Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

Kłopoty Gerwazka cz 8

Rozdział XXVIII

ŁASKA BOSKA JEST DO ZBAWIENIA KONIECZNIE POTRZEBNA

ŁASKA UCZYNKOWA

Karolek wrócił z badań. Wypadły pomyślnie i zdjęli mu gips zastępując go łuską gipsową. Było mu lżej ale zimno w nogę, dlatego tato owijał mu ją kocykiem. Ale nadal przywoził go na wózeczku inwalidzkim. Chłopiec tęsknił za zabawą z kolegami i pytał co dzień, kiedy będzie mógł wreszcie biegać. W domu chodził o kulach, ale w szkole bano się, żeby go ktoś nie popchnął. Dziecko stawało się zniecierpliwione i stawało się smutne, dlatego chłopcy ze starszych klas starali się go rozweselać wożąc go na wózku biegiem dookoła szkolnego podwórka. Urządzali przy tym wyścigi kto pierwszy- chłopcy z wózkiem Karolka czy grupa bez wózka. Podobało mu się to, ale wolałby biegać sam. W kościele siedział na swoim wózeczku obok pierwszej ławki i prawie zawsze obok niego stawali koledzy, żeby czuł się między nimi. To zwykle oni wyprowadzali go z kościoła, a na dróżce procesyjnej zaczynali wyprawiać z wózkiem zwykłe harce, aż mama Karolka obawiała się, że go wywrócą. Ale nic się nie działo, za to Karolek był bardzo rozbawiony. Zwykle przynosili mu w kieszeni jakieś ciasteczko upieczone przez mamę, alb cukierka. Nie wiedzieli, co tak naprawdę goni ich do sprawiania przyjemności koledze, ale prześcigali się jedni wobec drugich. Od początku roku szkolnego mieli w klasie także nową koleżankę- Anielkę. Przywozili ją rodzice samochodem co dzień w jedną i drugą stronę. Anielka odzywała się niewiele, była jakaś zastraszona i onieśmielona. Często osłaniała głowę, gdy w pobliżu robiło się głośniej i ktoś na kogoś zaczynał pokrzykiwać.  Nie była zbyt ładna, bo miała grube i ciężkie okulary. Była wyjątkowo chuda, ubierała się niezbyt modnie, bo podobno w domu było ich pięcioro i nosili ubrania jedno po drugim. Jej włosy były zaczesane w koński ogon, co jeszcze bardziej wydłużało buzię. Z początku dzieci patrzyły na nią nieco z ukosa, bo jakaś nowa i taka chuda jak nikt. Ponadto milczenie Anielki nie napawało chęcią do przyjaźni. Uczyła się całkiem nieźle, ale pani rozsadziła dwie zaprzyjaźnione dziewczynki z pierwszej ławki, żeby posadzić w niej Anielkę, bo powiedziała, że jeśli ktoś źle widzi, nie może siedzieć daleko od tablicy. Nie podobało się to dziewczynkom i marudziły na przerwach. Usłyszała gadanie Anielka i na następnej lekcji była już w ostatniej ławce, bo na samym końcu były dwie wolne.

-Możecie sobie siedzieć razem!- Powiedziała, gdy pani wyszła z klasy.-Chwyciła swój plecak, podbiegła do ostatniej ławki i rzuciła go z rozmachem, a następnie siadła i ukryła twarz w dłoniach. Płakała. Nie wyszła na przerwę, choć dyżurni nakłaniali ją. Kiedy nauczycielka po przerwie weszła do klasy, zauważyła smutną i zaczerwienioną twarz dziewczynki, załzawione oczy patrzące na nią z ostatniej ławki i puste miejsce w pierwszej ławce, bo Anielka opuściła wyznaczone miejsce, spytała o co chodzi i kazała dziewczynce wracać, ale ona nie ruszyła się. Nie chciała też mówić co jest powodem nieposłuszeństwa. Ale nauczycielka dobrze widziała, że oczy Anielki są pełne łez, więc coś musi być nie tak. Wobec tego pozwoliła dziewczynce zostać w ostatniej ławce, ale poprosiła, że jeśli ona czegoś nie będzie mogła zobaczyć, niech podchodzi do tablicy, żeby odczytać z bliska. Gdy Gerwazek przyszedł do tej szkoły, Anielka siedziała już sama. Z początku bardzo cicha i smutna powoli się oswajała tym bardziej, że w tej szkole nikt się z niej nie śmiał. Z całej klasy chyba najbardziej polubiła właśnie Gerwazka, bo on też był nowy. Piotruś był najlepszym kolegą Gerwazka i od pewnego czasu zaczęli zapraszać Anielkę do zabawy. Okazała się całkiem fajną dziewczynką. Gdy bawili się razem, śmiała się wesoło i potrząsała głową, a w tedy koński ogon rozwiewał się na głowie padając nawet na oczy. Teraz na przerwach ganiali we trójkę. Pani była z tego faktu bardzo zadowolona. Dziś jednak Anielkę spotkała przykrość, bo na lekcji religii omawiali szóstą Prawdę Wiary i ona nie mogła tego zrozumieć, a szczególnie nie umiała odróżnić łaski uczynkowej od uświęcającej. Pani katechetka kazała jej powtórzyć trzy razy dla zapamiętania, jeżeli nie może zrozumieć, żeby się chociaż nauczyła na pamięć. Ale ona chciała wiedzieć, a nie uczyć się tekstu niezrozumiałego. Gerwazek zaproponował jej, żeby przyszła pod wieczór na katechezę, a on już z Księdzem Proboszczem załatwi. Dziewczynka bała się trochę, ale Piotruś powiedział, że choć on nie potrzebuje, ale dla niej przyjdzie także. Tak to zanim się zaczęła dzisiejsza katecheza, Gerwazek z Piotrusiem stali przed Księdzem Proboszczem trzymając Anielkę za obie ręce pomiędzy sobą.

-Niech Ksiądz proboszcz przyjmie naszą koleżankę.- Prosili. – Ona nie może zrozumieć szóstej Prawdy Wiary i pani katechetka kazała tylko nauczyć na pamięć, a Anielka mówi, że ona chce to zrozumieć.

-I ma rację. Niech zostanie. A ty, Piotrusiu wiem, że z Gerwazkiem jesteście dla niej wielką pomocą, dlatego zostań też. Ale pamiętajcie, to nie jest boisko. Macie być grzeczni. Zgoda?

-Zgoda!- odkrzyknęli wesoło i posadzili Anielkę na krześle obok Anulki i Kasi. Sami usiedli pod ścianą na podłodze. Gdy zobaczyła to Pani Gospodyni, kazała im pójść po krzesła do gościnnego pokoju i przyniosła  dzieciom po kubeczku herbaty z cytryną i ciasteczka migdałowe na talerzu. Po krótkiej modlitwie zaczęli omawiać temat.

Powiedziecie mi.- Spytał Ksiądz Proboszcz-Czy lubicie dostawać prezenty?

-Taaak!!!- Odkrzyknęli, ale było ich znów więcej, więc ksiądz o mało co zatkałby uszy, żeby mu bębenki w uszach nie popękały.

-A kto najbardziej z was?

-Jaaa!- Znów ogólny aplauz dla prezentów.

-A jaki prezent dostaliście ostatnio?- Musieli wymienić po kolei nie tylko sam prezent ale i od kogo dostali. I wszyscy byli ze swoich zadowoleni, tylko Karolek nie bardzo, bo ciocia ze Szczecina przywiozła mu ostatnio piłkę nożną, a on przecież ma chorą nogę. Ale poza tym pozostałe prezenty były trafione. Najuboższy co prawda dostała Anielka, ale jej to nie przeszkadzało, za co pochwalił ją Ksiądz.

-A co powoduje, że dostajemy podarunki?

-Imieniny.

-Urodziny

-Prezent od Gwiazdora albo od Mikołaja!-Pochwalił się większą wiedzą Gerwazek

-Z małą poprawką. Od Świętego Mikołaja, kochani. Gwiazdor? No, tak. Na razie inaczej nikt go nie nazwie, ale dobrze, żebyśmy Gwiazdora też nazywali Świętym Mikołajem, bo sprawianie prezentów w okresie Bożego Narodzenia nawiązuje z jednej strony do darów danych Dzieciątku Jezus przez trzech Mędrców, a  z drugiej strony do dobroci biskupa, którego imię brzmiało Święty Mikołaj i wiemy o nim, że lubił podkładać potrzebującemu w tajemnicy to, co było mu bardzo potrzebne. Jeśli mama daje prezent dziecku albo dziecko mamie, tatuś mamusi,  dziadkowie wnuczkom albo wnuki babci lub dziadkowi, to sprawiamy obdarowanemu przyjemność, ale ten, który daruje, ma przyjemność dawania, zwłaszcza gdy obdarowany się cieszy. Prawda? Kto się cieszy z prezentów?- Wszyscy podnieśli ręce.

-A jak zaniosłem Babci i Dziadkowi doniczkę z fiołkami alpejskimi na Dzień Babci i Dziadka, to proszę Księdza, oni mnie wyściskali, tak się cieszyli.-Pochwalił się Gerwazek.

-No, właśnie. Była to ogromna przyjemność sprawiona drobiazgiem. Prawda? Przecież kwiatek nie jest wielkim prezentem, a jak cieszy! Ale nieraz sprawiamy sobie drogie prezenty. Mamusia kupuje buty na zimę i to te droższe, żeby były ładniejsze, albo żeby dłużej wytrzymały. Czasem ktoś komuś sprawia naprawdę drogi prezent, tak jak ciocia Franusia daruje wam, Gerwazku pół swojego domu. Sprawienie każdego prezentu jest możliwe tylko dlatego, że Pan Bóg obdarzył człowieka łaską, która pozwala nam spełniać dobre uczynki. Taka łaska nazywa się łaską uczynkową. Pozwala ona ludziom na wypełnianie różnych dobrych uczynków, nie tylko obdarowywania siebie prezentami. To właśnie Pan Bóg, który jest naszym Stworzycielem,  dał nam taki ogromny prezent, jakim jest łaska uczynkowa. Ta łaska jest darem, prezentem od Niego –naszego Boga i choć tego prezentu nie możemy zobaczyć, bo nie ma żadnego kształtu, ani nie możemy go dotknąć, bo nie dostajemy tej łaski zapakowanej w paczuszkę i przewiązanej wstążeczką, to jednak dostajemy ją w sposób niewidzialny. Każdy z nas ma taką łaskę i powinien nauczyć się wykorzystywać ją odpowiednio. A kto z was wie, jak można wykorzystać dar łaski uczynkowej w szkole albo w domu?

-Nie wiem. Ja bym mamie dała co dzień buzi na dobranoc. Ale nie wiem, czy o to chodzi- Nie była pewna swego zdania Anulka dlatego mówiła cicho i niepewnie.

-Doskonale. Wcale nie musi być prezent, ale może być buziak dany mamie lub tacie, a jeszcze milej, jeśli dodasz króciutkie zdanie: „Kocham cię”. Jak jeszcze?

Pomogę mamie w zakupach.-Dodał Karolek.

-Tak. Ale warunek jest jeden. Zrobisz to z miłości do rodziców, a nie dlatego, że mama już cię dwa razy prosiła, więc wreszcie pójdziesz i kupisz co trzeba, bo i tak ci nie da spokoju, albo chętnie pobiegniesz do sklepu, żeby na serduszku adwentowym napisać sobie dobry uczynek „poszedłem do sklepu”, bo wtedy to nie jest dobry uczynek dla mamy, tylko twoje samolubstwo w twoim własnym interesie, więc nie z miłości dla mamy, tylko to jest twoja miłość, ale do siebie samego. Albo jak zostanie ze dwa złote, to czy mama pozwoli czy nie, kupisz sobie jakieś łakocie… Wtedy robisz to we własnym interesie i w tej sytuacji jest to samolubstwo. A inne przykłady?

-Ja wczoraj uczesałam moje siostry, bo mama nie miała czasu i dałam im śniadanie, ale nie marudziłam, że mi się nie chce, bo ja wiem, że rodzicom muszę pomóc.- Powiedziała nowo przybyła Anielka.

-Tak. do tego dochodzi poczucie obowiązku i pomoc z serca płynie wtedy. Ale ja wiem jeszcze o jednej sprawie. Właśnie chodzi o ciebie Anielko. Twoi koledzy przyprowadzili cię za rękę i za ciebie prosili o dodatkowe lekcje dla ciebie, żebyś zrozumiała to, czego na religii nie byłaś w stanie zrozumieć.

-Tak. Ale jeszcze oni mnie przygarnęli i bawią się ze mną.

-Słyszałem już o tym. Zrobiliście chłopcy kawał dobrej roboty. Tu Bóg zadziałał ze Swoją łaską uczynkową i z tego co wiem, w tej szkole masz o wiele lepsze stopnie niż w tamtej. I pani katechetka mówi mi, że cała klasa coraz przyjaźniej się do ciebie odnosi. Prawda?

-Tak.-Potwierdziła.

-Bo my proszę Księdza bardzo lubimy Anielkę. To fajna koleżanka.- Pochwalił Gerwazek.

-I ja też ją lubię. Ja bym nie miała problemu, żeby z nią siedzieć jakby mnie pani z nią posadziła, ale ja już siedzę z Olą i pani nas nie rozsadzała, tylko chciała Anielkę posadzić w pierwszej ławce, żeby lepiej widziała z tablicy.

-A tamte dwie były niekoleżeńskie…

-Dosyć, dosyć. Nie będziemy Anielce przypominali nieprzyjemnych chwil. Gerwazku, Piotrusiu, Kasiu, Karolku, Anulko i Anielko, ja myślę, że od dziś będziecie zgraną paczką w klasie. Mam rację?

-Taaak! – Wrzasnęli równie głośno jak na początku rozmowy.

-A ja im mogę pomagać w matematyce, bo dobrze ją rozumiem.-Oświadczyła Anielka.

-To ja chętna.- Zgłosiła się Kasia.- Ze mnie matematyk jak z mojego taty organista.

-Dlaczego tak porównujesz?-Spytał Proboszcz.

-Bo tata tak mówi o sobie. Dlatego. On nawet nie wie, jak się odróżnia klawisze od obudowy organów.

