Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

BĄBELEK - bajeczka dla małych dzieci

BĄBELEK Była sobie mała dziewczynka. Tak mała, że piła mleczko z butelki przez smoczek. Pewnego dnia zagapiła się i nie dopiła do końca mleka z samego dna butelki. Na resztce mleka zgromadziło się wiele Bąbelków. Jeden z nich, najsprytniejszy, skorzystał z nieuwagi dziewczynki i przez dziurkę w smoczku wyskoczył na zewnątrz. Przeskoczył przez okno i pofrunął w świat porwany wiatrem. Dziewczynka patrzyła za nim, wyciągała rączki, ale on oddalał się od niej. Szybował po swoje przygody. Wiatr wiał z Zachodu, więc Bąbelek leciał na Wschód. Oglądał domy, drzewa i krzewy, rowy z wodą wyglądające jak wstążeczki i kolorowe muchomory pod lasem. Z lotu ptaka? Nie. Z lotu Bąbelka. Właśnie przelatywał nad łąką, na której pasły się Krowy. Wiatr przestał wiać i Bąbelek wylądował na krowim rogu. Krowa poczuwszy dodatkowy ciężar zapytała: -Muuu! Kto mi usiadł na rogu? Może to mucha? Uciekaj, bo mnie ugryziesz. A nie, to cię majtnę ogonem. - To ja, Bąbelek. – Odpowiedział przestraszony krągły jak piłeczka „lotnik”. Przyleciałem tu z miasta. Wyskoczyłem z buteleczki po mleczku należącej do małej dziewczynki. - No to sobie siedź.- Odpowiedziała przymilnie Krowa i zaczęła spokojnie skubać trawę. Wieczorem wszystkie krowy przyszły do obory. - Muuu! – Jesteśmy w oborze, czyli w domu. –Oświadczyła Krowa. - Nie podoba mi się tu. – Skrzywił się Bąbelek, ale Krowa zajęta była przeżuwaniem i niewiele ją obchodził pasażer podróżujący na gapę na czubku jej rogu. Wtem otworzyły się drzwi i do obory weszła pani z ogromnym wiadrem w jednej i stołkiem w drugiej dłoni. Krowy prędko ustawiły się w kolejce, żeby oddać wyprodukowane mleko. Pani siadła na stołku. -Chodź tu, Łaciata. – Poprosiła. Krowa podeszła i zaczęło się dojenie. Mleko ciurknęło raz i drugi a potem już ciurkało raz za razem. Kiedy spływało wąskimi strumyczkami do wiadra, na powierzchni udojonego mleka zaczęły się zbierać bąbelki. Było ich wiele, bardzo wiele i coraz więcej, aż utworzyły pianę tak grubą jak warstwa bitej śmietany na urodzinowym torcie. Było ich tak dużo, że Bąbelek nigdy by ich nie policzył, bo nawet do dziesięciu nie umiał liczyć, a ich było, bardzo, bardzo dużo. Może aż z milion. - One są takie same jak ja!- Ucieszył się Bąbelek i zeskoczył w sam środek wiadra. -Cześć, kolego. – Powitały go Bąbelki. – Skąd się tu wziąłeś? Jesteś zimny, więc nie pochodzisz z naszego udoju. Przyznaj się zaraz, bo pomyślimy, że jesteś naszym wrogiem i wcale nie pochodzisz od krowy. Może od kozy, albo, albo… No, gadaj prędzej, bo już nas kolejne bąbelki przykrywają.- Cóż było robić? Bąbelek opowiedział, jak to wyleciał z buteleczki, szybował z wiatrem na łąkę, a potem na krowim roku przyjechał do obory. - A teraz, kiedy spotkałem was, zeskoczyłem z krowiego rogu do wiadra, bo jesteście moimi braćmi. I chcę być z wami. – Zakończył opowiadanie Bąbelek. Wszystkie bąbelki słuchały z zaciekawieniem tego opowiadania. Żaden z nich nie potrafił wyobrazić sobie jak to jest wyskakiwać z butelki, a potem lecieć w powietrzu jak puszek od mlecza, który widziała krowa, gdy nieopatrznie trąciła pyskiem dmuchawiec. Żaden nie wiedział jak to jest płynąć sobie w powietrzu jak balonik i oglądać świat z lotu ptaka. Świat, którego jeszcze nie znały. Nikt z nich nie wyobrażał sobie, jak to wspaniale jest podróżować na krowim rogu, a potem skakać z niego jak z trampoliny wprost do wiadra z mlekiem. Musiał wiec opowiadać, opowiadać, a one słuchały i słuchały, aż nauczyły się na pamięć tej historyjki. Na drugi dzień Bąbelki z lekiem wlano do butelek i zawieziono do miasta. Jaka była radość dziewczynki, gdy w swojej buteleczce zauważyła zgubiony Bąbelek tańczący w towarzystwie innych Bąbelków. - Witamy cię, mała dziewczynko, o której tyle słyszałyśmy! – Zaszumiały wszystkie Bąbelki naraz i tanecznym krokiem wpłynęły do jej buzi.