogrzania czegoś, albo na szybę, żeby ją zimą troszkę odszronić, gdy mróz nam namaluje kwiatki na oknach. My nie jesteśmy  Bogiem i nie mamy możliwości stwarzania. Możliwość stwarzania ma tylko i wyłącznie Bóg. Zbudował człowieka, a potem tchnął czyli wdmuchnął w niego duszę nieśmiertelną. Ale że Bóg jest wieczny, to nie mógł wdmuchnąć duszy śmiertelnej tylko nieśmiertelną. Zresztą stworzenie duszy i stworzenie człowieka żyjącego i myślącego i kochającego Boga to jest wielki cud. Wynika z przeogromnej Miłości Boga, której On nie może zatrzymać dla Siebie i musi ją stale dawać. Bóg nie umie nie dawać Miłości. Dlatego też w dalszym ciągu stwarza każdą duszę każdego człowieka będącego po sercem jego matki. Dusza dziecka od samego początku jest piękna i święta i doskonała. Dlatego dzieciątko pod sercem mamusi doskonale wie, co dzieje się naokoło niego, wsłuchuje się i wyczuwa uderzenia serca matki, umie kochać ją, umie myśleć, choć jego niedoskonałe ciałko długo po urodzeniu będzie uczyło się mówić, ale to wynika z niedoskonałości maleńkiego ciałka, bo dusza od razu jest doskonała. Dlatego mamy chętnie śpiewają swoim dzieciom, które są jeszcze pod ich sercem kołysanki, mówią im o swojej miłości i unikają hałasów i kłótni bo wiedzą, że dzieciątko pod sercem matki się wtedy boi. Ale natura ludzka jest skażona przez grzech pierworodny i on przechodzi na każdego człowieka. Tylko Najświętsza Maryja Panna jako Matka Syna Bożego była wolna od tego grzechu oraz od skłonności do każdego grzechu, bo Matka Jego Musiała być nieskazitelnie czysta. Syn Boży choć miał ludzką naturę, ale także i boską również był wolny od grzechu pierworodnego i od każdego grzechu, ponieważ był już tu na Ziemi Bogiem. Wszyscy poza Nimi są skłonni do grzechu i skażeni grzechem pierworodnym, dlatego musimy być ochrzczeni jak najszybciej po urodzeniu, żeby dziecko mogło odzyskać łaskę uświęcającą. Tak więc dziecko w łonie swojej mamy ma dojrzałą duszę, a ciałko rozwija się i dorasta. Kto myśli, że takie dzieciątko nic nie wie i nie rozumie, jest w błędzie. Malutkie dziecko po chrzcie ma dusze nieskazitelnie czystą, taką, jaką tchnął w nie Bóg. Dopiero gdy ono rośnie, zaczyna grzeszyć, jego dusza powoli plami się grzechami, ale gdy dziecko osiąga pewien wiek, może przystąpić do Sakramentu Spowiedzi i Komunii Świętej. Sakramenty te na powrót oczyszczają duszę człowieka i ciągle na nowo łączą ją z Bogiem. Widzicie tutaj w kościele grupę ludzi, którzy co dzień są na Mszy Świętej i co dzień przyjmują do serca Pana Jezusa. W ten sposób są z Nim w ciągłej łączności i przez cały czas w łasce uświęcającej. A kiedy człowiek odchodzi z tego świata, dusza rozstaje się z ciałem. Dusza wraca do Boga, najpierw na Sąd. Staje przed Bogiem i On osądza uczynki, myśli i słowa  całego jej życia, nie tylko te bardzo złe, ale i każdy grzech lekki. Bo musicie wiedzieć, że grzeszymy nie tylko wtedy, gdy na przykład przebijemy sąsiadowi dętkę w rowerze, ale jak ci wpadło do głowy, że możesz to zrobić i nie odpędziłeś pokusy, to już zgrzeszyłeś myślą. Grzeszymy mową. Każde słowo, które obraża Boga albo kogoś ze Świętych, każde słowo którym chcemy udowodnić, że w Boga słabo wierzymy też jest grzechem. Uderza w pierwsze trzy przykazania. Także słowa, którymi krzywdzimy jakiegoś człowieka są grzeszne. A czemu, zastanowicie się w domu. Ale grzeszymy i zaniedbaniem, gdy nie chce nam się czegoś zrobić, gdy coś umyślnie zaniedbujemy i wynika z tego zło. I wszystko to zaciemnia naszą dusze i ona traci blask pochodzący od samego Boga. Łaskę uświęcającą odzyskuje człowiek przez szczerą spowiedź i otrzymane rozgrzeszenie. Bo gdybyśmy Pana Boga obrazili ciężkim czyli śmiertelnym i nie pojednawszy się z Nim byśmy umarli, to nasza dusza, która jest nieśmiertelna, nie mogłaby trafić nawet do Czyśćca i pójdzie na wieczne potępienie do piekła. A że dusze ludzkie są nieśmiertelne są na to dowody. Pewien doktor także się nad tym zastanawiał. I postanowił to zbadać. W tym celu zbudował dużą, ale bardzo czułą wagę i postanowił na niej łóżko umierającej kobiety. Siedział i pilnie obserwował wskazówkę wagi. W chwili gdy kobieta zmarła, wskazówka przechyliła się troszkę wskazując, że z ciężaru coś ubyło. Co ubyło? Dusza. Odeszła, a ciało bez duszy było już nieco lżejsze. Innym razem zrobiono podobne badania też na umierającej kobiecie. Doktor podłączył ją do aparatu badającego myśli i zauważył, że ta nieprzytomna kobieta bardzo się modli, a im bliżej śmierci tym mocniejsza modlitwa płynie z jej myśli. Natężenie modlitwy dało tak silne wychylenie wskazówki aparatu, że gdyby do człowieka podłączono tak silny prąd, musiałby go zabić natychmiast. To było natężenie jak w największej elektrowni. A kobieta bardzo się modliła. Wskazówka doszła do końca skali. W momencie gdy kobieta zmarła, wskazówka nagle opadła do zera. Doktor stwierdził, że jeśli ona wysyłała do Boga tak silną modlitwę, to znaczy, że Bóg jest i dusza jest, bo wskazówka nagle opadła w momencie odejścia duszy z ciała. Doktor dotąd nie wierzył w Boga, ale po tym badaniu przemyślał i nawrócił się. Podam wam inny przykład. Czy ktoś z was słyszał o Świętym Janie Bosco?  Prowadził on szkołę dla biednych chłopców. Pewnego razu przybył do ich szkoły chłopiec o nazwisku Dominik Savio. Chłopiec ten pokochał Pana Boga i w dniu Pierwszej Komunii Świętej złożył Bogu ślubowanie, że woli umrzeć niż popełnić grzech ciężki. Był bardzo dobrym chłopcem. Zachowywał się jak święty. Ale po niedługim czasie zachorował i zmarł. Po śmierci przyśnił się Świętemu Janowi Bosco pięknie ubrany w niebiańskie szaty i przekazał bardzo ważne wiadomości o Niebie. Ks. Bosco wiadomości te spisał i można je przeczytać. Kto chce, zapraszam do biblioteki. Możemy już później po Komunii zrobić taki specjalny wykład o Św. Dominiku Savio, bo on został świętym i jest patronem ministrantów.