-Nie tak znowu źle jest. Tato trochę żartuje. W każdym razie wiemy już co to jest łaska uczynkowa. To jest zdolność do wypełniania dobrych uczynków. Dodam wam jeszcze, że dobrymi uczynkami są u nas w parafii na przykład sprzątanie kościoła, układanie kwiatów, noszenie obrazów i feretronów na procesji, sypanie kwiatków przez dziewczynki, pieczenie placków na odpust i na dożynki i jeszcze inne okazje i wiele, wiele innych czynności. Gdyby więcej ludzi umiało i chciało korzystać z łaski uczynkowej, świat byłby o wiele piękniejszy i przyjemniejszy, bo wypełnialibyśmy tylko dobro, które pochodzi od Pana Boga, a zło omijalibyśmy jak kępę pokrzyw lub ostu. Łaska uczynkowa może przybierać przeogromne rozmiary i należy pozwalać jej rosnąć, bo dzięki niej pomagamy jeden drugiemu. Gdyby ludzie wsłuchiwali się w to, co nam nasz Anioł Stróż podpowiada, żaden autobus nie uciekłby nikomu spod nosa, żadni ludzie by się z sobą nie kłócili, bo by wiedzieli, że zgoda też jest związana z łaską uczynkową, w żadnej szpitalnej izbie przyjęć nie odesłaliby do domu kogoś, kto powinien zostać w szpitalu no i nikt na świecie nie wywoływałby wojny, bo kto ją wywołuje, łaskę uczynkową całkowicie odrzuca, a mało tego! On drwi z wszystkich Przykazań i ignoruje je. Nawet jeśliby  w Pana Boga nie wierzył, wie o tym doskonale, że prawo jakie mają ludzie we wszystkich krajach, oparte jest na Przykazaniach Bożych. Wiecie co? Mamy jeszcze trochę czasu. Nagadaliśmy się, ale zrobimy dziesięć minut przerwy i omówimy łaskę uświęcającą. Dobrze? Możecie pobiegać przed plebanią. Zawołam was.

-Dobrze!- Aż podskoczyli bo bardzo lubili tu być. W czasie przerwy nazbierali nad rowem wiosennych kwiatków i zanieśli pani gospodyni. Sprawili jej ogromną radość.

Laska uświęcająca

Wrócili rozgadani, wybiegani, zdyszani, tylko Karolek nie był zmęczony, za to  trochę mu wirowało w głowie, bo pod koniec przerwy zrobili karuzelę z jego wózka. Powiedział im, że jeszcze kilka dni i przyjdzie o kulach do szkoły, ale oni się nie zgodzili.

-W domu możesz sobie chodzić o nich ile chcesz, ale do szkoły lepiej na wózku, słyszysz?- rezonował Gerwazek. – A nuż cię kto przewróci? Ćwicz sobie w domu, żebyś do Pierwszej Komunii poszedł o własnych nogach.

-Ale pani doktor kazała od poniedziałku…

-Bo ona nie wie, jak my tu szalejemy. Piotruś, chcesz, to pojedziemy, wbiegniemy do jej gabinetu, przeskoczymy parę razy tu i tam i powiemy jak u nas jest. Co?

-Ani się ważcie.- Ostrzegła Anulka.-Lekarze nie lubią jak ktoś szaleje w gabinecie.

-Panowie i panie.- Zawołał Ksiądz Proboszcz.- Zaczynamy. Szkoda czasu. Przechodzimy do łaski uświęcającej. Różni się ona od uczynkowej tym, że jej owoców nie widzimy. O ile w łasce uczynkowej widzimy efekty, bo skoro ktoś zrobił coś dobrego, to znaczy, że skorzystał właśnie z tej łaski danej mu przez Boga w prezencie. Dar łaski uczynkowej został przez człowieka przyjęty i wykorzystany dla jakiegoś dobra, a przez dobry uczynek został pomnożony, bo dobre uczynki wynikają z miłości, to łaska uświęcająca nie daje widocznych efektów na pozór.-Słowo „pozór” ksiądz powiedział z większym naciskiem- Ale jak się ktoś przyjrzy to zauważy. Powiedzcie. Czy ta łaska jest także darem Bożym skoro niewidoczna?

-Taak!- Odpowiedzieli ale mniej pewnie, bo skoro niewidoczna to jak?

-Oczywiście. Uważajcie, bo zdanie jest ważne. Łaska uświęcająca jest także darem nadprzyrodzonym, który otrzymujemy od Pana Boga, a ten dar potrzebny jest nam do zbawienia. A kto chce być zbawiony, czyli kto chce po śmierci pójść do Nieba?-Wszyscy ponieśli ręce-

 -Tak samo jak łaska uczynkowa dana jest nam po to, żebyśmy sobie nawzajem pomagali, to łaska uświęcająca dana jest nam po to, żebyśmy zasłużyli sobie na zbawienie i jeszcze pomogli innym osiągnąć Niebo. Rozumiecie?

-Taak!- A mnie mamusia nauczyła modlitwy „Pod Twoją obronę…”- Pochwaliła się Anielka.

-Pięknie. Przez modlitwę także zyskujemy zdolność do wyproszenia u Pana Boga łaski uświęcającej, bo o nią musimy prosić. Jak myślicie, czy wy teraz żyjecie w łasce uświęcającej?

-Nie wiem…- Powiedzieli niezbyt pewnie.

-Ja też nie wiem, ale mogę w to wątpić, bo od waszego chrztu minęło wiele lat, a od czasu jak zaczęliście odróżniać dobro od zła, szatani cały czas pracują, żeby was kusić do grzechu i tak już kochani, zostanie do końca życia. Całe życie człowiek walczy z pokusą. Ale po pierwszej Spowiedzi Świętej będzie wiadomo, że w łasce uświęcającej jesteście, ale - UWAGA !- tylko do czasu popełnienia przez was grzechu ciężkiego. Łaskę uświecającą otrzymujemy na Spowiedzi Świętej i gdy przyjmiemy Komunię Świętą. Komunia Święta powiększa łaską uświęcającą i gładzi grzechy powszednie czyli lekkie. Natomiast spowiedź Święta gładzi wszystkie grzechy. Ale nie wystarczy, że sobie pójdziemy raz na miesiąc do Spowiedzi i mówimy, że trwamy w łasce, bośmy u Spowiedzi byli. Nie, kochani. Żeby wytrwać w łasce uświęcającej musimy się modlić, bo modlitwa jest rozmową z Panem Jezusem. A jak się modlimy?

-Ładnie.- Powiedział Gerwazek.

-To pokaż jak.- Chłopiec złożył rączki.

-Owszem. Ale czy tylko? Najpierw klękamy ładnie i nie kręcimy się. Składamy dłonie i pięknie się żegnamy, ale nie tak jakbyśmy muchy odganiali, tylko tak, żeby nasz Anioł nie musiał się za nas wstydzić przed Panem Bogiem. A potem spokojnie mówimy pacierz. Przeżegnaj się Gerwazku.- Chłopiec uczynił to.- Jeszcze raz i pomału.- „W Imię Ojca”- Dotknij prawą dłonią czoła, a nie machnij tylko, a lewa dłoń leży na żołądku. O, tak. Dalej przenieś prawą dłoń tuż nad lewą rękę i dotknij. Tu mówimy „I Syna”. A teraz dłonią dotknij lewego ramienia dokładnie, a potem prawego mówiąc po kolei „I Ducha -Świętego” . Następnie obie ręce pobożnie składamy i mówimy słowo „Amen”. Zawsze znak krzyża wykonujemy bardzo dokładnie, bo na krzyżu umarł Pan Jezus , więc czcimy w ten sposób krzyż i oddajemy Chwałę Panu Jezusowi ukrzyżowanemu. Ponadto pobożne przeżegnanie się jest w stanie uchronić nas od niebezpieczeństwa. To jest bardzo, ale to bardzo ważny znak w życiu chrześcijanina. Wykonujemy go nie tylko na początku i końcu pacierza, ale też jak wychodzimy z domu, jak jedziemy jakimś pojazdem i żegnamy się na początku jazdy po to, żeby na Pan Bóg miał w opiece, na początku Mszy Świętej i gdy grozi nam jakiekolwiek niebezpieczeństwo. I wiecie kiedy jeszcze? Gdy zły duch podsyła nam pokusę. Znakiem krzyża bronimy się przed złym duchem. Częste przeżegnanie się w ciągu dnia też wspomaga w nas łaską uświecającą. Przy tym musicie wiedzieć, że łaska uświęcająca wspomaga uczynkową, a uczynkowa uświęcającą. One współpracują ze sobą tak, jak dwa koła zębate w jakiejś maszynie.

-Jak dwa koła?- Zdziwił się Gerwazek.- Widziałem takie koła u Dziadka przy sieczkarni, ale tam większe koło napędzało mniejsze, a tu jak jest?

-Ciekawie i mądrze to porównałeś. Dokładnie jak większe koło i mniejsze w sieczkarni, tylko, że w niej jest jeszcze koło zamachowe, żeby całą sieczkarnię wprawić w ruch. Powiedzmy tak, że większym kołem jest łaska uświęcająca i ona wprawia w ruch mniejsze koło czyli łaskę uczynkową. A kołem zamachowym jest dobroć Pana Boga, która nas w obydwie łaski zaopatruje, oczywiście jeśli sobie tego życzymy. Tylko jeśli już porównujemy do sieczkarni, to samo koło zamachowe jej nie uruchomi, tylko ono musi być uruchomione przez maneż, a on najczęściej przez konia, albo przez silnik elektryczny. Moi drodzy. Tym maneżem albo silnikiem, a także kołem zamachowym dla łaski uświęcającej i uczynkowej, które ze sobą współpracują, oraz dawcą tych łask jest Bóg w Trójcy Świętej Jedyny- czyli: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Rozumiecie?

-Tak. – Odpowiedzieli.

-To dobrze. Łaska uświecająca i uczynkowa pochodzą od Boga i są nam koniecznie potrzebne do zbawienia. Jeśli byśmy tych łask nie dostali, nie ruszą maszyny dobra, które są jakby umieszczone w naszej duszy. A człowiek ma czynić dobro. Człowiek korzysta z Sakramentów Świętych przez co uzyskuje łaskę uświęcającą. Ta łaska pomaga uzyskać łaskę uczynkową. Dopiero obie razem są jak dwa koła zamachowe dla maszyny produkującej w duszy człowieka dobre uczynki, dobre zachowanie, uprzejmość, miłość, pokój i przede wszystkim miłość do Pana Boga, od którego to wszystko pochodzi. A teraz kochani, spróbujmy popatrzeć odwrotnie. Ktoś nie chodzi ani do Spowiedzi Świętej, ani do Komunii? To taki człowiek nie ma łaski uświęcającej, więc bardzo łatwo wpada w ciężkie grzechy, a łaska uświęcająca jest także dla duszy tym samym, czym dla nas jest porządna peleryna gdy pada deszcz, czyli osłania. Jak ktoś nie ma peleryny, to go deszcz przemoczy do suchej nitki i on się przeziębi. A jak ktoś nie ma łaski uświęcającej, to nie jest odporny na całą ulewę pokus, które pochodzą od złego ducha.  Zły duch jest przebiegły i dobrze widzi, że jakiś człowiek nie jest osłaniany łaską uświęcającą jak parasolem i zachowuje się jak ulewa, a czasem nawet jak oberwanie chmury. Rzuca w człowieka coraz więcej pokus, podsuwa mu je jako największe dobro. Kłamie, bo zły duch nigdy nie mówi prawdy. A człowiek bez łaski uświęcającej jest zupełnie bezbronny i zły duch ma do niego bardzo łatwy dostęp. Bywa, że jeszcze taki człowiek ma łaskę uczynkową, bo Pan Bóg jeszcze takiej może mu udzielić bez Sakramentów. Wtedy taki człowiek jest dobry, miły, uczynny, ale bez łaski uświęcającej zbawienia i tak nie osiągnie. To jest tak, jakbyśmy w sieczkarni nie mieli ani koła zamachowego ani dużego zębatego. Mniejsze koło napędzamy ręką, męczymy się, musimy uważać, żeby sobie ręki w tryby nie wkręcić i niewiele słomy zetniemy na sieczkę, bo słoma jest twarda i trudno się tnie bez dobrego zamachu. Tak i człowiek bez łaski uświęcającej wiele nie uzyska dla swojej duszy. Bo łaska uświęcająca czyni nas dziećmi Bożymi. Jest to jak gdyby szata godowa dla naszej duszy. Godowa, czyli piękne ubranie na wesele. Jak idziemy do kogoś na wesele, to kupujemy sobie nowe ubranie, żeby pięknie wyglądać. Młoda Panna zakłada piękną białą suknię i welon, Pan Młody nowy garnitur i śnieżnobiałą koszulę, bo do ślubu potrzebne jest piękne ubranie. Pan Jezus opowiedział nam kiedyś taką przypowieść. Pewien król wyprawiał ucztę weselną swojemu synowi zaprosił na nią różnych znajomych i przyjaciół. Powiedzieli, że przyjdą. Ale tam był wtedy taki zwyczaj, że gdy uczta już była gotowa, wtedy słudzy tego pana biegli do zaproszonych i powiadamiali, że już można przyjść, bo wszystko gotowe. Wtedy nie było wielkich lokali z ogromnymi kuchniami, więc nim się wszystkie placki na rozgrzanych kamieniach popiekły, nim upiekły się woły na rożnie, to trwało długo i by się goście niecierpliwili. Więc gdy było gotowe, sługa biegł i wołał, że można przychodzić. A tymczasem jeden z gości poszedł sobie na swoje pole, drugi poszedł do sklepu, w którym sprzedawał swoje towary, a jeszcze inni zrobili wielką krzywdę tym, którzy przyszli ich zapraszać. Tak więc nie przyszedł nikt. Uczta gotowa, woły popieczone i nie ma kto tego zjeść. Wszystko się popsuje. Wtedy nie było prądu i zamrażarek, więc przygotowanej żywności nie było gdzie przechować, a poza tym miała to być uczta weselna. Nikt nie robi przyjęcia bez ważnej okazji. Zaproszeni goście zlekceważyli tego, kto ich zaprosił. No, cóż? Zrobiło mu się przykro. Brzydko potraktowali go przyjaciele. Rozgniewał się i powiedział do sług: Idźcie na rozstajne drogi, gdzie są różni biedni, kalecy i zaproście, kogo spotkacie.- Poszli przyprowadzili różnych biedaków, ubrali w szatę weselną i posadzili za stołami. A bez szaty godowej nie wolno było wejść do Sali biesiadnej. Taki był zwyczaj. Ktoś zauważył, że jest uczta, spraszają kogo się da, ale jakoś go pominęli i nie zaprosili, albo znali go ze złej strony i nie chcieli poprosić, więc postanowił zaprosić się sam. Bez szaty godowej wślizgnął się do Sali taki brudny i oberwany. Usiadł za stołem i siedzi. Wchodzi król, spogląda wokoło, patrzy jakich to gości miał będzie, a tu jeden siedzi bez szaty godowej, niewymyty, brudny, cuchnący, więc pyta tego człowieka: „Jakżeś tu wszedł?” A że ten brudas wślizgnął się cichcem, więc nie mógł zgonić na nikogo, że mu szaty nie dali. Milczał. Wtedy król rozgniewał się i kazał go z uczty wyrzucić na dwór, nawet związać, a była noc i ciemno. U nich ciemno nie jest takie jak u nas. Brak elektryczności powoduje, że ciemność jest taka jak w lesie nocą. Kto był kiedyś na obozie harcerskim to widział, a kto nie był, może się zapisać, pojedzie na obóz, zobaczy. Na centymetr własnego palca nie zobaczysz. Nie możesz się ruszyć, bo możesz w coś lub na coś niebezpiecznego wejść.  Ale moi kochani, przypowieść o uczcie nie ma nam opowiadać o czyimś weselu. Pan Jezus powiedział ją po to, żebyśmy zrozumieli, że szatą godową na uczcie niebieskiej jest łaska uświęcająca. I powiedział jedno bardzo ważne zdania:

 „Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych”.

