Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

DZIŚ JESZCZE BOGACTWO IM JEST PANEM

DZIŚ JESZCZE BOGACTWO IM JEST PANEM

Są biedni i bogaci na tym ogromnym świecie,
I jaki stan w tej chwili w tym wierszu dostrzeżecie,
Bogaci mają wszystko, a domy jak pałace,
Po kilka samochodów i nad morzami dacze.

Niektórzy samoloty a i lotniska mają,
Żaglówką, łódką, jachtem na morza wypływają,
Zamczysko gdzieś na wyspie, pół lasu i majątki,
Połowę cudów świata, a ród z historii wątkiem,

Byle więcej, bogaciej i jedni przed drugimi,
By bardziej się nacieszyć tutaj dobrami swymi,
Aż nawet mu samochód jego na Wieczną Drogę dają,
A czasem złotą blachą mu trumnę obijają.

Ten ważny, ten ważniejszy, ten dumny, ten dumniejszy,
Ten wielki, a ten większy, ten ciężki, a ten cięższy.
Jeden drugimi gardzi, drugi się z trzecich śmieje,
Wciąż źle mu, bo deszcz pada, albo go słońce grzeje.

Tak dumny, że by słońcem oraz gwiazdami rządził,
Pół świata, nawet cały, uczciwie by osądził,
A gdyby Bogiem mógł być i trawą by zarządził,
Co wzeszła gdzieś pod stogiem i w sądach by nie błądził.

On by nikomu nie dał, Bo przecież wszystko jego,
Albo by dawał wszystkim, co mają mniej od niego,
Ale przepraszam, z czyjej dawałby tak kieszeni?
Komu dałby uchodźców? Do czyjej prąc ich sieni?

Do swojej? Nie. do obcej. Jego nienaruszalna,
Wszystkich zwie patologią, jego mość zaś normalna.
Tymczasem jest odwrotnie, bo pycha go rozpiera,
Ona go karmi, poi, kołysze i ubiera,

Nie dając mu spokoju, bo wciąż mu czegoś mało,
I szuka nie wiem czego, bo więcej by się miało.
Pycha jest z piekła rodem, z owego wężowiska,
I ona jadem na świat i jego dzieci tryska.

Kto tego nie dostrzeże i oczu nie zasłoni,
Ona go w garści zamknie, diabelska moc dogoni.
Pycha jest cieżkim grzechem, na pierwszym planie stoi,
Więc tylko pyszny mężnie przed Panem Bogiem stoi,

A raczej ignoruje, Boga i Wieczność całą,
On chce żyć wciąż na ziemi, bo wciąż zdobyczy mało.
I ciągnąć i zdobywać z najdalszych kątów świata,
Już wszędzie był, a jeszcze gdzieś niepotrzebnie lata.

Lecz gdy majątek pracą uczciwą uzyskany,
Nie płacze nad nim człowiek przez bossa wyzyskany,
Choć ludzie mu zazdroszczą, sumienie ma spokojne,
To choć mu jeszcze mało, to często garście hojne.

Lecz jeśli ludzką krzywdą bogaci się pyszałek,
Runie prędzej czy później, bo jego dom z zapałek.
I samospełniająca się przepowiednia ziści,
Bo on powodem burzy i ludzkiej nienawiści.

Więc miej tu moc rozwagi bogaty pyszny człecze,
Co umknie ludzkim oczom, przed Bogiem nie uciecze.
Gdyż On zna powiązania, sny myśli i zapędy,
Kto jaką poszedł drogą, czy wrócił i którędy.

Może błogosławieństwem tobie jest czas choroby długiej,
To czas na przemyślenia i na pokuty strugi.
Wówczas zobaczyć może sam siebie bez kozery,
I może wreszcie z sobą być oraz z Bogiem szczery.

Ujrzy stan ludzkiej nędzy, gdy ruszyć się nie może,
Choć życie wartko płynie na oknem gdzieś na dworze.
A on boleści łoże może całować teraz,
Bo to ostatnia szansa pokutny płaszcz ubierać.

