Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

BABIE LATO

 

BABIE LATO – BAJKA

Była piękna złota jesień. Słoneczko świeciło jak w lipcu, na niebie nie było jednej chmurki. Pajączek Wicuś właśnie przebudził się ze snu i uświadomił sobie, że dawno nic nie jadł. „ Czas na podwieczorek”- Pomyślał sobie i wyjrzał ze swojej kryjówki za złocącym się listkiem topoli. Rozejrzał się wokoło i zmrużył oczy, bo właśnie patrzył pod słońce. Patrzy ł i dziwił się, bo właśnie z jego topoli oderwał się piękny wyzłocony listek, za nim drugi i poszybowały ku ziemi. „ Dlaczego one spadają?”- Spytał sam siebie. Patrzył i dziwił się. „ Co to może być? Jaka tak będzie dłużej, spadną i wszystkie i co zostanie na drzewie? Pod czym będę mieszkał?” W pewnej chwili silniej powiał psotny wiaterek. Oberwał z drzewa kilkanaście liści, które wirując poleciały ku ziemi.

-A mam cię!”- Krzyknął Wicuś. - Ja ci dam niszczyć moje drzewo!

-Wiuuu! – Odpowiedział wiatr i porwał kolejne listki.

Wicuś rozgniewał się nie na żarty. Zawołał groźnie:

- Dlaczego kradniesz moje listki?

- Twojjjeee? – zajęczał w odpowiedzi wiatr, a może Wicusiowi się tylko tak zdawało, że zajęczał. Może on wcale nie słyszał Wicusiowego wołania, bowiem pajączek miał maleńkie gardełko i cichutki głosik. Tego Wicuś naprawdę nie wiedział, że jego głosu może nie być słychać, zgłasza, jeśli się dmie między gałęziami skrzypiąc nimi i zawodząc.

_ A, nie, to nie!- Rozzłościł się pajączek. – Poradzę sobie i uratuję wszystkie listki na drzewie.- Zawołał. O pustym żołądku już dawno zapomniał. – Żadnemu listkowi już nie dam upaść. Uratuję je wszystkie!- zawołał triumfalnie i zaczął pleść pajęczą nić. Najpierw krótką, potem coraz dłuższą. Plótł i owijał nią listki. Robił sieć dookoła drzewa, żeby nie puszczać spadających liści. Nawet nie zauważył, że wiatr kołysząc gałązkami rwie misternie tkaną cieniusieńką nitkę. Zza listków wyjrzały pajączki.

-Co robisz, Wicusiu?- Pytały zaciekawione.

-Plotę sieć, żeby ratować listki.- Odpowiedział.

- Jak to? Dlaczego ratować?- dziwiły się pajączki.

Bronie listeczków przed wiatrem.

-Po co?- Nie mogły zrozumieć o co Wicusiowi chodzi.

- Oplatam liski pajęczą nicią i w ten sposób nie pozwalam im spadać. Bo wyobraźcie sobie, że wiatr- ten łobuz strąca je z drzew. Zabiera po prostu nasze listki! Co będzie z naszymi kryjówkami? Dlatego trzeba mu koniecznie przeszkodzić i zatrzymać listki na drzewie.

- A, wiesz co? Masz rację. Nie można mu na to pozwolić. Czekaj, my ci pomożemy – Zawołały pajączki i jeden przez drugiego zaczęły wyskakiwać ze swoich kryjówek. Wicuś nawet nie wiedział, że tylu ma przyjaciół. Wszystkie naraz zaczęły pleść nici. Oplatały nimi topolę i inne drzewa, krzewy i nawet wyższe trawy. Bo wszystko trzeba było ratować ich zdaniem. Nie minęło pół godziny , a słońcu skrzyła się piękna pajęcza sieć. A one plotły i plotły: W górę, w dół, w prawo, w lewo i jeszcze, jeszcze. Tak bardzo zajęły się pracą. Właściwie to już prawie zapomniały, dlaczego plotą, ale plotły i plotły. W tym czasie wracały z grzybów dwie wiejskie babcie- babcia Michalina i babcia Antosia. Grzybobranie było udane. Z trudem dźwigały pełne kosze prawdziwków, podgrzybków brunatnych i zajączków. Na wierzchu kosza Babci Antosi pyszniła się ogromna czubajka kania. Babcia była z niej dumna. Wyobrażała sobie ten przepyszny smak usmażonej na masełku czubajki. Wyszły z lasu na ścieżkę. Za nimi dreptał dziadek Kacper. I on dźwigał pełen kosz. Naraz Babcia Antosia postawiła kosz na ziemi i zaczęła trzeć nos, a potem twarz i Babcia Michalina zrobiła to samo.

- Co to jest?- dziwiły się –Całe półdnie nas twarz nie swędziała. Co to może być?

-Patrz Michalino, jakaś pajęczyna wisi w powietrzu. To pewnie ona przykleja się do naszych twarzy.

-Rzeczywiście! – Zawołała Babcia Michalina. – Ile tej pajęczyny! A czegoż to tyle jej natkały?

- A jak pięknie w słońcu błyszczy! Zupełnie jak złota nitka do haftowania.

-Złota, a tam w słońcu nie dość, że złota, kawałkami srebrna, to tęczowa.- Dodał dziadek Kacper.

Babcia Antosia wpadła na wspaniały pomysł.[i]

Wiesz co? – weźmy sobie do domu tych nici.

- Po co? – Zdziwiła się babcia Michalina.