Widzicie? Pan Jezus powiedział, że na uczcie niebieskiej On jest Królem. Gdy żył na ziemi, chodził i nauczał w Galilei, Judei i Samarii. Ale uczeni w Prawie nie chcieli Go słuchać, choć oni powinni to zrobić najpierwsi. Ich pierwszych zaprosił już wtedy, gdy jako dwunastoletni chłopiec zaginął w Jerozolimie i Maryja z Józefem znaleźli Go w Świątyni, gdy rozmawiał z uczonymi w Prawie. Powinni byli już wtedy się zastanowić, gdy zaczął nauczać, garnąc się do Niego i uczyć się. Ale oni uważali się za mądrzejszych i wzgardzili Panem Jezusem skazując go nawet na haniebną śmierć na krzyżu. Zatem to o nich mówi Pan Jezus, że byli jako pierwsi zaproszeni, ale się wymówili. „Powiedział tak: Żaden z zaproszonych nie skosztuje Mojej uczty”, bo skoro zlekceważyli zaproszenie, to na ucztę w Niebie wejść nie mogą, a bez szaty godowej, czyli bez łaski uświęcającej tym bardziej nie. Tacy będą wyrzuceni tam, gdzie jest wieczysta ciemność, czyli do piekła. Tak ważna jest łaska uświęcająca. Bez niej do Nieba nie trafimy. Bez niej nie możemy być zbawieni. A jak myślicie, czy łaskę uświęcającą możemy stracić?

-Tak, przez grzech śmiertelny czyli ciężki.-Odpowiedziała Anielka.

-Ale możemy pójść do spowiedzi, grzech wyznać, przyrzec poprawę, a po Spowiedzi Świętej odprawić zadaną pokutę, otrzymać rozgrzeszenie i już mamy dusze czystą.- Dodał Gerwazek.

-A jakbym miał grzech ciężki na duszy, idę i widzę, pędzi na mnie samochód, zaraz mnie zabije i nie zdążę się wyspowiadać, to co?- Pytał Karolek.

-Nie wiesz?-Nadzwyczaj głośno zawołała Anulka.- Robisz prędko żal doskonały, a on gładzi każdy grzech. Ale jak cię samochód ominie i nie zabije to i tak musisz się wyspowiadać, bo ten żal doskonały jest ważny tylko w niebezpieczeństwie śmierci.

-A jakbym jak Robinson Crusoe wylądował na bezludnej wyspie i miał na duszy grzech śmiertelny to przed kim bym się spowiadał?- Spytał Gerwazek.

-Zostaje ci tylko żal doskonały, a Bóg wie, że nie masz kapłana pod ręką. Bóg odpuszcza ci twój grzech ale z zastrzeżeniem, że jak dotrzesz kiedyś do jakiegoś kapłana, idziesz do spowiedzi i  wszystko wyznajesz od ostatniej spowiedzi.-Wyjaśnił kapłan.- Ale ten żal doskonały musisz odprawić z miłości do Pana Boga, boś Go obraził. Jeżeli robisz żal ze strachu, że jak cię auto zabije, to pójdziesz do piekła, wtedy nie jest to miłość do Boga, tylko do samego siebie. Wtedy jesteś egoistą czyli samolubem. Tylko żal z miłości do Boga się liczy jako doskonały. Wtedy twój żal jest mniej doskonały, bo myślisz tylko o sobie.

-A proszę księdza, jakby taki jak Robinson żalu nie robił nie modlił się, nie żałował za grzechy tylko grzeszył, to co by było, gdyby tak umarł?

-Dobre pytanie.-Gdyby tak się stało, a nie trzeba być Robinsonem na samotnej wyspie, bo wśród nas wielu takich ignorantów chodzi, wtedy milknie głos sumienia, który jest głosem Bożym i mówi co jest dobre a co złe, człowiek staje się coraz większym grzesznikiem, bo zły duch ma coraz większy przystęp do takiej duszy, Zaniknie łaska uświęcająca, a za nią zniknie uczynkowa, dusza jest czarna od grzechów i los takiej duszy jest tragiczny, jeśli człowiek umrze w grzechach ciężkich. W  takim człowieku zanika życie nadprzyrodzone, czyli droga do Nieba.
-A jak się wyspowiada na ostatnią chwilę?

-Chyba tylko w tym wypadku, gdy ktoś modli się o jego nawrócenie, bo jak ktoś ma dużo ciężkich grzechów, bardzo trudno jest się nawrócić. Jeśli się człowiek wyspowiada na ostatnią chwilę, grzechy zostają odpuszczone i przed taką duszą  Czyściec, a po nim Niebo. Z chwilą uzyskanie rozgrzeszenia wracają wszystkie łaski- uświęcająca i uczynkowa.

-A jak przyjmie Komunię Świętą?

-Komunia Święta powiększa łaskę uświęcającą, ale jeśli może przyjąć i Komunię Świętą to bardzo dobrze, a kapłan udziela  Sakramentu Chorych z odpustem zupełnym na godzinę śmierci. Dusza takiego człowieka jest czysta jak po Chrzcie Świętym. Taki człowiek ma szansę na Niebo zaraz po śmierci. Zamęczycie mnie pytaniami. Ale dobrze, że pytacie. Dla mnie to dobry znak, bo interesujecie się tematem. Zobaczcie, już ciemno. Zaraz biorę samochód i porozwożę was do domów, żeby mi się które samo po ciemku nie plątało. Pochylcie głowy na błogosławieństwo…

https://www.google.pl/search?q=kierat+konny&ie=utf-8&oe=utf-8&gws_rd=cr&ei=7lsmV46WNsm9sQ – koń chodzi w kieracie

https://www.youtube.com/watch?v=_RQ9xkWJgt4- dzieci obracają kierat

 

 

Na obrazku- sieczkarnia ręczna. Zwróć uwagę na tryby.

 

ROZDZIAŁ XXIX

CO TO JEST KOŚCIÓŁ?

Nadszedł wielki Tydzień, a ksiądz Proboszcz wyjeżdżał od kilku dni na spowiedzi do sąsiednich parafii i wracał bardzo zmęczony. Czasem bolała go głowa i zdawało się, że za chwilę pęknie. „Jeszcze te maluchy do douczania, na dodatek coraz ich więcej. Zaczęło się od Gerwazka, a już jest ich sześcioro. Dzień Pierwszej Komunii Świętej coraz bliżej, materiału dużo, trzeba prosić biskupa o pomoc. Niech przyśle mojego kleryka, w końcu to nie tak daleko. Na autobus mu dam, albo i odwiozę do seminarium, ale nich choć trochę mi pomoże”.- Myślał sobie. „W najgorszym wypadku dzieci nauczą się na pamięć, a dokształcę je potem. Nie dam rady, nie dam…” No i nie było wyjścia, tylko brać telefon w rękę i do biskupa.

-Może wam pomóc, mogę też przysłać i innych do pomocy bo wiem, że ksiądz jest sam, ale klerycy nie mogą omijać wykładów, bo i oni będą mieli egzaminy. Niech ksiądz organizuje przewożenie kleryków, żeby mi chłopcy nie poskarżyli się, że nie mają się kiedy uczyć.

-Wszystko będzie!- Zawołał radośnie Proboszcz, aż się Pani Gospodyni wystraszyła.

-Co będzie?

-Ksiądz biskup da mi kleryka naszego Witka i innych dodać może, tylko mam ich przewozić.

-To Ksiądz odpocznie, a ja po nich pojadę.- Zobowiązała się Pani Gospodyni i  już biegła do samochodu. Akurat był piątek i kleryk tego wieczoru miał już wykład dla dzieciaków. Przyjechał z książkami do egzaminu i do niedzieli wieczora miał czas, a wraz z nim przyjechało jeszcze dwóch i zajęli się pomocą Księdzu w organizacji uroczystości świątecznych. Ruszyli z wielką werwą, że aż kościół i plebania fruwały.

-O czym mam dzisiaj uczyć naszych milusińskich?-Zapytał przy obiedzie- jak dla niego już drugim w tym dniu.

-Trzeba powiedzieć co to jest Kościół, a potem zaraz przechodzić do Siedmiu Sakramentów Świętych. Zimą nie chciałem ich tak często wołać, bo zimno i ciemno krótko po południu, grypy się wściekały, sam byłem chory, a teraz czasu mało.

-Katechetki nie dają rady?

-Jak już tą grupę zaczęliśmy, to trzeba dokończyć, bo nijak ich tak teraz zostawić. Katechetka już ich tego uczyła, trzeba utrwalić tym bardziej, że Karol ma bardzo dużo zaległości. Ledwo daje radę. Poza tym dzieciak nadal ma problemy ze zdrowiem po tym złamaniu nogi, był już ze dwa razy w szpitalu, wiec jego wiadomości kuleją. Doszła Anielka, Anulka z Kasią już są na prostej…

-A młody? Ten powinien śpiewać…

-On wie, chodzi, bo jak go tu teraz wysyłać tylko do klasy? Franusia im przyspieszonego kłopotu narobiła tą swoją chorobą. Wszystko im się zebrało do kupy. No, trudno, trzeba im pomóc. Niech mały będzie na dodatkowych lekcjach, to i moja Gospodyni mu coś podsunie, bo oni sami nie wiedzą w co pierwsze ręce wkładać. Mały tu dowiaduje się tego, o co pytałby rodziców.

-No to ja go przycisnę. Niech się wykazuje, a wiem, że on dużo umie. Wstyd, żeby kuzyn kleryka czegoś nie wiedział…

-Wolna wola.- Uśmiechnął się Proboszcz. No i zaczęło się. U Gerwazka w domu akurat było zamieszanie, bo przewozili kolejne meble, wszystkie zabawki były w kartonach, Babcia z Dziadkiem biegali to to tu to tam. Dziadek zasadził kartofle, obsiał resztę pola zbożem jarym i burakami pastewnymi, a Babcia z Mamą  posiały warzywa i zrobiły oranżerię. Miały teraz dwa ogrody do obsłużenia, więc i pracy więcej. Ciocia Franusia zajmowała się kuchnią. Chodziła powoli, ale ile mogła, tyle robiła. Tatuś nadal pracował w Poznaniu, mama wieczorami wypełniała służbowe papiery i woziła co kilka dni. A czas płynął jak woda. I jeszcze Pierwsza Komunia Święta Gerwazka. Ostateczne zakończenie przeprowadzki będzie już po Komunii, albo nawet w wakacje. I tatuś będzie pracował w Pleszewie, wiec blisko. Już wie. Cała rodzina jest wdzięczna Księdzu Proboszczowi za pomoc. Gdy wiec dzieci przyszły na douczanie, ku ich zaskoczeniu i radości przywitał je Kleryk Witek. Tylko Anielka prawie go nie znała. Ale to nic. Jego uśmiech nie pozwolił jej obawiać się.

-Powiedzcie mi- Spytał po modlitwie- Co to jest Kościół?

-Stary, ja wiem…

-Słuchaj, jak się umówiliśmy, żebyś się do mnie zwracał oficjalnie?

No, Księże Kleryku…

-To bardzo cię proszę i mów, co to jest Kościół.

-Zależy z której strony patrzeć.

-Znaczy się jak? Od prezbiterium czy od drzwi?

-Ani tak, ani tak…

-To jest dom Boży…

-To jest  Pan Bóg…

-Nie, to jest Pan Jezus…

-Kościół to my…-Prześcigały się w odpowiedziach dzieciaki.

-Dokończ, młody, bo nie wiadomo, co nam tu jeszcze wyjdzie.

-Kościół to jest zgromadzenie wiernych. My wszyscy i ksiądz i klerycy i siostry zakonne razem z nami.

-No, bo to wszystko wierni. Spomiędzy wiernych wyszli księża. Nim poszliśmy do seminarium byliśmy zwykłymi wiernymi. Tak jak wy chodziliśmy do szkoły i biegaliśmy po podwórku. A przez naukę w seminarium i święcenie kapłańskie stajemy się księżmi. Ja jestem jeszcze klerykiem, ale będę księdzem. A kto stoi na czele Kościoła?

-Biskup

-Papież

-Kardynałowie…- Wołali niemal razem wcinając rodzynki w czekoladzie.

-A nad nimi? Zupełnie u góry?

-Pan Jezus, bo On założył Kościół!-Powiedziała Anulka.

-Świetnie. A Bóg Ojciec i Duch Święty?

-Oni są w ścisłym zjednoczeniu z Panem Jezusem, bo stanowią razem Trójcę Świętą.- Odpowiedział  Gerwazek.- Duch Święty Kościół uświęca, a z Panem Jezusem z Bogiem Ojcem stanowią jedno.

-Tak, masz rację, a Duch Święty jest obok i jest kimś innym, na przykład do towarzystwa?

-Nie, jest jedno z Nimi, bo to jest Trójca Przenajświętsza.

- To znaczy, że już wszystko wiemy. Żeby nam szybciej szło, to powiem, że Kościół założył sam Pan Jezus i w Wieczerniku podczas Ostatniej Wieczerzy ustanowił trzy Sakramenty- Kapłaństwo, Eucharystię i Odpuszczenie grzechów, choć w Wieczerniku odbyło się to poprzez umycie nóg Apostołom, ale chodziło o grzechy lekkie. Pan Jezus powiedział Piotrowi, że „wykąpany cały jest czysty, potrzebuje tylko nogi sobie obmyć”. To mamy dziś we Mszy Świętej wyrażone w Spowiedzi Powszechnej zaraz na początku w Modlitwie Wstępnej, a wyrażone jest to modlitwą „ Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu…”I w ten sposób doszliśmy moi drodzy do Sakramentów Świętych. Nie będziemy ich omawiać w takiej kolejności, w jakiej są one ułożone, bo trzy zostały ustanowione nieomal razem, wiec i razem je omówimy, a do pozostałych dojdziemy.

