Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

WIELKANOCNY KATECHETA

WIELKANOCNY KATECHETA

CZĘŚĆ PIERWSZA

Nad polami, nad lasami,
Leci wróbel z wróbliczkami.
I ćwierkają ile wejdzie,
Że  zaraza kiedyś przejdzie.

Oby tak się wreszcie stało,
A Wielkanoc w Boże Ciało.
Wtedy zamiast kosza róży,
Wian kiełbasy weźmiesz duży.

A do tego jajek tuzin,
Chlebek z makiem dosyć duży,
I w procesji z dziewczynkami,
Pójdą ludzie z święconkami.

Bo w tym roku rządzi świrus,
Który u Chińczyków wyrósł.
Lecz Wy dziarsko się trzymajcie
I świrusa przeganiajcie.

Alleluja niech w to wkroczy
I cieszcie się z Wielkanocy.
Swoim księżom błogosławcie,
W bohaterów stan ich wstawcie.

CZĘŚĆ DRUGA
Wróble lecą i ćwierkają,
Stan kapłański wysławiają,
Bury ptaszek uczy ludzi
I do księży miłość budzi.

Jeśli tu zaraza gości,
To zostawcie ludzie złości,
Ptaszek małym dziobkiem rusza,
Ksiądz to sposób na świrusa.

Ksiądz zaradzi, lecz słuchajcie,
I się prędko nawracajcie.
Bo Wielkanoc bez kapłana,
I bez Mszy jest wam dziś dana.

Kościól klamki ma zamknięte,
Świętujecie bez Mszy Świętej.
Zaś my ptaszki sposób mamy,
Że na gzymsach przysiadamy.

Pomodlimy się ćwierkaniem,
Po śniadaniu, przed śniadaniem,
A wy jakście się modlili,
Tak na los ten zasłużyli?

Dziś potrzebni wam lekarze,
Wobec świrusowych zdarzeń,
Im stawiacie piedestały,
A ksiądz przy nich bardzo mały?

My zjadamy resztki chleba,
Których wam nie bardzo trzeba.
Resztki ziaren jemy przecie,
Których wy nie szanujecie.

Bóg nas karmi, Bóg nas poi,
Lecz wróbel się Boga boi,
A wy Boga odrzucacie,
Więc święconki też nie macie.

Jeśli jadło marnujecie,
Nad nim modlić się nie chcecie,
Poczekajcie ze święconym,
Aż świat będzie nawrócony.

I nie tylko do lekarza,
Gdy przypadłość się przydarza.
Najpierw ksiądz, niech choć rozgrzeszy,
Gdy karetka do was śpieszy.

W takiej zbroi do szpitala,
Gdy choroba z nóg was zwala.
Jeśi kapłan dojść nie może,
Niech rozgrzeszy was na dworze.

Jeśli świrus zakrólował,
Dłoń kapłańska choć gotowa,
Dać Olejów ci nie może,
Ale tak choć cię wspomoże.
 
Macie maski dla ochrony,
A oni są bez osłony.
Szpital dla swych pracowników,
Zabezpieczeń ma bez liku.

Księżmi nikt się nie przejmuje,
Uniformów nie funduje.
Żadnych masek im nie szyją,
Tak wśród wiernych księża żyją.

Ksiądz spowiada, Msze sprawuje,
Nawet kiedy źle się czuje.
Gdy już lekarz nic nie może,
Jeszcze duszy ksiądz pomoże.

Kiedy lekarz odstępuje,
Wtedy kapłan dostępuje,
Biała komża strojem jego,
Uniformu zaś żadnego.

Czy się boi czy nie boi,
Tym kapłaństwo światłem stoi.
Jest odważny jak nikt w świecie,
Tak jak Chrystus żył na świecie.

Wróbel dalej przelatuje,
W locie wciąż katechizuje.
W prawo w lewo w locie buja
Krzycząc dziarsko: Alleluja!!!

KWIECIEŃ 2020
WIELKANOC W CZASIE ZARAZY KORONAWIRUSA