I powie-wielkim w życiu w swym otoczeniu byłem,
Tak dużo pracowałem, ale nic nie zrobiłem.
Dopiero teraz widzę, że zmarnowałem życie,
Więc żałuj, póki żyjesz, módl się i płacz obficie.

Bo to wygodne życie przeminie jak trzask z bata,
Umrze tak samo biedny jak i bogaty świata.
Choć ma bogate łoże i dziesięć pielęgniarek,
Klinikę z wygodami, duch ujdzie nad bezmiarem.

I wtedy przerażony ujrzy samotność taką,
Jak tu na ziemi bywa dawana wciąż biedakom.
Tym co ostatnim ciuchem podzielą się z innymi,
Byleby i ten drugi czuł miłość na tej ziemi.

I stanie ów bogaty niesamowicie goły
Drżący z lęku i zimna już teraz niewesoły.
Ujrzy choćby z daleka, czarną ogromną dziurę,
Nad sobą coś groźnego jakby piekielną chmurę.

I zanim się obejrzy, zostanie wypytany
Przez kogo? Może nie wie, bo Bóg mu jest nieznany.
Bo  w życiu Go omijał, mówiąc, że nie istnieje,
A tu się coś dziwnego z nim w Boskich rękach dzieje.

Ujawnią powiązania i zdziwi się bogaty,
Zapragnie nagle biedy i rozwalonej chaty,
Zupiny z byle czego, miłości jak u matki,
Która karmiła piersią tuląc do siebie dziatki,

Lecz będzie już za późno, bo życie przeminęło,
I brało to co w pysze w ręce się nawinęło,
Ale traktował ludzi jak niższych sobie rzędem,
Już jadąc ku Otchłani pychą nadanym pędem.

Teraz Sąd nad nim ostry, bo Miłość sądzi jego,
Na wagę kładą dobroć, oraz pazerność jego.
Liczą mu sprawiedliwie, co w pysze było brane
Ale i co z miłości oraz litości dane.

I różnie to być może, gdy się bogactwem dzielił,
By różni biedni ludzie dobry pożytek mieli,
Może zbudował kościół, dom dziecka i hospicja,
Samochód kupił straży, dostała coś policja,

A robił to z miłości, lecz broń go Bóg, do siebie,
Może być tu ratunek i on się znajdzie w Niebie,
Lecz jeśli egoistą był w życiu tym pyszałek,
Rozpadł się dom doczesny jak pada dom z zapałek.

I coś zbudował w życiu, pychą nie dobrem wsparte,
A fundamenty domu na lotnym piasku wsparte,
Upadł on choć był twierdzą, rozkradną twe bogactwo,
Znajdą do niego dostęp cwaniacy przez piractwo,

A jeśli krzywdził ludzi na zdrowiu i na duszy,
Jeśli im zabrał własność w swego sumienia głuszy,
Aj, biada bogaczowi, zapłacić teraz trzeba,
A wyrok sprawiedliwy otrzyma z wyżyn Nieba.

Nie ludzie go osądzą, oni nie mają siły,
Choć pokolenia całe pod jego presją żyły,
Osądzi Sprawiedliwość w Osobie Pana Boga,
A ona przejrzy wszystko i jest w osądzie sroga.
 
I bogacz wpadnie w Otchłań, z której nie będzie drogi,
Przeklnie bogactwo ziemskie i wszystkie jego bogi.
Już cofnąć się nie może, bramy się zatrzasnęły,
A jego ziemskie dobra już czyjeś dłonie wzięły.

I kiedy już ów bogacz w Otchłani dni policzy,
Nawet gdy już nienawiść bogactwa głośno krzyczy,
Nawet gdy nienawidzi już łóż i samolotów,
Nawet gdy już pod mostem z pokory mieszkać gotów,

Za późno. Przeminęło. Zbyt późno się zbudziłeś.
Zbyt dużo złego ludziom i Bogu uczyniłeś.
Nie żałowałeś nigdy, ani się nawracałeś,
Co chciałeś w życiu zyskać, to teraz uzyskałeś.

STYCZEŃ 2020