 

ROZDZIAŁ XXX

SIEDEM SAKRAMENTÓW ŚWIĘTYCH

Sakrament Pokuty

Przekazanie władzy odpuszczania grzechów, jest  kontynuacją tego, co Pan Jezus uczynił  Apostołom w Wieczerniku, to znaczy, że Pan Jezus mając władzę odpuszczania grzechów teraz przekazuje ją Apostołom.  Miało miejsce po Zmartwychwstaniu, gdy Pan Jezus przygotowywał Apostołów już do samodzielnej działalności. Ukazał im się w Wieczerniku i powiedział tak:

 „Pokój wam. Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego. Którym grzechy odpuścicie, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane.”

Czyli ustanowił Sakrament odpuszczenia grzechów. I dał go w ręce kapłanom, bo właśnie im kazał odpuszczać. A czy sam też komuś kiedyś odpuścił grzechy?- (Popatrzyli po sobie).

-Tak…Nie…- Mruczeli pod nosem.

-To tak czy nie?

- Chyba tak…-Karolek nie był pewien, ale jak ksiądz pyta, to pewnie gdzieś jest racja…

-Młody? A ty co na to? Co ci Babcia opowiadała o takiej damie, co ją schwytali i chcieli ukamienować?

-Jawnogrzesznica?

-Właśnie. Co jej Pan Jezus powiedział?

-Zapytał ją: „Nikt cię nie potępił…”

-Właśnie. Co dalej mówił?

-I Ja ciebie nie potępiam….. idźźź, ale nnnie grzesz więcej…

-Otóż to. Czegoś taki niepewny? Właśnie. Odpuścił jej liczne grzechy. Powiedział dokładnie tak: „Idź, ale od tej chwili już nie grzesz”. Był też inny przypadek odpuszczenia grzechów. Pamiętacie, gdy Pan Jezus nauczał w pewnym domu i było tak dużo ludzi, że nikt nie mógł dostać się do Niego, a przyniesiono paralityka, to ci, co go przynieśli, weszli na dach tego domu, w którym Pan Jezus nauczał, wnieśli na dach chorego, zrobili otwór w suficie i nosze z chorym spuścili przed samego Pana Jezusa. A On zobaczył najpierw duszę człowieka, że obarczona jest licznymi grzechami i najpierw powiedział: „Odpuszczają ci się grzechy twoje”. Dopiero potem go uzdrowił. Czyli na tych dwóch przykładach widzimy, że zanim ustanowił Sakrament Spowiedzi, już odpuszczał grzechy. Sakrament Spowiedzi Świętej gładzi wszystkie grzechy, ale czy każdy może z niego skorzystać?

-Jak nie był u pierwszej Spowiedzi, to nie może.- Powiedział Gerwazek.

-No dobrze, ale ja na przykład nie byłem nigdy, samochód mnie potrącił albo bardzo ciężko zachorowałem. Przyjechał ksiądz i chce mnie spowiadać. A ja mu mówię, że nie mogę przystąpić do tego Sakramentu, bo nie byłem jeszcze u pierwszej spowiedzi. Tak? Umieram w moich grzechach i co dalej z moją duszą?

-Hm…Nie wiemy…

-Ale tak sobie nie wyspowiadać się?

-Powiedz nam. – Dyskutowali dość żywiołowo wszyscy razem.

-Kochani. To, że na przykład nie byłem jeszcze u pierwszej spowiedzi, nie przeszkadza. Wtedy mówię, że przystępuję po raz pierwszy do Spowiedzi Świętej. W takiej sytuacji powiem, że nie miałem czasu się przygotować i poproszę księdza o pomoc. Warunkiem, żebym mógł się wyspowiadać jest Chrzest Święty, bo on otwiera drogę do wszystkich późniejszych Sakramentów. Ale o tym Sakramencie za chwilę, dokończymy o Sakramencie Spowiedzi. Wiemy już, kiedy wolno nam po raz pierwszy przystąpić do niego. Jesteśmy ochrzczeni. Nie natrafia nam się niebezpieczeństwo utraty życia. Przygotowujemy się tak jak wy teraz powoli i ze spokojem. Ksiądz Proboszcz wyznaczy nam datę Spowiedzi. Więc co robimy? Jak się przygotujemy?

-Przez Rachunek Sumienia.- Oświadczył Gerwazek

-O! A co takiego? Rachunek? A ja na przykład nie mam kalkulatora ani liczydła i z matematyki jestem kompletna noga? Więc jak go zrobię? –Buchnęli śmiechem-

-Nie tak! To nie tak- Wołali.

-A jak?- Kleryk udawał zakłopotanie.

-Rachunek Sumienia to jest przypomnienie sobie wszystkich grzechów! Wołali jeden przez drugiego.

-Acha. To już wiem. Mówicie, przypomnienie grzechów? A ja wszystkie zapomniałem, to jak mam sobie przypomnieć?

-Normalnie.- Zniecierpliwił się nieco Gerwazek.- Bierzesz książeczkę do nabożeństwa i szukasz w spisie treści Rachunku Sumienia. Czytasz grzech po grzechu jakie tam są napisane i spisujesz sobie na kartce te, które popełniłeś.

-I co z tymi grzechami na kartce?

-Jak się wyspowiadasz, to kartkę w drobny mak, żeby ktoś nie podejrzał twoich grzechów. Już o tym było na religii i ty nam opowiadałeś.

-Albo ja albo Ksiądz Proboszcz. No dobrze. Wyspowiadałem się i co dalej? Co nam ksiądz nadał?

-Pokutę do odmówienia.

-A co na końcu musi być?

-Zadośćuczynienie.- Odpowiedziała Anielka, bo Kleryk na nią wskazał.

-A co to takiego?

-Na przykład jakbym komuś coś ukradła to muszę oddać.

-A jak?  Wszedłem do czyjegoś ogrodu i najadłem się malin. Do spowiedzi poszedłem za miesiąc, maliny dawno strawione i jak mam oddać?

-Pójść, przyznać się, przeprosić i zapłacić za maliny.

-Fss! – Syknął Kleryk i podrapał się po głowie.- Tak sobie po prostu pójść i powiedzieć, że mu kradłem maliny i przepraszać? I tak już nie pamiętam ile mu zjadłem, nie wiem ile płacić za ile deko, po jakiej cenie, a on weźmie kija i mnie obije za złodziejstwo wcale nie słuchając moich przeprosin. Wygoni mnie, pogniewa się i… a tak mu nie zapłacę. To co?

-To twoim zadośćuczynieniem będzie ucieczka od tego psa, którym on cię poszczuje!- Warknął Gerwazek.

-Okrutny jesteś. Będę wiedział, żeby do twojego sadu na śliwki nie chodzić.

-A jakbym nie zadośćuczynił?

-To nie będzie wykonany piąty warunek Spowiedzi.- Zaperzył się Karolek.

-Nieustępliwi jesteście. Ale dobrze. Tak jest. A o tym warunku tyle ludzi zapomina. Odchodzą od konfesjonału zadowoleni, że już grzechy odpuszczone. A przeproszenie ludzi za oplotkowanie, kolegi za to, że go pobiłeś, koleżanki za niepożyczenie gumki lub długopisu, gdy masz zapasowy w piórniku, pani, że byłeś dla niej niegrzeczny no i często jest to także u dorosłych, na przykład tatuś nie przeprosi mamusi ani dzieci, że palił papierosy, a wszyscy musieli wdychać trujący dym i nawet nie postanowił poprawy, choć na spowiedzi powiedział, że ją postanawia. A przy okazji jeśli pamiętacie, palenie papierosów jest szkodzeniem sobie i tym, którzy dym wdychają na zdrowiu. Postanowienie poprawy jest warunkiem rozgrzeszenia. Bo ono też jest warunkiem ważnej spowiedzi świętej. Jeżeli nie powiesz, że postanawiasz poprawę, ksiądz cię zapyta, „to po coś przyszedł” i rozgrzeszenia nie da. Pamiętamy, że spowiadamy się przed Panem Bogiem, choć Go zastępuje ksiądz, więc Boga nie okłamiesz, że żałujesz, choć wcale nie żałujesz. On zna nasze serca i wszystkie tajne myśli. Postanowienie poprawy znajduje się w trzecim punkcie Warunków Dobrej spowiedzi Świętej, jeszcze przed przystąpieniem do konfesjonału. A w drugim punkcie jest żal za grzechy. Ale, uwaga! Ten żal za grzechy ma być spowodowany nie strachem, że ksiądz nam zada dużą pokutę, albo będzie nam coś niemiłego mówił o naszym postępku, ale z miłości do Pana Boga, żeśmy Go obrazili. Jasne? Sama Spowiedź jest dopiero na czwartym miejscu. Na piątym zadośćuczynienie, czyli pokuta i naprawienie złego. A jak nie możemy już naprawić fizycznie, to modlimy się za tego, kogo skrzywdziliśmy. Wszystko zrozumiałe?- Kiwnęli głowami.

Dobrze, Zbieramy wszystko do kupki. Mamy pięć warunków dobrej spowiedzi Świętej.

1.    Rachunek sumienia

2.    Żal za grzechy

3.    Postanowienie poprawy

4.    Szczera Spowiedź

5.    Zadośćuczynienie.

No i musimy powiedzieć, czym w końcu jest Sakrament Pokuty czyli Spowiedź Święta. Jest to moi kochani odpuszczenie wszystkich grzechów ciężkich, jeśli je oczywiście wyznajemy. Mamy obowiązek wyznać wszystkie grzechy ciężkie i dopowiedzieć ile razy je popełniliśmy i jak to się stało, żeśmy Boga takim, a takim grzechem obrazili. Wyznajemy także grzechy lekkie, bo warto je wyznać. A gdybyśmy nie wyznali grzechu ciężkiego, bo na przykład wstydzimy się swojego postępku, wtedy spowiedź jest świętokradzka i nieważna. Musimy znów pójść do Spowiedzi i nie tylko wyznać świętokradztwo ale całą spowiedź powtórzyć. Natomiast jeśli grzechu śmiertelnego zapomnimy wyznać, musimy to zrobić koniecznie przy następnej spowiedzi, albo idziemy do poprawki i mówimy, żeśmy zapomnieli wyznać. Grzech ciężki czyli śmiertelny niszczy w nas łaskę uświęcającą i możemy ją odzyskać przez szczerą spowiedź. Natomiast grzech lekki czyli powszedni nie niszczy w nas łaski uświęcającej i gładzi go Spowiedź Powszechna na początku każdej Mszy Świętej i gładzi go jak już wiecie Komunia Święta. Ale wyznajemy także grzechy lekkie, choć nie musimy, bo w ten sposób nasza dusza staje się wrażliwsza i łatwiej odróżniamy popełnione zło i żałujemy za nie, ponieważ każdy grzech obraża dobrego Pana Boga. Jeszcze raz, powiedz nam proszę, Gerwazku, co daje nam Spowiedź Święta?

-A dlaczego ja mam powiedzieć?

-Bo widzę, że zaczynasz się nudzić. Więc rusz głową, kochany kuzynie.

-Skoro mnie tak ładnie prosisz? Sakrament Spowiedzi gładzi wszystkie grzechy śmiertelne, a jeżeli przystąpiliśmy do Spowiedzi bez takiego grzechu, to pomnaża w nas łaskę uświęcającą i złe duchy mają mniej śmiałości żeby nas atakować, a na dodatek dobra Spowiedź pomaga nam w pobożnym życiu. Dlatego do Spowiedzi trzeba chodzić często i Dziadek mówił, że nie można bać się księdza.

-Mówiliśmy o tym chwilę temu, ale powiedz jeszcze raz.   Bo?

-Pan Jezus tylko zasłania się nim.

-Czyli? Możesz jaśniej?   

-Kapłan odpuszcza grzechy, ale w konfesjonale Pan Jezus tylko zasłania się księdzem, a tak naprawdę spowiadamy się przed samym Panem Jezusem. Bo kapłan Go zastępuje.

-Skąd wiesz?

-Po pierwsze, mówiłeś o tym dwie minuty temu, a po drugie Dziadek mi czytał opowiadanie Cataliny Rivas o tym jak spowiadała się pewna dziewczyna przed księdzem, a Catalina zobaczyła, że to nie był ksiądz tylko Pan Jezus, a jak się Spowiedź skończyła, to Pan Jezus pocałował ją nawet w czoło. A wszystkie złe duchy, które wychodziły skąd się dało, uciekały w popłochu.

-Tak. One bardzo boją się Pana Jezusa i Matki Bożej. Dlatego warto spowiadać się jak najczęściej.   

