Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

CORAZ GORSZA SUSZA

CORAZ GORSZA SUSZA
Mamy piękną suszę, nie pierwszą w tym wieku,
Oraz piękne lato prawda mój człowieku?
Dużo słońca, żaru i dla odpoczynku,
Chłód aby nie było zbyt ciepło dziewczynkom

Ubranym w spodenki ciasne bo do linii,
Bo dama chce piękną być niczym bogini,
Choć piękną by była w ozdobnej sukience,
Opalona buzia i zadbane ręce.

Dziewczęta jak kwiatki, chłopcy jak rumaki,
To tylko do wiersza wstęp spokojny taki,
Bo widok ze sceny wielkomiejskich ulic,
Na nic nie wskazując, niepokoje tuli.

Sklepy zawalone towarem po dachy,
Na giełdach arbuzy rzucane z rozmachem, 
Kto nie ma kontaktu ze wsią, nic nie widzi,
I z wszelkich przesłanek o głodzie dziś szydzi,

Nie wiedząc, że co się na polach zrodziło,
Mocno podlewane i pryskane było.
Gdyby nie pryskanie, zjadłyby robale,
Lecz dla nieznających to już są detale.

Gdyby nie podlewać, nic by nie urosło,
I już dziś do krachu na rynkach by doszło,
Ziemniaki by były może jak orzechy
Strata nie zarobek, łzy nie miejskie śmiechy.

Rolnik wodę leje, studnie wykopuje,
Bowiem woda z sieci się nie kalkuluje,
Lecz ta musi obrót mieć stale w przyrodzie,
Bowiem wszystko żyje właśnie dzięki wodzie.

Trochę korzeń weźmie, reszta wyparuje,
Lecz powrót do ziemi jej nie następuje,
Bo z chmury pokropi jak księdzu z kropidła,
I pójdzie jak gdyby chmurce dał ktoś skrzydła.

A jeśli już opad to grad niczym jajo,
Kule, co urosło, w momencie strzaskają,
Tu trąba powietrzna, gdzieś w świecie powodzie,
Jakby pomyliły się kierunki wodzie.

Ziemia jest tak sucha, że pyli jak plaża,
I to coraz częściej niestety sie zdarza,
A jeszcze rolnicy pola odrolniają,
Nie widząc perspektyw hektary sprzedają.

Gdy nie ma gdzie sprzedać towaru, nie sieje,
Reszta ról przy braku deszczu stepowieje,
Zaś ci, co kupili działkę pod budowę,
Raczej trawnikami zawracają głowę.

Dawniej przy posesjach były ogródeczki,
Sady, warzywniki, agresty, porzeczki,
A teraz nie sady lecz modne iglaki,
Bo dziś rekreacja daje się we znaki.

A to co na polach, już na pól zaschnięte,
Kartofle maluśkie i łęty zwiędnięte,
Zboża doszły wcześniej ziarno nieco chude,
Widać, że o wodę bój przegrało z trudem.

Owoce mniej płodne, bo mróz był o kwiecie,
Nie wiem czy mieszczuchy o tym wszystkim wiecie?
Gadacie, że drogo, lecz swoje robicie,
To znaczy, że sprawą tą się nie martwicie.

Jest w sklepie, to dobrze, wszyscy o tym wiedzą,
I po to na stołkach kierownicy siedzą,
Żeby sprowadzali choćby zza granicy,
Bo niby są lepsi gdzieś indziej rolnicy.

Bo lepsze dopłaty, lepiej się opłaca,
Bo im w razie czego państwo więcej zwraca,
A u nas produkcja widać do niczego,
I nie ma co trzymać rolnictwa naszego.

Ale tak gadają ci, co nic nie wiedzą,
Co tylko po parkach i na wczasach siedzą,
Resztę czasu w biurze, albo w samochodzie,
A w dzień wolny pędzą ku jakiej bądź wodzie.

Co widzą przez okna aut nie rozróżniają,
Bo marne pojęcie o uprawach mają.
Rośnie czy nie rośnie, co ich to obchodzi,
Co jest oziminą, wschodzi czy nie wschodzi,

Będzie żer dla zwierząt, czy też woda w stawach,
To nie ich codzienna lecz rolnika sprawa,
Zatem niech się stara, oni potrzebują,
Odpowiedzialności najmnijszej nie czują,

A jeśli jest w sklepach, to normalne przecie,
Sklepów i towaru jest pełno na świecie,
Jak nie z tego kraju to z tego niech wiozą,
Nikt nic nie ma przeciw chemicznym nawozom,

I tak żyje miasto nie znając problemu,
Bo kto by się martwił drobiazgiem i czemu,
Chleb idzie na śmietnik, gdy wczoraj kupiony,
Aby nie był czerstwy gdy ma być jedzony,

Ale też radośni niektórzy na wieści,
Że ziarno niepełne wiecej otrąb zmieści,
Bo mąka niezdrowa, bo chleba się nie je,
I co drugi jakieś błędne zdania sieje.