-A Matka Boska? Przecież pokazuje się?- Spytał Gerwazek.

-Z Nią jest inna sprawa. Najświętsza Maryja Panna została z duszą i ciałem zabrana do Nieba. Jej ciała nie ma na Ziemi. I stoi w Niebie na czele Orszaku Niebieskiego czyli na czele Wszystkich Świętych i zawsze przy Swoim Synu, który ma naturę Boską i ludzką. Ona to objawiła się i objawia nadal różnym wizjonerom. Widziały Ją dzieci fatimskie, dziewczynki z Garabandal, z Medjugorie, z Kibeho, widzieli Ją i widzą do dziś różni wizjonerzy. Wiele osób zaprowadziła na wycieczkę zarówno do Nieba jak i do Czyśćca a także i do piekła. Pokazała całe zastępy dusz szczęśliwych i radosnych w Niebie, pokazała cierpiących w Czyśćcu i pokazała straszliwie karanych za ciężkie grzechy w piekle. Chcecie, mam film o Fatimie. Jak znajdziemy czas, wyświetlimy go i zobaczycie, co mówiły dzieci na ten temat. W każdym razie od tej wycieczki dzieci wszystkie modlitwy i cierpienia ofiarowywały za grzeszników, żeby uratować ich od potępienia i za dusze w Czyśćcu cierpiące. Taka modlitwa wiele dusz ratuje. Dlatego Matka Boska stale prosi, żeby modlić się za grzeszników, żeby ich dusze nie poszły do piekła.

-A proszę księdza!-Podniosła palec w górę jakaś dziewczynka.

-Słucham.