     

ROZDZIAŁ XXXI

KOMUNIA ŚWIĘTA I KAPŁAŃSTWO

Komunia Święta

Przechodzimy kochani do kolejnego Sakramentu ustanowionego w Wieczerniku, czyli do Komunii Świętej. Omówimy Ją prawie razem z Sakramentem Kapłaństwa, bo są ze sobą ściśle związane. Opowiem wam teraz o Ostatniej Wieczerzy. Odbyła się ona w Wielki Czwartek na kilka godzin przed pojmaniem Pana Jezusa. Wiedział On, że odchodzi do Ojca i też w jaki sposób i stopniowo przygotowywał na ten fakt Apostołów. Wielki Czwartek był to dzień przygotowania Paschy żydowskiej, którą oni obchodzili co roku na pamiątkę wyjścia z Egiptu. Była to uczta przygotowywana w sposób podany Izraelitom przez samego Pana Boga. Mieli na ten wieczór postarać się o  baranka, którego po zabiciu piekło się na rożnie, w Biblii jest napisane że w ogniu, ale wydaje mi się, że to o rożen chodzi. Zresztą mniejsza o to. Do uczty paschalnej potrzebny był chleb i wino, oraz gorzkie zioła które miały przypominać gorzkie lata niewoli egipskiej. My dziś używamy musztardy, która jest zrobiona z gorczycy czyli z gorzkich ziół. I to były wszystkie potrawy. Nic więcej. Ostatnia Wieczerza odbyła się w Jerozolimie w Wieczerniku. Była to sala na piętrze dużego domu, który prawdopodobnie należał do rodziców Św. Marka Ewangelisty. Pan Jezus z Apostołami szedł do Jerozolimy, nie tylko po to, aby po raz ostatni zjeść z nimi wieczerzę paschalną, ale przede wszystkim po to, żeby tam umrzeć na krzyżu.   Oni nie wiedzieli, ani gdzie będą jedli, ani nie co się dalej stanie. Wprawdzie Pan mówił im, ale to do nich nie bardzo docierało. Wszystko zaplanował On- Jezus, a Apostołowie całkowicie polegali na Nim. Spytali: „Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali Paschę?” W Jerozolimie Matka Pana Jezusa nie mieszkała, więc Jej domu tam nie mieli, żaden ich krewniak też tam nie mieszkał, więc nie mieli do kogo iść, a Paschę należało obchodzić właśnie w Jerozolimie, bo tam była Świątynia, więc jeśli w tym mieście byli przybyszami, nie mając miejsca do zatrzymania, uczniowie pełni niepokoju zadali pytanie Panu Jezusowi, gdzie mają przygotować Paschę? Pan Jezus odpowiedział Piotrowi i Janowi, (bo oni mieli to zrobić), żeby, gdy wejdą do miasta, poszli za mężczyzną niosącym na głowie dzban z wodą. Mają iść za nim i wejść do tego domu, do którego on wejdzie. Muszą, wszedłszy do tego domu powtórzyć pytanie, które Pan Jezus kazał zadać: Gdzie jest miejsce, w którym On mógłby z uczniami spożyć wieczerzę ze swoimi uczniami? Człowiek im wskaże na piętrze salę zasłaną, gotową do uczty. Tam mają przygotować. I tam przyszedł Pan Jezus z pozostałymi Apostołami i towarzyszącymi kobietami, które szły z nimi dla posługi, w tym ze swoją Matką, która towarzyszyła im również posługując, gdyż ręce Matki Bożej rwały się do pracy. W ten sposób Pan Jezus jak gdyby wskazał, że dobrze jest, jeśli ksiądz ma gospodynią, która mu poprowadzi dom. Wszystko było już gotowe. Upieczone w ogniu mięso  pachniało i parowało na misie. Chlebki leżały w osobnym naczyniu. Na stole stały puchary do wina, jeden piękny stał dodatkowy według zwyczaju, a wino było gotowe w dzbanie. Dla Pana Jezusa przygotowano najpiękniejszy puchar jaki tylko mieli. Kobiety nie siadywały razem z mężczyznami. Nie było takiego zwyczaju. One zasiadały osobno. Gospodarzem uczty był Pan Jezus. To On wydawał ją dla nich. Na początku trwała dość długa modlitwa nakazana przepisem Prawa, ale Pan Jezus modlił się dziś innymi słowami, których nigdy nie słyszeli. Byłą to piękna długa modlitwa, taka, jakby rozmawiał ze Swoim Ojcem w Niebie. A był taki zwyczaj, że przy uczcie nie siedziało się, tylko leżało na boku, więc po przyjściu trzeba było umyć nogi, żeby nie brudzić prześcieradeł. Ale nikt nie robił tego sam sobie, tylko czynił to sługa, a oni sługi nie mieli. Apostołowie zastanawiali się, kto miał zastąpić sługę, bo mycie komuś nóg nie należało do przyjemności i świadczyło o tym, że ten kto myje, jest najgorszym i może być tylko sługą pozostałych. Oglądali się jeden na drugiego, kto to zrobi. I nikt z nich tego nie zrobił. Dlaczego? Zaraz się dowiemy. W pewnym momencie wstaje Pan Jezus, zdejmuje wierzchnią szatę, jak sługa nalewa wody do miednicy, bierze ręcznik i idzie myć nogi każdemu po kolei. Dosłownie zbaranieli. To oni nie chcieli być gorszymi i myć nóg jeden drugiemu, a Pan Jezus podejmuje się najgorszej funkcji? Byli tak zdziwieni, że nie byli w stanie zareagować i powiedzieć na przykład: „Zostaw, Panie, ja to zrobię”. Pierwszy opanował się Święty Piotr i gdy Pan Jezus podszedł do niego, on cofnął nogi i zawołał: ‘Nie, Panie, nigdy nie będziesz mi nóg umywał !” A Pan Jezus odpowiedział takimi słowami, jakich nikt się nie spodziewał:

 „Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną. Tego, co Ja teraz czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale potem będziesz wiedział.”

 W tym momencie Piotr zorientował się, że dzieje się coś bardzo ważnego. Wystawił nogi i powiedział, że w takim razie nie tylko nogi niech mu Pan Jezus umyje, ale i ręce i głowę. I znów usłyszał jeszcze dziwniejszą odpowiedź, że:

„Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty”. I dodał: „I wy jesteście czyści, ale nie wszyscy”.

Jeszcze dziwniejsze. Jak to? Na ucztę kąpali się wszyscy na pewno. To kto się nie wykąpał na święta? Przelatywały im przez głowy najdziwniejsze myśli. Ale Pan Jezus nie miał na myśli ewentualnych brudasów. On mówił o czystości duszy. Myślał o Judaszu, który już zaplanował zdradę Pana Jezusa, a nawet już ją realizował, bo wszystko ustalił z arcykapłanem, nie zamierzał z niej zrezygnować, nie wyznał grzechu i nie prosił o przebaczenie, a właściwie pierwsza część zdrady już była dokonana. Był w stanie grzechu ciężkiego. Apostołowie nie wiedzieli, że to było obmycie z grzechów lekkich. Nadal nie wiedzieli, co się wydarzy. A tu Pan Jezus kończy mycie nóg, ubiera się z powrotem, siada przy stole, modli się, je trochę i zapowiada, że jeden z nich Go wyda. Apostołowie popatrzyli po sobie i pytają: Panie, to ja? To ja? I różnie Ewangeliści ten szczegół opisują. Pewnie byli tak zszokowani, że nie zapamiętali dokładnie co kto i jak. W każdym razie Pan Jezus wskazał wyraźnie na Judasza i kazał mu iść zrobić to, co ma zrobić. Judasz wyszedł. Ale wpierw Pan Jezus pobłogosławił chleb i połamał go, a potem dał im i powiedział, ażeby go jedli bo to jest Jego Ciało. To są tak ważne Słowa Pana Jezusa, że pozwólcie, muszę je przeczytać bardzo dokładnie.

 „I wziąwszy chleb podziękowawszy dawał im mówiąc : Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy to jest bowiem Ciało Moje, które za was będzie wydane”. To czyńcie na Moją pamiątkę.

Na mocy tych Słów chleb przestał być chlebem, a stał się Ciałem Pana Jezusa. To Słowa konsekracji czyli cudownej przemiany chleba w taki sposób, że patrzymy na chleb i chleb smakujemy, ale to już jest Ciało naszego Pana.

Te Słowa powtarza dziś każdy kapłan w trakcie odprawiania Mszy Świętej. To są bardzo ważne Słowa, które muszą być powiedziane bardzo dokładnie i nie mogą być przekręcone. Dlatego kapłan choć zna je na pamięć nie może ich wyrecytować, a musi je przeczytać.

Po Wieczerzy…teraz znów przeczytam, więc słuchajcie uważnie… Pan Jezus wziął w dłonie kielich z winem i wyrzekł niesamowicie ważne Słowa:

 „Bierzcie i pijcie z niego wszyscy, to jest bowiem kielich Krwi Mojej nowego i wiecznego Przymierza, która za was i za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów. To czyńcie na Moją pamiątkę.

To są kochani moi, Słowa Pana Jezusa, Słowa Konsekracji czyli cudownej przemiany wina w Krew Pańską. Kapłan powtarza je w czasie każdej Mszy Świętej w czasie Przeistoczenia. Zobaczcie. Po każdej z tych części Konsekracji Pan Jezus dodaje:

 „To czyńcie na Moją pamiątkę”.

 Pan Jezus ustanawia Sakrament Kapłaństwa. Daje Apostołom moc przeistaczania chleba i wina w Jego Ciało i Krew. W czasie Ostatniej Wieczerzy ustanowił dwa Sakramenty- Eucharystii czyli Komunii Świętej i Kapłaństwa, a już omówiliśmy też Sakrament Pokuty. Powiedział Apostołom jeszcze wiele bardzo ważnych rzeczy. Powiedział o Swoim odejściu i Męce. A potem odśpiewali modlitwę i wyszli do Ogrodu Getsemani, gdzie modlił się gorąco i pocił krwawym potem przed pojmaniem i Męką. Teraz spytajmy, co daje nam Sakrament Eucharystii czyli Komunia Święta? Komunia Święta moi drodzy pomnaża w nas łaskę uświęcającą, gdyż przyjmujemy do serca żywego Pana Jezusa w postaci Chleba z Jego Ciałem, Krwią, z  Bóstwem i Człowieczeństwem. W najmniejszej drobinie Hostii nawet tak małej, że możemy jej nie dostrzec, jest obecny cały i żywy Pan Jezus, dlatego podczas rozdawania Komunii Świętej ministrant podkłada patenę, żeby nawet pyłek z konsekrowanej Hostii nie spadł na podłogę i nie został tam zbezczeszczony na przykład przez nadepnięcie. Komunia Święta dodaje nam chęci do dobrego, a chroni przed złem. Dlatego powinniśmy przyjmować Ją jak najczęściej, możliwie nawet codziennie. Oczywiście warunkiem jest stan łaski uświęcającej. Gdybyśmy ją stracili, najpierw biegniemy do Spowiedzi. A jeszcze powiem wam kiedy najrzadziej przystępujemy do Spowiedzi i Komunii Świętej. A może ktoś z was wie?

-Kto by nie wiedział?-Wyrwał się Piotruś. Raz na rok w czasie wielkanocnym czyli od Popielca do Zesłania Ducha Świętego i przed śmiercią.

-Doskonale, ale skąd wiesz od kiedy do kiedy przypada okres wielkanocny?

-Co roku ksiądz z ambony zapowiada.

-Piątka za uważanie. A teraz musimy sobie powiedzieć, jak powinniśmy bezpośrednio przygotować się do Komunii Świętej, bo już wiemy, że musimy być w stanie łaski uświęcającej, jeśli TAKIEGO GOŚCIA mamy przyjąć do serca, to musi być wszystko w porządku. Więc co jeszcze?

-Jeszcze musi być post eucharystyczny, to znaczy, że godzinę przed Komunią Świętą nie wolno nam jeść ani pić.

-No, a gdyby ktoś na przykład zemdlał w kościele i gdy już go otrzeźwimy to nie możemy mu dać nic do picia, żeby mu łatwiej przeszło osłabienie, jeśli on by chciał pójść do Komunii?

-Dobrze powiedziałeś, że gdy już go otrzeźwimy, bo nieprzytomnemu nie wolno nic dawać do picia, bo się zakrztusi. Jak ktoś już odzyska przytomność lub mu słabo, to wodę możemy mu podać do ostatniej chwili, ale pomalutku, żeby się nie zakrztusił. Dlatego Babcia ma ze sobą w kościele zawsze malutką buteleczkę z wodą na w razie czego.

-Słusznie, młody. Chyba będziesz lekarzem. Ale nie odchodźmy od tematu. Co jeszcze musimy zrobić żeby godnie przyjąć Pana Jezusa?

-Modlić się pobożnie, nie gapić na boki, nie gadać z kolegami ani koleżankami, nie śmieć się, tylko podejść bardzo grzecznie do Komunii Świętej i mieć złożone pobożnie ręce, a jak już przyjmiemy i to najpobożniej jak tylko umiemy, a najlepiej jest uklęknąć, bo przecież to jest Pan Bóg, a potem ze złożonymi rękami wracamy na miejsce, klękamy i adorujemy Pana Jezusa w naszym sercu, witamy Go, mówimy Mu, że Go bardzo kochamy i dziękujemy, że do nas przyszedł, prosimy Go o to, o co chcemy poprosić, bo przecież mamy Go w sercu. I nie wstajemy z kolan, póki ksiądz nie zamknie tabernakulum.-Tłumaczył Gerwazek to, czego uczył go Dziadek.

-A jak to są święta i ksiądz długo komunikuje i kolana mnie bolą?- Spytał Piotruś.

-Zaraz nie umrzesz. Co jest ważniejsze? Obecność Pana Jezusa w twoim sercu i otwarte tabernakulum, czyli, że Pan Jezus jest między nami, czy twoje kolana?- Nie ustępował Gerwazek.

Dobrze, młody, ale jedna uwaga. Jeśli ktoś ma chore kolana, nie wymaga się klęczenia.

-Na przykład jakie chore? Bo jakbym się przewrócił i starł kolano, to przecież mam drugie zdrowe i na jednym klęknę.-Nie ustępował Gerwazek.

-A jak zetrzesz dwa?

-No, chyba, że będzie mnie mocno bolało, albo gdyby mi doktor z jakiegoś powodu musiał zrobić operację na kolano, to bym nie mógł.

-Są różne choroby kolan, ale my teraz mówimy o zdrowych. Zdrowi klękają przed Panem Jezusem i koniec. Znowu odeszliśmy troszkę. Tak łatwo się zagadać. A czy może wiecie jak to jest? Ksiądz w czasie Mszy Świętej przemienia Chleb i Wino, a my otrzymujemy Komunię Świętą tylko pod postacią Chleba. Czy to nam wystarczy?

-Księże Kleryku! – Nie wpuszczaj nas w maliny!- Zawołał Karolek. My już wiemy, że pod postacią Chleba jest cały i żywy Pan Jezus z Ciałem i Krwią.

-Poznańskie Trzy Hostie.  Z pokłutych Hostii wydobyła się Krew Pańska. Jakby Jej tam nie było, to by się nie wydobyła- dodał Gerwazek.

-No tak, Poznaniak. A cud w Sokółce, a w Lanciano, a teraz nowy w Legnicy, co telewizja podawała? Nawet na Hostii pokazał się kawałeczek Serca Pana Jezusa taki zakrwawiony. Nawet woda w vasculum się zabarwiła krwawo.-Rozgadała się Anulka.

-I o czym ja mam z wami rozmawiać, jak wy wszystko wiecie i jesteście gotowi zagnać mnie w kozi róg. Ale może i uda mi się was przyłapać na czymś? Kiedy nie wolno przystąpić do Komunii Świętej?

-Ja wiem. Ja powiem! Wy już tyle dzisiaj mówicie. Pozwólcie mi też!- Wołała Anielka.- Kleryk wskazał na nią palcem.  Dzieci umilkły.