Coś tam wyczytali o ziarnie i chlebie,
Że organizm w innej jest dzisiaj potrzebie,
Wystarczą jogurty, otręby, surówki
I zupki z torebki musli oraz chrupki.

Tymczasem surówek nie będzie przy suszy,
Gdy się okopowych nać już teraz kruszy,
Owoców połowa tylko ocalała,
Bo fala przymrozków wiosną przeleciała.

Jogurty? Z Biedronki? Ach biedne robaczki,
Kiedy na jogurty przerobią ich flaczki!
Bo niestety, wielu nie wie skąd nabiały,
A gdy trawa zeschła, skąd krowy żer miały?

Słoma niepotrzebna gdy krów mało mają,
Sieczki ani siana bydłem nie skarmiają,
Koń też sieczki nie chce bo dziś mechaniczny,
Co z tego, że lakier wyjątkowo śliczny? 

Młodzież blado-sina stale osłabiona,
Jakby przez maszynkę na pół przerobiona,
Chleba z masłem nie zje, bo tego się nie je,
Bo ktoś propagandę złą do głów im sieje.

Zatem gdy pogardą Bożych darów grzeszą,
Pewnie otrębami nawet się ucieszą,
Nie wiedąc, że ziarno jest podstawą życia,
A chleb jest podstawą żywienia bez krycia.

Jelito ma grubość i długość jak trzeba,
Enzymy by człowiek zjadł mięsa i chleba,
Soki żoładkowe tak pięknie dobrane,
Ażeby pokarmy były rozkładane.

Nie ma niepotrzebnych składników w zywieniu,
Nic nie może zostać w nieświadomym cieniu,
Bo wszystko zostało stworzone dla ludzi,
Zatem niech gardzący prędko się przebudzi,

Boga nie obraża pogardzeniem chleba,
Bo ten pokarm Bóg dał w nazwie pierwszy z Nieba.
Najważniejszy pokarm chlebem jest nazwany,
I w tej nazwie w Raju był już ludziom dany.

Nie o mięsie Pan Bóg mówił do Adama,
Lecz, że w pocie czoła łaska chleba dana.
Zatem chleb jest pierwszy, a reszta do niego
Świat się nie obędzie bez pokarmu tego.

Jakby go nie nazwać i w jakim języku,
Czy w pięknym bochenku czy też w podpłomyku,
Lecz jest chlebem zawsze i strawą z ziarn wzięty,
Zatem od zarania potrzebny i święty.

A jak ty człowiecze wieku obecnego
Z pogardą odnosisz się właśnie do niego,
To obrażasz Boga, który ten dar święty
Dał na Swój Sakrament, bo chleb z Raju wzięty!

Zatem ni drwić z chleba ni deptać nie trzeba,
Bośmy wysłużyli głód na karę z Nieba.
A tony żywnosci dzisiaj marnowane,
Jeszcze pogarszają Bożej Kary ranę.

Susza z roku na rok jest słowem od Boga,
Więc nie obojętność lecz skrucha i trwoga.
Handel swoje powie, bo handlarz jest łasy,
I nadejdą na nas niedostatku czasy.

Ceny idą w górę i pójdą wysoko,
Dorównując różnym produkcyjnym krokom,
Obojętnie co ma być właśnie sprzedane,
Ceny będą ostro w górę windowane,

A człowiek by zjeść coś musi zawsze płacić,
Obojętnie ile miałby w sklepie stracić. 
Może gdy zabraknie na przednówku chleba,
Ten i ów się zbudzi wznosząc wzrok do Nieba.

Może ci Polaku właśnie głodu trzeba,
Bo Bóg wstrzymał deszcze wiedząc, że ich trzeba.
Zatem jest to Kara z roku na rok większa,
Bowiem wina ludzka jest co roku cięższa.

A jeśli nie wierzysz, czytaj Przykazania
I módl się bo Pan Bóg czeka twego zdania.
I czeka wielkiego Polski nawrócenia,
Bo Bóg nie chce kary, lecz dać nam jedzenia.

A jeśli my sami karę wymuszamy,
To niech choć pretensje nie do Niego mamy,
Lecz powiedzmy prosto, żeśmy zasłużyli,
Bo nie po Bożemu żeśmy dotąd żyli.

LIPIEC, ŻNIWA 2019