- Ja mam piękną czerwoną spódnicę. Wyhaftuję tymi nićmi na niej złote róże.

- Michalina patrzyła początkowo z niedowierzaniem, a gdy babcia Antosia zabierała się już za zwijanie pajęczej nici, przypomniała sobie , że i ona ma nową ciemno- niebieska spódnicę. Róże jak róże, ale goździki by pięknie na niej wyglądały. Zaczęła także zwijać pajęcze nici. Zwijały delikatnie, żeby nie zerwać. Dziadek Kacper stanął i wsparłszy się pod boki kręcił głową z niedowierzaniem.

- Nie uda im się, nie uda. Przecież to cienka pajęcza nić.- Mruczał pod nosem. Pajączki już tego nie widziały. Były daleko i plotły bez wytchnienia. W pewnej chwili Wicuś zawrócił i spostrzegł co się dzieje. Zadrżał z gniewu i nic nikomu nie mówiąc zaczął owijać swoją nową nić wokół babci Michaliny. Nie minęła chwila, a była już dość mocno omotana. Spostrzegła to Antosia i dalejże odwijać kumoszkę. Żeby sprawniej poszło Babcia Michalina kręciła się w koło jak w tańcu. Wróciły pajączki i dalejże owijać dziadka. Po chwili na leśnej dróżce tańczył rozwijany dziadek. Kumoszki miały już spore kłębki pajęczych nitek.

_ To w nagrodę za naszą pracowitość- Cieszyła się babcia Antosia.- Grzybów mamy dużo, na pół zimy starczy.

- Oj, baby, baby- Śmiał się dziadek- Nie uda wam się wyszywanie pajęczymi nićmi. Zobaczcie, czy odwiniecie. Pajęczyna się klei.-

-Nie każda nić- Odpowiedziała babcia Antosia i sprobowała kawałek odwinąć, ale nić rzeczywiście kleiła się i rwała.

Nic z tego. – Zmartwiła się babcia Michalina. – A tyle się napracowałyśmy. Czym wyszyjemy nasze spódnice?

- Szykuje się wam wyprawa do pasmanterii po prawdziwe złote nici. – Śmiał się dziadek Kacper. Pajączki otoczyły ich i naprawdę miały ochotę zrobić z nich kokony.

- Dlaczego niszczycie naszą pracę? – Spytał Wicuś.- Pracujemy już tyle czasu, żeby opleść wszystkie drzewa i krzewy i uratować listki przed spadaniem.

-Przed spadaniem?- Spytał dziadek. Dlaczego?

Bo wiatr kradnie drzewom liście i niszczy nasze kryjówki za listkami. Nie będziemy miały gdzie się schronić przed deszczem.- Rozpaczał Wicuś.

- Nie martwcie się. – I tak nie zatrzymacie lata. Wasze sieci wiatr zerwie i ludzie przechodząc poplączą. A spać macie przez zimę gdzie. Zobaczcie, tam wysoko na drzewie jest pusta budka po ptaszkach, które już poleciały do ciepłych krajów. Tam będziecie miały wygodnie i cicho. Nie dosięgnie was ani deszcz, ani śnieg. Tam przezimujcie.-

Pajączki były wdzięczne dziadkowi. Tylko Wicuś miał pretensje.

-Tyle się napracowałyśmy i nic z tego. Tak nie może zostać.

- Penie , że nie może. – Zgodził się dziadek. – Wynikła z waszej pracy śmieszna historia. Babcie też chciały zatrzymać lato i wyszyć sobie na spódnicach złote kwiaty. Złote, jak wasze sieci w pięknym jesiennym słońcu i jak te złote liście z topoli, których tak dzielnie broniłyście prze wiatrem. Trzeba waszą pracę uczcić.

-A jak? – Spytały pajączki.

Mam nawet pewien pomysł- Odparł tajemniczo dziadek. Pajączki wpatrzyły się w niego.

- Nazwiemy waszą pajęczynkę Babim Latem na pamiątkę dzisiejszego zdarzenia.

Od tego czasu każdej jesieni, gdy słońce pięknie zaświeci i będzie piękna pogoda jak dziś, będziecie plotły sieć, a my powiemy wszystkim ludziom o waszej dzisiejszej pracy. Bo chciałyście przecież zatrzymać lato. A babim – temu, że wasza sieć jest tak pięknie i misternie tkana, że babcie pomyliły ą ze złotymi nićmi do wyszywania. –

Pajączkom spodobał się dziadkowy pomysł. Babciom także.

- W ten sposób wejdziemy do pięknej bajki o Babim Lecie. – Cieszyły się babcie. – Ty, Dzidku też wejdziesz do bajki.

-Ja? No tak, ja też. – Odpowiedział dziadek Kacper. – I wy też, pajączki. Przede wszystkim ty, Wicusiu.

-Ja?

- No tak, ty. Przede wszystkim ty. Bo ktokolwiek przeczyta tą bajkę, dowie się o pajączku Wicusiu, który chcąc ratować listki przez spadaniem drzew wymyślił sieć, która na początku jesieni oplata wszystko dookoła. A myśmy ją nazwali Babim Latem.

- A właściwie to jest nie babie, tylko pajączkowe lato. – Broniły się jeszcze pajączki, ale nazwa spodobała się wszystkim. I tak zostało.

Od tego czasu gdy jesienne słonko przygrzewa, pajączki plotą sieć, a ludzie mówią: O, Babie Lato przyszło.

 

 



[i] Ła