-Jak jesteśmy w stanie grzechu śmiertelnego inaczej mówiąc ciężkiego, bo to by była Komunia świętokradzka. I jak nie mamy postu eucharystycznego to też nie wolno, bo Ciało Pana Jezusa musimy uszanować.

-Ale Anielko, jak ja leżałam w szpitalu, to panie mówiły, że jak się jest chorym to post eucharystyczny może trwać tylko piętnaście minut, a jak ktoś wymiotuje to w ogóle nie wolno przyjąć Komunii Świętej, bo jakby zwymiotował, to by była profanacja Najświętszego Sakramentu. Jak ktoś wymiotuje, to ksiądz w ogóle nie udzieli. I jak ktoś idzie na operację to w tym dniu też nie przyjmuje, bo jakby mu się wymiotować chciało, to będzie tak samo.   

 Sakrament Kapłaństwa

-No dobrze, kochani. Teraz porozmawiamy o  kapłaństwie. Tak naprawdę kto to jest kapłan?

-Księże Kleryku, może by na dziś kończyć? Wszyscy jesteście zmęczeni, poza tym wieczór i czas spać.- Odezwał się zza drzwi głos Księdza Proboszcza.

-Niiieee! Nie! Nieee!- Wołały dzieci jedno przez drugie i zrobiły taki harmider, że Proboszcz wycofał się czym prędzej.- Usną na stojąco- Pomyślał sobie.

-No dobrze, jeszcze omówimy prędko Kapłaństwo i do domu. Kiedy i w jakich okolicznościach zostało  ustanowione już wiemy, wystarczy dopowiedzieć i rzeczywiście cała gromada idzie do domu spać. Ja też. A poza tym jeszcze bym musiał pouczyć się do egzaminu.

-Znowu egzamin!- Jęknął Karolek.- czy Ksiądz Kleryk nic innego nie robi, tylko egzaminy zdaje?

-Ksiądz musi wiele umieć, żeby był dobrym kapłanem i żeby Pan Jezus był z  niego zadowolony. Dlatego musimy się dużo, oj, bardzo dużo uczyć. Kochani. Mówimy o Sakramencie Kapłaństwa. Pan Jezus ustanowił go w Wieczerniku, ale już wcześniej zapowiadał, tylko Apostołowie jeszcze nie rozumieli o co chodzi i dziwili się, a niektórzy ludzie nawet odchodzili, bo nie mogli zrozumieć o czym Pan Jezus mówi. A On najpierw właśnie im obiecał, że da im Swoje Ciało na pokarm, a Krew jako napój. W czasie jednej z nauk wypowiedział nawet takie Słowa, które znów muszę wam przeczytać.

Chlebem, który Ja dam jest Moje Ciało za żywot świata”.

Kto nie mógł zrozumieć? Żydzi i spierali się miedzy sobą, że jak to możliwe, żeby ktoś dawał swoje ciało i jeszcze mówił, że to chleb? Tego zrozumieć nie mogli. Widząc i słysząc ten spór Pan Jezus mówił dalej:

Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i pili Krwi jego, nie będziecie mieli żywota w sobie. Kto pożywa Ciało Moje i pije Krew Moją, ma żywot wieczny…albowiem Ciało Moje jest prawdziwie pokarmem, a Krew Moja  prawdziwie jest napojem”

Te Słowa Pana Jezusa zapisał Święty Jan w swojej Ewangelii. Gdy potem w Wieczerniku Pan Jezus ustanowił Komunię Świętą czyli Sakrament Eucharystii, właśnie dotrzymał tej obietnicy. Razem z tym Sakramentem ustanowił jak wiemy kapłaństwo. Tak więc Apostołowie stali się pierwszymi kapłanami czyli księżmi, ale Pan Jezus dał im wysoką władzę, ustanowił ich nawet biskupami, bo tak było trzeba. Musieli mieć od razu aż taką władzę, żeby mogli ustanawiać następnych kapłanów. Przecież sami nie mogli być wszędzie, a Kościół będzie się rozrastał. To oni uczyli kolejnych kapłanów, nakładali na nich ręce, a niektórzy kolejni kapłani znów dostawali władzę biskupów, a Święty Piotr po Zmartwychwstaniu Pana Jezusa otrzymał od Niego urząd pierwszego Papieża. Natomiast pierwszą Mszę Świętą odprawił sam Pan Jezus w Wielki Piątek na krzyżu. Msza Święta to Ofiara Eucharystyczna, a została ona tak ułożona z czasem, żeby każda jej część, każdy gest odpowiadał jakiemuś elementowi Męki Pańskiej, ponieważ Msza Święta jest powtórzeniem Ofiary Krzyżowej Pana Jezusa lecz w sposób niekrwawy. A my uczestnicząc we Mszy Świętej stoimy pod krzyżem Pana Jezusa, choć nas tam wtedy nie było, bo jeszcze się nie urodziliśmy. Pan Jezus nas w cudowny sposób przenosi na Golgotę, dlatego musimy zachowywać się na Mszy Świętej bardzo pobożnie i grzecznie, modlić się pamiętając, że On na nas z krzyża patrzy. A wiemy, że na krzyżu On bardzo cierpiał. Pomyślcie więc sami, czy byłoby wam miło, gdybyście z jakiegoś powodu bardzo cierpieli, a ktoś by koło was rozrabiał, albo by się z was śmiał? Gdyby ktoś was bardzo pobił, was by to bolało, a gdyby jeszcze drwił z waszego bólu? –(Pokręcili głowami).

-Nie? No, właśnie. A ci, co ukrzyżowali Pana Jezusa śmiali się z Niego, choć widzieli jak bardzo cierpi. Więc gdy wam się zachce broić w kościele i gadać, a nawet śmiać się czy dokuczać sobie wzajemnie, pamiętajcie, że Pan Jezus patrzy na was z krzyża i cierpi z powodu waszego zachowania. Dlatego na Mszy Świętej zachowujemy się bardzo pobożnie i cicho. Modlimy się wspólnie i śpiewamy na chwałę Pana Boga. Ofiara Pana Jezusa na krzyżu będzie się powtarzała do końca świata, choć Pan Jezus tak naprawdę umarł tylko raz. Jak to możliwe? Tak się dzieje w sposób cudowny. Bo Msza Święta jest wielkim cudem, a kapłan zastępuje Pana Jezusa na ziemi.  Jest więc w kościele bardzo ważny. Żeby mógł jak najlepiej wypełniać posługę kapłańską  ustalono, że nie będzie się żenił, żeby służył tylko i wyłącznie Panu Bogu. Dlatego na plebanii pomaga Pani Gospodyni. Ksiądz musi mieć jedzenie, musi mieć czyste mieszkanie, a sam nie miałby czasu zająć się wszystkim. Zobaczcie. Ksiądz Proboszcz teraz wyjeżdża słuchać Spowiedzi, żeby ludzie z czystymi sercami mogli świętować Wielkanoc, więc przyjechałem pomóc mu i uczę was po to, żebyście jak najlepiej byli przygotowani do Pierwszej Komunii Świętej. Oczywiście, że moglibyście tylko jak inne dzieci korzystać tylko z nauki religii w szkole, ale im więcej dzieci, tym trudniej wytłumaczyć wszystko wszystkim. Zaczęło się od ciebie, Gerwazku, bo przyszedłeś do nas kawał czasu po rozpoczęciu roku szkolnego i byś się nie przygotował do Komunii jak należy, a coraz was więcej i właśnie najczęściej tu trafiacie z powodu złego stanu zdrowia. Ja też przygotowuję się do kapłaństwa i bardzo bym chciał już nim być, bo bardzo kocham Pana Jezusa, ale muszę się wszystkiego dokładnie nauczyć, żebym mógł Mu służyć i prowadzić ludzi do Niego. Kapłan to drugi Chrystus. Dlatego uderzenie albo zabicie kapłana to bardzo ciężki grzech. Kapłan ma bardzo wielką władzę daną mu przez Jezusa Chrystusa. Udziela Sakramentów i odprawia Mszę Świętą. A także uczy o Bogu. Nosi specjalny strój kapłański czyli sutannę lub habit, jeśli jest kapłanem zakonnym, a do Mszy Świętej zakłada specjalne szaty. Pan Jezus mówiąc „To czyńcie na Moją pamiątkę”, dał kapłanom władzę przemieniania czyli przeistaczania chleba i wina w Święte Postacie Ciała i Krwi Jego we Mszy Świętej. To sam Pan Jezus wtedy ofiarowuje się Ojcu Niebieskiemu za nas. Msza Święta odprawiana jest za cały świat, za dusze w czyśćcu cierpiące, za kapłanów, za wiernych, a macie okazję zaobserwować co niedzielę, że ksiądz zapowiada na początku tak; „Dzisiejszą Mszę Świętą odprawiam za świętej pamięci (na przykład) Pelagię Nowak”. I wcale nie jest tak, że jeśli ksiądz odprawi Mszę za kogoś czy żyjącego czy zmarłego, to ten ktoś otrzyma wszystkie łaski z całej Mszy Świętej. Jedna Msza Święta daje ich tyle, że wystarczyłaby nie tylko jako wynagrodzenie na przykład za grzechy jednej duszy, która z trudem dostała się do Czyśćca, ale też łask tych jest nieskończenie więcej. Ale tak nie jest, bo Pan Jezus rozdziela łaski wszystkim potrzebującym, a potrzeb na świecie jest niezwykle dużo tak, że musimy zamawiać dużo Mszy Świętych, bo światu, nam oraz duszom czyśćcowym bardzo wielu łask trzeba. Msza Święta to Ofiara Golgoty. Wychodzimy z niej umocnieni, uświęceni, jeśli pobożnie jej oczywiście wysłuchujemy i uczestniczymy w Niej. A jeśli jesteśmy rozproszeni, niegrzeczni, nie interesuje nas ona, tylko stoimy i czekamy aż się wreszcie skończy, to marnujemy ogrom łask, które moglibyśmy uzyskać przez naszą pobożność. Widzicie, czym jest Msza Święta? Pan Jezus ofiaruje Siebie samego za nas Ojcu Niebieskiemu.

-A, prosimy, opowiedz nam kuzynie o przygotowaniu do kapłaństwa, o waszej nauce i co i jak dalej?

Ale już późno. Może porozmawiamy jeszcze innym razem?

-Babcia mówi, że z odwlekania nic nie wychodzi. Mów teraz.

-Prosimy. Chcemy wiedzieć!- wołali po kolei.

-No to dalej w las, kochani. Sakramentu Kapłaństwa udziela nam ksiądz biskup. Rok przed ostatecznymi święceniami, po których możemy już odprawić Mszę Świętą, otrzymujemy święcenia diakonatu. Dla waszej wiadomości wystarczy, jeśli się dowiecie, że diakon to już prawie ksiądz. Diakona od wyświęconego księdza  rozpoznamy w kościele po tym, że nosi już stułę, ale przewieszoną przez ramię na ukos. Do posługi przy ołtarzu diakon zakłada specjalną szatę podobną do ornatu i ona nazywa się dalmatyką. Rok po wyświęceniu na diakona  otrzymujemy święcenia kapłańskie, wtedy ksiądz biskup namaszcza nasze dłonie Olejem Świętym, a stułę odpinamy i przewieszamy przez szyję tak, jak to widzicie u Księdza Proboszcza. Są jeszcze inne ważne i piękne znaki oraz modlitwy podczas wyświęcenia na kapłana i odtąd na naszej duszy nosimy niezatarte znamię, że jesteśmy księżmi. Jest ono tak wyraźne, że jeśli ksiądz przebywa w Czyśćcu, albo w Niebie, wszyscy widzą, że to jest ksiądz.

-A jak w piekle?- Wyrwało się Anulce.

-To też. Tym gorzej! Bo wtedy taka dusza bardzo tam cierpi przez całą Wieczność.-Odpalił Gerwazek z taką pewnością, jakby wszystkie rozumy pojadł.

-A ile czasu trwa Wieczność?- Spróbował chwycić go na słowie Kleryk.

-Nie ma początku ani końca. Myślisz, że nie wiem?

-Niewątpliwie. Wytłumacz mi w takim razie jak to możliwe, żeby coś nie miało ani początku ani końca, albo przynajmniej początku.

-Wytłumacz sobie sam, bo umiesz mój kuzynie, ale ksiądz w Poznaniu uczył nas, że Wieczność jest zatopiona w Bogu, a On jest wieczny. I myśmy go pytali…

-Kogo? Pana Boga?

-Księdza!-Odpalił Gerwazek urażony.- I powiedział nam, że tego, co pochodzi od Boga nie roztrząsa się rozumem bo i tak się nie dojdzie i nie pojmie. Przez wiarę i koniec.

- A powiedz Gerwazku, skoro nie czujesz się zmęczony, jak to jest z piekłem? Istnieje czy nie? Kto go stworzył i dlaczego?

 -Istnieje, a jakże! Niestety, zostało stworzone dla upadłych aniołów czyli złych duchów, ale dlatego ono takie paskudne, bo zbuntowani aniołowie popełnili bardzo ciężki grzech. Odmówili służby i posłuszeństwa Bogu i Jego zamiarom. Dlatego zostali strąceni w przepaść i to grzech był powodem tak wstrętnego ich wyglądu i tego miejsca, gdzie teraz muszą siedzieć. To jest ich więzienie na wieczne czasy, które się nigdy nie skończą. I dusze potępione są tam razem z nimi i pozostaną na zawsze, a jak się tam dusza kapłana znajdzie, to ksiądz opowiadał, że taka dusza dużo bardziej cierpi, niż inne dusze, a na dodatek wyróżnia się od innych dusz, bo to znamię jest na niej, dlatego prosił nas, żebyśmy się zawsze modlili za księży, żeby wiernie wypełniali posługę kapłańską i dostali nagrodę w niebie.

-Nie dałeś się. Gratulacje, młody. Rozumiem, że idziesz na księdza po szkole?

-Nie wiem. Pytałeś też, czy nie zostanę lekarzem. Pogadamy jak urosnę.

-Myślę, że już wszystko wiadomo. Amen.

 Kochani, na dziś dosyć. Wszyscy jesteśmy zmęczeni. Księże Proboszczu! Skończyliśmy!

-No to błogosławimy i rozwozimy dzieciarnię.

-Ja odwiozę  ze troje- zobowiązał się tato Karolka.

-A ja wezmę resztę.- Uśmiechnęła się Mama Anulki.

-A my kogo, mamusiu?- Zasmuciła się Anielka.

-Ojej! – Jak tu ich podzielić, żeby każdemu starczyło?