-Ktoś nie wierzył, że dusze ludzkie istnieją i powiedział, że pójdzie jak będzie ciemno na cmentarz i na dowód tego, że tam był, zrobi kilka zdjęć. Tylko jak je wywołał, to się bardzo wystraszył, bo na każdym grobie siedziała biała postać. I przestał drwić, że dusza nie istnieje, tylko się nawrócił.

-No to Pan Bóg bardzo zmiłował się nad nim, że dał mu taki dowód na opamiętanie. Są też zdjęcia z wypadków w których ktoś zginął. Widać odchodzący od rozbitego samochodu biały cień. Pan Bóg pokazuje nam, żebyśmy wierzyli, bo nas bardzo kocha i na nowo udowadnia nam, że życie w Wieczności istnieje.

-A zwierzęta?- Spytała Anulka.

- Z nimi jest inaczej. Pan Bóg stworzył je, aby służyły człowiekowi, a my mamy się nimi opiekować. Ale nie stworzył ich na Swój Obraz i podobieństwo. Dlatego ich dusze są śmiertelne i umierają razem z ciałem.

-Koniecznie? A gdyby nie?

-Mięso zwierząt jest dla nas pokarmem. Pan Bóg stwarzając zwierzęta wiedział o tym. Gdyby ich dusze były nieśmiertelne, nie moglibyśmy jeść mięsa, bo ich dusze miałyby coś z Boga. On zarezerwował zwierzęta nam do pomocy i nieraz do ciężkiej pracy tak jak woły i konie, ale też na pokarm dla nas, ale uwaga! Nie zezwala, żebyśmy robili im krzywdę i nie zezwala na to, żebyśmy im zabierali życie, bo tak nam się chce. Nie wolno. I roślin także nie niszczymy bezmyślnie, choć nie mają żadnej duszy. A teraz uciekać do domu, bo mi tu zmarzniecie. Idźcie z Bogiem. No to mamy lekcję załatwioną.- Powiedział Ksiądz do Dziadka i Babci gdy dzieci odeszły. Nawet dobrze się złożyło. Dziękuję, żeście podjęli temat i rozpoczęli lekcję.- Ksiądz podał dłoń Babci i Dziadkowi i poszedł. A oni coś tam jeszcze poprawili na grobie i też poszli na gorącą kawę bo było im chłodno.

ROZDZIAŁ XXVII             

NIEDZIELNE KAZANIE

Dzieci przyszły do kościoła w niedzielę jak zwykle troszkę rozgadane, aż je na samym początku musiała uciszyć pani katechetka. Msza Święta rozpoczęła się jak zwykle pieśnią lubianą przez dzieci, więc śpiewały kto głośniej. Na dworze popadywał śnieg z deszczem, toteż podłoga w kościele była zachlapana i brudna. Niektórzy zastanawiali się, jak w takim błocie uklękną, bo ławki były już w większości zajęte, a dzieci pierwszokomunijne miały być na przodzie. Ani się obejrzeli a już było kazanie. Cała gromadka skupiła się wokół Księdza Proboszcza, a on oznajmił, że kazanie miało być dziś o czymś innym, ale w związku z dyskusją dzieci i niektórych parafian na cmentarzu pewne sprawy muszą być dzieciom wyjaśnione i zaczął od pytania „Gdzie mieszka Pan Bóg”. Wszyscy odkrzyknęli, że w Niebie. Dobrze, ale skąd o tym wiadomo? Odpowiadali różnie- a to, że mama albo babcia powiedziała, a to, że na religii o tym było, a to, że jak nasz Papież miał odjeżdżać do Rzymu, to mu górale śpiewali „Nie wyjeżdżaj Janie Pawle do Rzymu, stąd bliżej do Nieba.” Bliżej, bo to było chyba pod Giewontem, a z gór do Nieba musi być trochę bliżej.

-No, dobrze. Wszystkie odpowiedzi trafne. Ale w którym miejscu  Pismo Święte nam o tym mówi?- dzieci spoglądały jedno na drugie i nie wiedziały co odpowiedzieć.

-A jakimi słowami zaczyna się Modlitwa Pańska?-Podniósł się las rąk. Gerwazek aż podskakiwał.

-No, powiedz.- Kapłan podsunął mu mikrofon.

-Ojcze nasz, Któryś jest w Niebie, święć się…

-Wystarczy. A więc, któryś jest gdzie?

-W Niebie!-Odkrzyknęli wszyscy.

-Właśnie. A kto nas tej modlitwy nauczył?