-Już wiem.- Powiedział Proboszcz. Z Anulką jedzie Gerwazek i Ksiądz Kleryk bo w jednym kierunku, z Anielką Piotruś, Kasię zabierze dziś Karolek,  zgoda?

-Zgoda.-Odpowiedzieli. To z Panem Bogiem.-

Po chwili samochody ruszyły spod plebanii.

ROZDZIAŁ XXXI

CHRZEST I BIERZMOWANIE

Jeszcze tylko dwa razy spotkamy się przed Świętami, bo trzeba przygotować wszystko, kościół musi być udekorowany, ksiądz Proboszcz ma pełne ręce pracy, panie z Żywego Różańca uwijają się jak w ukropie, klerycy także, więc i my musimy coś zrobić. Prawda? Dziś mamy rozmawiać o Sakramencie Chrztu Świętego, więc pójdziemy udekorować na wielką Sobotę chrzcielnicę i będziemy przy okazji rozmawiać. Chcecie?

-Taaak!- Wrzasnęli równocześnie i już byli przy drzwiach. Tatuś Karolka prowadził wózek z synem i szedł ostatni wraz z Klerykiem, zaś cała czereda biegła przodem. Chwycili za klamkę od zakrystii, ale było zamknięte, więc stanęli i oglądając się patrzyli  pytająco na Kleryka.

-Zaraz otworzę, tylko dowieziemy Karolka. Ale pamiętamy, jak zachowujemy się w kościele. Najpierw uklękniemy i pomodlimy się, a potem dekorując będziemy rozmawiać przyciszonym głosem. Pamiętamy, w kościele się nie krzyczy i nie biega.- weszli cichutko jak myszki i trochę trwożliwie. Byli bardzo poruszeni. Oni mają udekorować chrzcielnicę, przy której sami kiedyś otrzymali Sakrament Chrztu Świętego? Co za szczęście ich spotkało! Na zapleczu zakrystii leżała już w koszu cała góra pachnącego bukszpanu, który wszyscy jak jedna osoba zwali grynszpanem. Tutaj inaczej się nie mówiło. W drugim koszu leżały świeżo ścięte wierzbowe bazie. Kleryk wprowadził ich przed prezbiterium. Klęknęli i odmówili „Niechaj będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament”, a potem przeżegnali się kto ładniej i wyszli do zakrystii.

-Tutaj będziemy przygotowywali dekoracje.- Powiedział Ksiądz Kleryk i podzielił pracę. Najpierw on i tato Karolka przynieśli do zakrystii drewnianą chrzcielnicę, żeby nie śmiecić w kościele, bo panie już posprzątały na jutro. Piotruś miał szykować pęczki gałązek grynszpanowych z dodatkiem baziek i podawać Karolkowi, który wiązał je cieniutkimi recepturkami, które Kasia z Anulką ozdabiały czerwonymi wstążeczkami i wywiązywały piękne kokardki. A to, co już było gotowe, Gerwazek z Anielką mieli układać z tego girlandę łącząc to wszystko razem rafią i wstążeczkami, a gotową girlandę później nakładało się na chrzcielnicę, na końcu mama Anulki z Księdzem Klerykiem mieli ją na niej mocować rafią i przyklejać taśmą. Mama Anielki z tatą Karolka zajęli się dekoracją lamp i świec ołtarzowych. Każdy miał pracę i nie było wiadomo, czy zdążą do wieczora. Właśnie ogrodnik przywiózł hortensje do Grobu Pańskiego i tato Karolka poszedł pomóc rozładowywać samochód i wnieść je do kościoła. Wszyscy pracowali. Dzieci były bardzo przejęte i nie było wiadomo, czy coś z dzisiejszej lekcji wyjdzie.  Każde wywiązywało się sumiennie z powierzonych czynności. Praca wrzała. Ksiądz Proboszcz był jeszcze na spowiedzi w jednej z parafii, a oni godnie zastępowali go tłumacząc niektórym ludziom o której w Wielki Czwartek  będzie uroczysta Msza Święta.

-Moi kochani. Mamy dziś bardzo ważną pracę. Na chwałę Pana Boga dekorujemy chrzcielnicę, przy której my wszyscy otrzymaliśmy Chrzest Święty. Czy tak?

-Tak.- Odpowiedzieli krótko zajęci pracą.

-Czyżbyście dziś nie byli rozmowni?-Zmartwił się Ksiądz Kleryk.

- Nie, tylko pracujemy, a w kościele trzeba być grzecznym.-Wyjaśniła Anulka i przytrzymała zębami kawałek tasiemki, żeby wyszedł jej mocniejszy pęczek.

-No, dobrze, ale kto z was wie, skąd się wziął Chrzest Święty w Kościele.

-Pan Jezus go wynalazł.- Odezwał się Karolek i dodał dwie gałązki bukszpanu, z której jedną przyciął sekatorem, bo była za długa.

-Wynalazł? To chrzest Święty był od zawsze, tylko ludzie o nim nie wiedzieli i Pan Jezus był wynalazcą Chrztu?- Zdziwił się Kleryk.

-No, nie przedtem chrztu nie było.- Odpowiedział Karolek wcale niepewny czy dobrze mówi.

-Nie było?- No to w takim razie co Pan Jezus z nim zrobił, żeby Chrzest był?

-Karol! Ustanowił, a nie wynalazł! Wynaleźli to maszynę parową i prąd elektryczny, a Chrzest Pan Jezus ustanowił, bo go wcześniej nie było.- Zagrał naukowca Gerwazek.

-To znaczy kogo nie było? Pana Jezusa czy Chrztu?- Podchwytliwie spytał Ksiądz Kleryk. Gerwazek stanął jak wryty, a związany pęczek upadł na podłogę.

-Pan Jezus był zawsze…

-Csss…Jesteś pewien?

- A dlaczego nie?

-No, a czy w Starym Testamencie Pan Jezus chodzi sobie po Ziemi i naucza?

-W Starym nie, ale w Nowym tak.

-To jakim cudem był zawsze?

-Czepiasz się mój kuzynie. –Odciął się Gerwazek. Trójca Święta była zawsze, tylko, że Pan Jezus mieszkał w Niebie i na ziemi nikt o Nim nie wiedział.

-NNNo!- Mniej więcej, ale nie miał jeszcze wtedy ciała ludzkiego, bo otrzymał je dopiero od Swojej Mamy, gdy jako Dzieciątko rozwijał się w Jej łonie, natomiast jego Imię słyszymy po raz pierwszy od Archanioła Gabriela podczas Zwiastowania, a potem po Narodzeniu w grocie betlejemskiej. O Jego dzieciństwie wiemy niewiele, dopiero gdy rozpoczął nauczanie, usłyszeli o Nim wszyscy naokoło. I jak się okazało, nie był ani prorokiem, ani żadnym wędrownym nauczycielem, jakich wtedy było dość dużo, ale Mesjaszem, Synem samego Boga Ojca- Stworzyciela Nieba i Ziemi. Zatem nic nie musiał wynajdywać, bo jako Syn Boga Ojca współdziałał w stworzeniu wszystkiego, cokolwiek było na świecie. Natomiast Sakramenty ustanawiał, ponieważ- Uwaga!-

Sakramenty to są znaki widzialne, żebyśmy widząc uwierzyli w ich działanie, ale gdy przyjmujemy jakiś Sakrament, on wywiera na naszą dusze niezatarty znak.

A kto z was wie, kiedy Pan Jezus ustanowił Chrzest Święty?

-Zdaje się, że jak zmartwychwstał. Masz, Karol, wiąż.-Powiedział Piotruś i podał koledze kolejny bukiecik. Karolek wziął go w palce i nakładając gumkę odpowiedział.

-Nie zdaje się, tylko na pewno. Zapomniałeś, jak żeśmy parę dni temu czytali, że jak się ukazał po Zmartwychwstaniu któryś raz, to powiedział Apostołom, żeby szli na cały świat i nauczali wszystkie narody udzielając im chrztu…

-W Imię Ojca i syna i Ducha Świętego-Przerwała mu i dokończyła Anulka.

-Anulko, nie przerywa się.- Powiedziała wchodząca na chwilę mama.

-Tak.- Odpowiedział Kleryk, ale ogólnie nie dają się zapędzić w kozi róg.-Słysząc to dzieciaki uśmiechnęły się raźniej i to je zachęciło do żywszej rozmowy.

-A kto wie, jak Pan Jezus powiedział to dokładnie?

-Ja wiem!- Zawołali razem Anielka i Gerwazek. 

 -Młody, ja wiem, że ty wiesz. Dajmy szansę Anielce. Dziewczyny mają pierwszeństwo.

-Powiedział dokładnie tak:

„…idąc tedy na cały świat nauczajcie wszystkie narody chrzcząc je W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata”. –Powiedziała z zapałem Anielka.

-Świetnie…-Pochwalił Kleryk i poprawił na podłodze ułożenie może już metrowej girlandy. Właśnie podeszła do niej Kasia z naręczem kolejnych bukiecików, kucnęła i dowiązywała jeden po drugim.

-Baby się wszędzie wepchną…- Mruknął pod nosem Gerwazek niezadowolony, że nie mógł pochwalić się wiedzą.

-Mówiłeś coś?-Syknął mu do ucha Piotruś.- Daj jej mówić. Myślisz, że tylko ty…

-Hej, panowie, co za zmowy?- Spytał Ksiądz Kleryk.

-Nic ,nic. My tylko tak…

-Kuzynie, nie bądź egoistą. Ostrzegł. Zachowuj się jak dżentelmen.- Na słowo „dżentelmen” chłopiec spoważniał i doszedł do wniosku, że zachował się jak smarkacz. Podszedł do Anielki i z szastnięciem nogą pocałował ja w rękę. Dziewczynka zarumieniła się po uszy.

-No, dobrze już. A może wiecie, co w ogóle Chrzest Święty nam daje i czy w ogóle coś daje? Może chrzciny są tylko po to, żeby się rodzina zebrała i żeby była uczta z powodu narodzin maluszka?

Mogę ja?- Spytał grzecznie Gerwazek i przeciął nożyczkami dość długą wstążeczkę na dwie, kładąc je na stole.

-Proszę, mów teraz ty.

-Chrzest Święty jest bardzo ważnym Sakramentem, bo każdy z nas z powodu grzechu Adama i Ewy przejmuje po nich grzech pierworodny i gdy się rodzi, nie ma  łaski uświęcającej. Dlatego każdy z nas powinien być jak najprędzej ochrzczony, żeby odzyskać tą łaskę, bo Chrzest nam ją daje. I czyni nas członkami Kościoła katolickiego i daje nam przecież jeszcze życie nadprzyrodzone. A w ogóle jeśli ktoś nie jest ochrzczony, a już jest duży, nie może przyjąć żadnego innego sakramentu, bo brak Chrztu zamyka mu drogę do kolejnych tak, że ani nie może iść do Spowiedzi, ani do Komunii, ani nie może przyjąć święceń kapłańskich. Nic. Kompletnie nic. Bez Chrztu nie można być zbawionym.– Powiedział i wziął cały kłębek wstążeczki do cięcia.

-Dlaczego?

-Bo tylko Chrzest gładzi grzech pierworodny i nic więcej. A z grzechem pierworodnym nie można przyjąć żadnego Sakramentu i koniec! Jakbyś nie wyznał, że nie jesteś ochrzczony, tylko poszedł sobie do Spowiedzi albo do Komunii Świętej, to popełniasz grzech świętokradztwa, jeżeli oczywiście ktoś ci wcześniej powiedział, że bez Chrztu żadnego Sakramentu przyjąć nie można. Bo jeśli o tym nie masz pojęcia, to grzechu nie popełniasz. Niewiedza grzechu nie czyni.

-Rozumiem. Jesteście nieustępliwi, kochani. Ale podoba mi się to. Dużo wiecie.

-A poza tym jakby krótko po chrzcie dziecko umarło, to jest takie święte, że od razu idzie do Nieba.

-No dobrze, Gerwazku. Jak już zacząłeś, to spytam cię dalej. Jak myślisz, jak długo po Chrzcie dziecko nie grzeszy? Przecież widać jak takie maluchy nieraz brzydko się zachowują. Płaczą i nieraz aż wyginają się ze złości, wrzeszczą, tupią nogami i nawet biją kogoś.

-Mama mi tłumaczyła, bo raz taki maluch zachowywał się w kościele wprost skandalicznie! Myślałem, że go złapię i wyniosę. Po Mszy byłem oburzony, a mama mówiła, że on jeszcze bardzo mały i nie wie, że obraża Pana Boga, jeśli źle postępuje. Zresztą na takiego maluszka, który nie wie, że źle robi, Pan Bóg się nie gniewa. To jego mama powinna wynieść go z kościoła, żeby wrzaskiem i z łym zachowaniem nie przeszkadzał ani księdzu ani nam wszystkim, a na dworze go utulić i wrócić jak on już wygrzecznieje.

-Tak. Masz rację. Z wrzeszczącym maluchem wychodzi się z kościoła nie tylko dlatego, żeby nie przeszkadzać, ale przede wszystkim z szacunku dla Pana Boga. A jak już maluch zaczyna rozumieć, że ma być grzeczny, to trzeba go uczyć dobrego zachowania i z czasem zrozumie.

-Kiedy?

-Już trzy- czterolatek dużo może zrozumieć. I tu pomalutku zaczynają się grzeszki. Najpierw malutkie, a potem im dziecko więcej rozumie, tym większe. Kochani. Łucja z Fatimy, która rozmawiała z Matką Boża, spytała gdzie jest dusza jej zmarłej koleżanki. Matka Boża odpowiedziała, że w Czyśćcu i pozostanie tam aż do końca świata. Czyli dziecko potrafi dużo zrozumieć. Ale też potrafi dużo nagrzeszyć. Trzeba je po prostu uczyć. I za wasze zachowanie odpowiadają rodzice i muszą od was dużo wymagać. A jak jest u was, Anielko? Ty masz młodsze rodzeństwo. Powiedz nam.

-Mamusia wciąż uczy moje siostrzyczki i brata. One muszą być grzeczne w kościele, w sklepie i w domu też. A mi tłumaczy inaczej, bo mówi, że jestem już duża.   

-A w domu?

-Mama nam zawsze tłumaczy, żebyśmy byli dobrzy, grzeczni i żebyśmy się modlili.

-To pięknie. Słuchajcie. Mamy już prawie pól girlandy i jak nam pięknie idzie rozmowa przy pracy. Pracujecie jak mróweczki. Myślę, że Pan Jezus jest z was zadowolony, a Ksiądz Proboszcz podziękuje wam z ambony za ustrojenie chrzcielnicy.- Uśmiechnęli się.- Teraz powiem wam, jak ksiądz udziela tego Sakramentu. W naszym kraju chrzcimy przeważnie małe dzieci, ale zdarzają się i osoby dorosłe. To jest piękna i doniosła uroczystość, bo przez chrzest, dzieci stają się członkami Kościoła. Do Chrztu Świętego rodzice ubierają dzieciątko na biało dla wyrażenia tego, że po Chrzcie dziecko będzie już w łasce uświecającej. Rodzice chrzestni przygotowują świecę, która będzie potem towarzyszyła dziecku przez całe życie i białą szatkę. Tak przygotowane dziecko najczęściej cała rodzina przywozi do kościoła i stają w kruchcie. Na razie dalej nie idą.  Do kościoła będzie wniesione w uroczystej procesji. No więc kapłan z ministrantami przychodzi do dziecka i tam przy drzwiach rozpoczyna się obrzęd.

Dziecko zostaje naznaczone znakiem Krzyża i dopiero wtedy ksiądz zaprasza je do wnętrza kościoła. On idzie pierwszy, a za nim rodzice i rodzice chrzestni niosący maluszka. Rozpoczyna się Msza Święta i po Ewangelii kapłan przystępuje do udzielenia Sakramentu. Rodzice i chrzestni w imieniu dziecka wyrzekają się złego ducha i wyznają wiarę. Następnie odmawia się Litanię do Wszystkich Świętych i dopiero wtedy rodzice i chrzestni podchodzą do chrzcielnicy i następuje sam moment Chrztu przez polanie główki wodą. A potem kapłan namaszcza dziecko Olejem Krzyżma, nakłada na dziecko białą szatkę na znak czystości duszy i zapala się od poświęconej świecy czyli od Paschału świecę dziecka. Poświęcona świeca jest światłem i symbolem Chrystusa. Następuje dalsza część Mszy Świętej, a dziecko jest już chrześcijaninem. Czasem bywają przypadki, że maluszka nie można przynieść do kościoła do Chrztu i gdy na przykład dziecko ciężko zachoruje, to kapłan może przyjść do domu, albo w szpitalu na oddział i ochrzci. Bywa, że dziecka nie wolno ani na chwileczkę wyjąc z inkubatora i wtedy ksiądz tylko wkłada do inkubatora dłonie i cała ceremonia musi nastąpić bardzo szybko. A czasem jest tak, że dziecko się urodzi gdzieś daleko, albo jest bardzo chore i trzeba chrzcić zaraz, bo jest obawa, że umrze bez chrztu, a do tego nie możemy dopuścić. W takim wypadku chrzci się tylko wodą. Dopiero jak dziecku się poprawi i wróci do domu, uzupełnia się chrzest Święty.

 -Kochani, mamy tu chrzcielnicę, nie ma w niej teraz wody, bo pan kościelny wziął misę do wymycia, żeby nalać świeżej wody na Wielką Sobotę. Ale powiemy sobie kto może chrzcić i jak to się robi. Tak bez wody i bez dziecka poćwiczymy ruchy rąk, bo każdy katolik musi umieć ochrzcić człowieka. Powiedzcie mi, dlaczego każdy musi umieć ochrzcić?

-Dziadek mi opowiadał, że jak był na wojnie, to w bunkrze gdy były naloty, chroniło się dużo ludzi, jedna pani urodziła dziecko i te panie co z nią tam razem były, ochrzciły same tego dzieciaczka, bo nie było księdza.

-A czym ochrzciły?

-Dziadek mówił, że miały odrobineńkę zwykłej wody z pompy nabranej i tą wodą ochrzciły nowo urodzoną dziewczynkę.

-Gerwazku, a powiedz mi, czy zwykłą wodą można, czy musi być święcona?

-Każda czysta woda, tak mówił Dziadek.

-A ja słyszałam- Podniosła znad wiązania głowę Kasia-, że też we wojnę siedzieli w jakimś lochu i jak się dziecko urodziło, to mieli tylko mleko to od jego mamy i ochrzcili mlekiem i ten chłopak urósł, a dopiero jak był dorosły to mu powiedzieli, że nie był ochrzczony wodą tylko mlekiem, bo chcieli chrzcić, ale nie było czym. I musiał być ochrzczony jeszcze raz, bo ksiądz powiedział, że ten chrzest był nieważny. Musi być tylko woda. I ten chłopak szedł już jako dorosły na nowo do Pierwszej Spowiedzi i do Pierwszej Komunii Świętej.

-To kochani wynikło z tego, że ciocie bardzo chciały ochrzcić, ale pewnie nikt im nie powiedział, że tylko woda służy do chrztu. Ksiądz używa wody chrzcielnej, ale w nagłych wypadkach używamy zwykłej wody. Jak jest bardzo zimna, możemy ją trochę podgrzać, ale nic do niej nie dodajemy.

-To teraz, jeśli wiemy kto może chrzcić, nauczymy się to robić, żebyście umieli. Nauczymy się formuły. Przerwijcie na chwile pracę i patrzcie na mnie, bo pokażę wam jak się to robi. Kasiu, wyciągnij ręce przed siebie jakbyś trzymała dziecko, a ja pokaże jak się chrzci. Oczywiście, nie będę miał ani wody ani żadnego naczynia tylko pustą ręką będę poruszał tak, jakbym miał w ręce dzbanuszek albo kubek z wodą.- Kasia wyciągnęła ręce, a Anulka prędko wyjęła z plecaka swojego misia.

-On nam pomoże zrozumieć, gdzie jest głowa.-Powiedziała i położyła Dyzia na rękach Kasi.

-Niech będzie, ale tylko na chwilę, żeby nam nie wyszło, że chrzcimy misia. W chrzest ani w żadne inne Sakramenty bawić się kochani nie wolno. Na misiu wam wytłumaczę jak lać wodę i zaraz go zabierzemy - Rzekł Kleryk i pokazał miejsce na głowie misia, zastępującego na tą chwilę dziecko, które polewa się wodą, żeby nie nalać jej ani do buzi ani do nosa, ani nie zalać oczu i nie zrobić dziecku krzywdy. A potem udając, że trzyma naczyńko w dłoni pokazał trzykrotne polewanie główki wodą wraz z wypowiadaniem formuły Chrztu. Przy czym przy każdym słowie przerywał i dopowiadał dlaczego tak, a nie inaczej.- Najpierw  bierzemy sobie w rękę naczyńko z wodą i pod główkę dziecka też coś podkładamy, żeby nie polać dziecku pościeli. Wyciągamy nad główką dłoń z naczyńkiem i nachylamy je tak, żeby prawie zaczęła płynąć z niego woda. I zaczynamy mówić: Wyobraźmy sobie, że to jest dziewczynka i mama nam mówi, jakie chce dać imię. Mówi na przykład, że życzy sobie, aby córeczka miała na imię Marta. Bierzemy do naczyńka wody i zdejmujemy Marcie czapeczkę z główki, bo przez czapkę nie chrzcimy. Dalej trzymając nachylone naczyńko nad główką Marty mówimy tak: „Marto, ja ciebie chrzczę.”  i teraz mówiąc słowa „W Imię Ojca,” polewamy troszkę główkę Marty. Przerywamy na sekundę polewanie, wypowiadamy słowa „I Syna”, a czasie wypowiadania słów „I Syna” znów troszkę polewamy. Wypowiadamy „I Ducha Świętego” znów podczas mówienia równocześnie polewając główkę wodą. Więc uważajcie, jeszcze raz. – Powiedział spokojnie i powoli Kleryk i znów naśladując polewanie tłumaczył po kolei, a potem jeszcze raz. 

-Widzicie? Teraz bierzemy misia na bok i każdy z was wyobrażając sobie, gdzie jest głowa dziecka, które ktoś trzyma, albo które po prostu leży sobie, porusza dłońmi i uczy się ochrzcić dziecko, żeby w razie czego umiał.- Tak każdy po kolei powtarzał formułę Chrztu z różnymi imionami, aż wszyscy zrobili to dobrze.

-Tylko pamiętajcie. Ochrzcić umiecie, ale robimy to tylko w wypadku, gdy nie ma kapłana, a dziecku grozi śmierć z jakiegoś powodu. Sakramentu chrztu Świętego dokonuje kapłan, a w tylko w nagłych wypadkach może i powinien to zrobić każdy człowiek. Od wczoraj omówiliśmy już Chrzest Święty, Spowiedź i Komunię Świętą. Po Komunii kolejnym Sakramentem jakiego Kościół udziela jest Bierzmowanie. Tego Sakramentu udziela ksiądz biskup, a w nagłych wypadkach może udzielić go każdy kapłan. Bierzmowanie to jest bardzo ważny Sakrament. On został ustanowiony w Wieczerniku. Pan Jezus zanim wstąpił do Nieba nakazał, ażeby Apostołowie nie odchodzi z Jerozolimy, póki nie zostaną napełnieni Mocą z Wysoka czyli z Nieba. I powiedział, że gdy zstąpi Duch Święty, nauczy Apostołów tego, czego jeszcze nie umieją. Zesłanie Ducha Świętego nastąpiło dziesięć dni po Wniebowstąpieniu Pana Jezusa. Uczniowie siedzieli wszyscy razem zamknięci w Wieczerniku, bo bardzo bali się Żydów i modlili się już całą noc. Nagle powstał ogromny szum, jakby gwałtowny wicher targnął Wieczernikiem i nad każdym z obecnych zapalił się płomyczek. To był znak z Nieba, że zostali napełnieni Duchem Świętym. Ogarnęła ich ogromna radość i odwaga. Zaczęli też naraz mówić różnymi językami jeden przez drugiego, I co najdziwniejsze, oni tych języków w ogóle nie znali, a teraz nagle modlili się nimi. Matka Boska była z nimi i też została napełniona Duchem Świętym. Nad Nią też zapalił się płomyczek. Było to dość wczesnym rankiem i ludzie po nocy wyszli już na ulice. Kiedy usłyszeli jakiś wielki szum w Wieczerniku, zaczęli zaglądać przez okno i gdy zobaczyli nietypowe zachowania, ale płomyków nie widzieli, więc zaczęli wołać, że uczniowie Pana Jezusa upili się młodym winem. Tymczasem wino piło się do posiłku tak jak u nas herbatę, a to był ranek i uczniowie śniadania jeszcze nie jedli, bo byli zajęci modlitwą. Kiedy Zesłanie się dokonało, Apostołowie otworzyli drzwi i wyszli do ludzi. Jeszcze chwilę temu bardzo się bali, a teraz odważnie zaczęli mówić głośno o Panu Jezusie. Tak napełnieni Duchem Świętym przemawiali do ludzi i w tym dniu ochrzcili aż trzy tysiące osób. I  na nowo ochrzczonych zstępował też  Duch Święty. Wszyscy byli Nim napełnieni i umocnieni. Ale Kościół pierwszych chrześcijan przeżywał bardzo trudne czasy, były okrutne prześladowania wyznawców Chrystusa, a po wielu, bo aż po trzystu latach już wreszcie prześladowania ustały i Kościół mógł się spokojnie rozwijać, papież i biskupi ustalili, że Sakramentu umocnienia Duchem Świętym czyli Bierzmowania będzie się udzielało, gdy człowiek będzie już po Pierwszej Komunii Świętej. Dlaczego po Pierwszej Komunii? A no, dlatego, że do tego Sakramentu człowiek musi być w stanie łaski uświecającej i musimy dodać, że Apostołowie też po Niej byli. Kiedy Ją przyjęli?

-W Wielki Czwartek podczas Ostatniej Wieczerzy!!!- Krzyknęli jakby nic nie robili tylko słuchali, a przecież każdy zajęty był pracą.

 -Obecnie bierzmuje się dopiero młodzież. Duch Święty zstępuje na każdego bierzmowanego i napełnia siedmioma Darami tak samo jak na Uczniów Pana Jezusa w Wieczerniku, a choć płomyczków nie widzimy, one są. Po Bierzmowaniu katolik staje się  jak gdyby żołnierzem Pana Jezusa dla mężnego wyznawania swojej wiary i do życia w taki sposób, jak nas Pan Jezus nauczył. Dlatego każdy katolik powinien przyjąć Sakrament Bierzmowania. Teraz wymienię wam wszystkie Dary Ducha Świętego: Ale tego na dziś nie musicie umieć. Mówię wam, żebyście wiedzieli ile daje nam Sakrament Bierzmowania.

1.    Dar Mądrości

2.    Dar Rozumu 

3.    Dar Rady

4.    Męstwa

5.    Dar Umiejętności

6.    Dar Pobożności

7.    Dar Bojaźni Bożej

I powiem jeszcze krótko w jaki sposób ksiądz biskup udziela tego Sakramentu. Jest to bardzo uroczysty obrzęd. Są przygotowane specjalne modlitwy, o których dowiecie się, gdy będziecie mieli do tego Sakramentu przystąpić. Ksiądz biskup robi znak krzyża na czole osoby bierzmowanej używając Oleju Krzyżma, a następnie uderza leciutko taką osobę w lewy policzek. A wiecie dlaczego?- Pokręcili głowami. Nie musieli jeszcze tego wiedzieć.- Otóż dlatego, że tym gestem biskup dokonuje jak gdyby pasowania na rycerza Chrystusowego. Jak w dawnych czasach król pasował kogoś na rycerza, to uderzał płaską stroną miecza w ramię. A biskup nie uderza mieczem w ramię tylko dłonią lekko w policzek, ale znaczenie jest takie samo. Od tej chwili bierzmowany jest rycerzem Pana Jezusa i ma obowiązek bronić wiary. Dziś wymagamy, żeby każdy kto chce wziąć ślub albo być rodzicem chrzestnym był bierzmowany, bo tylko umocniony Duchem Świętym przekaże swoim dzieciom i dzieciom chrzestnym wiarę w Boga. Dlatego powinniśmy często modlić się do Ducha Świętego, bo Duch Święty uświęca nas i umacnia w wierze.- Troszkę się zagapili słuchając  o Bierzmowaniu tak, że gdy Ksiądz Proboszcz wszedł do zakrystii prawie go nie zauważyli zajęci szybką pracą, żeby zdążyć przed Mszą  Świętą, więc poszedł jeszcze do konfesjonału, a gdy wrócił, cała chrzcielnica była pięknie opleciona girlandą, a pięknie ułożone czerwone wstążeczki i słomkowożółta rafia dodawały girlandzie jeszcze większego uroku. Ksiądz Proboszcz był zachwycony wystrojem chrzcielnicy i kościoła.

-Pięknie.- powiedział.- Pochwalę was wszystkich przed cała parafią.