-Mama

-Tata.

-Babcia

-Dziadek-Odpowiadały dzieciaki.

-Zgoda, ale kto ich tego nauczył?

-Pewnie ich rodzice.- Filozoficznie odpowiedział chłopak, który parę dni  spowodował rozmowę z Dziadkiem na cmentarzu.

-Też prawda. Ale oni skądś musieli umieć. Prawda? Jakbym tak was zaczął pytać dalej, to byście powiedzieli, że dziadków nauczyli pradziadkowie, a potem pra-pra i dalsze pra, aż byście doszli do Adama i Ewy. Prawda?

-Taaak!- Wrzasnęli zgodnie.

-I tu was mam. A, nieprawda, bo Adam i Ewa modlitwy „Ojcze nasz” jeszcze nie umieli. Kto ją potem i kiedy dał?

-Pan Bóg.- Pochwaliła się wiedzą Anulka.

-Owszem, a konkretnie?

-Pan Jezus?- Odpowiedziała pytaniem na pytanie Kasia.

-O ostatecznych rzeczach człowieka jeszcze nie mieliście, więc wam powiem. Oczywiście, że Pan Jezus, gdy uczniowie prosili Go, aby ich nauczył modlić się. wówczas odpowiedział: Wy módlcie się tak: Ojcze nasz, któryś jest w Niebie… i tak dalej. Zatem dobrze mówicie, że jedni uczą się od drugich, ale ułożył ją sam Pan Jezus na prośbę Apostołów. No, to wiemy już gdzie mieszka Pan Bóg. W Niebie. Natomiast istnieje coś takiego jak sprawy ostateczne człowieka, to jest  śmierć, Sąd Boży, Piekło albo Niebo. Otóż po śmierci każdy z nas stanie przed Panem Jezusem na Sądzie Szczegółowym i otrzyma za swoje postępowanie albo nagrodę Nieba od razu, ale to nieczęsto, albo wieczystą karę piekła, a najczęściej chyba dusza trafia na pokutę do Czyśćca, o ile śmierć nie zastała człowieka w grzechu ciężkim czyli śmiertelnym. Jeśli ktoś trafi do Czyśćca, stamtąd po oczyszczeniu ta dusza zostaje przeniesiona  do Nieba. A skąd wiemy jeszcze, że tam właśnie trafią dusz zbawione już po śmierci i po Czyśćcu?

-……………….- Zapanowało milczenie.

-No, cóż? A dorośli wiedzą?

-Pan Jezus powiedział: Idę przygotować wam miejsce!

-W Domu Ojca jest mieszkań wiele.

-Gdyby tak nie było, to bym wam nie mówił!-Odezwało się kilka głosów.

-Dorośli wiedzą. Słyszeliście? Pan Jezus powiedział, że w Domu Ojca jest mieszkań wiele i zapowiedział, że przyjdzie i zabierze nas do Siebie, abyśmy byli tam, gdzie i On jest. Otworzymy sobie Pismo Święte i przeczytamy w Ewangelii Świętego Jana kawałeczek Mowy Pożegnalnej, gdy Pan Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy umacnia Apostołów na czas Swojej Męki i odejścia z naszej Ziemi. Kapłan przeczytał głośno, powoli i wyraźnie, żeby wszyscy dobrze usłyszeli.

          „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie!  W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce.  A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem.”

A więc, kochani mamy tu napisane, że w Domu Ojca jest mieszkań wiele. A już wiemy, że Ojciec mieszka w Niebie. Prawda? I Pan Jezus mówi nam w tym odcinku, że idzie do Ojca, czyli do Nieba zapowiadając, że wróci i zabierze nas do Siebie, czyli do Nieba. A w momencie Wniebowstąpienia pokazuje wyraźnie dokąd idzie, bo o tym Pismo Święte mówi, że na oczach Apostołów uniósł się do Nieba, a oni stali wpatrzeni w górę, gdy On wznosił się coraz wyżej, aż znikł im z oczu. Autor Dziejów Apostolskich piszę jeszcze o tym, że Pan Jezus wydając ostatnie instrukcje nakazuje, żeby Apostołowie nie odchodzili z Jerozolimy tak długo aż… Ale przeczytajmy o tym w Piśmie Świętym. Ksiądz przerzucił kartki i przeczytał:

A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca:
"Słyszeliście o niej ode Mnie - [mówił] - 5 Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym". 6 Zapytywali Go zebrani: "Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?" 7 Odpowiedział im: "Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, 8 ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi".
 Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. 10 Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. 11 I rzekli: "Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba".

No, to mamy już wszystko. Przed chwilą dowiedzieliśmy się o tym, że Pan Jezus wstąpił do Nieba, bo zarówno Apostołowie widzieli to na własne oczy, ale też  potwierdził ten kierunek Anioł. W Piśmie Świętym w wielu miejscach Pan Jezus tłumaczy o Swojej jedności z Ojcem Niebieskim, a tutaj przeczytaliśmy jeszcze o Duchu Świętym, toteż gdy On zstąpił, Apostołowie od razu wiedzieli, co się wydarzyło. I w ten sposób Pan Jezus opowiedział nam o Swoim Ojcu i po  odejściu do Nieba zesłał nam Ducha Świętego. Mamy więc całą Trójcę Przenajświętszą. To na razie wiemy o Panu Bogu i o tym, że mieszkając w Niebie przyjdzie, żeby nas zabrać tam, gdzie On jest. Czy wszyscy wszystko rozumieją dotąd? Gerwazku, rozumiesz? Anulko, rozumiesz?

-Tak. Tak.- Odpowiadały zapytane dzieci.

-Kasiu, a ty zrozumiałaś?

-Tak. Ja to rozumiałam i wierzyłam od początku.

-Brawo. To teraz pomyślimy sobie, jak to jest z tym życiem po śmierci. Bo już wiemy z kart Pisma Świętego, że istnieje Niebo i istnieje piekło. Wybór należy do nas samych. Albo-albo. A że ciało po śmierci wraca do ziemi, oznajmił już Bóg Ojciec po popełnieniu przez pierwszych rodziców grzechu pierworodnego. Posłuchajmy teraz wyjątku z rozdziału trzeciego Księgi Rodzaju w Starym Testamencie: Adam i Ewa popełnili przed chwilą pierwszy grzech i trwa rozmowa z Panem Bogiem, który nadaje kary na zawsze.

  „Do mężczyzny zaś [Bóg] rzekł: «Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, co do którego dałem ci rozkaz w słowach: Nie będziesz z niego jeść - przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia.  Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli.  W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz!.”

Kochani, Są to Słowa samego Boga Ojca i podważać ich nie wolno pod żadnym względem. Zresztą historia ludzkości potwierdziła te Słowa, Człowiek musi pracować, bo taki jest nakaz Boży no i trzeba coś jeść, a po śmierci ciało wraca do ziemi i czeka w niej aż do Zmartwychwstania przy końcu świata, a dusza idzie tam, gdzie jej po Sądzie Szczegółowym przeznaczy Pan Jezus. A my szanujemy miejsce pochówku ciał naszych zmarłych, więc dbamy o groby. Ale nie tylko. I Kiedy człowiek odchodzi z tej ziemi, to tak naprawdę mamy z nim dużo więcej kłopotu niż wtedy gdy żył. Bo przedtem osoba była jak gdyby jedną całością, a teraz dbamy osobno o duszę i osobno o miejsce spoczynku ciała. Bo  wtedy przynieśliśmy jej zakupy ze sklepu, pomogliśmy w tym i owym. Porozmawialiśmy, zaprosiliśmy na święta. I jeszcze jedno. Między nami. a duszami zmarłych istnieje łączność. Więc jeśli babcia gdy żyła na ziemi uczyła cię zakładać szalik, żebyś się nie przeziębił, to gdy jej ciało spoczywa w grobie, dusza, która jest u Boga, dobrze wie, co ty tu na ziemi wywijasz, że chodzisz bez szalika narażając się na przykład na anginę i żeś nie wziął do serca jej pouczeń jakie ci dawała gdy żyła na ziemi. I wyobraź sobie drogi przyjacielu, że twoje słowa wynikające z niedowiarstwa, że nieboszczyki nic nie widzą i nie słyszą, usłyszały nie tylko dusze pochowanych na naszym cmentarzu, ale i wszystkie dusze. Aleś sobie bracie narobił wstydu! Ale największą przykrość sprawiłeś zmarłym z twojej rodziny, bo ten kto tak mówi, nigdy nie pomoże tym duszom modlitwą, bo jeśli ktoś nie wierzy w to, że dusza ludzka jest nieśmiertelna, jakże może pomóc im cierpiącym w Czyśćcu?- Chłopak, który był winien wczorajszej rozmowy spuścił głowę. A ksiądz powiódł wzrokiem po dzieciach i dorosłych i wyrzekł. Amen