Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

OSTATECZNA SZANSA

 

OSTATECZNA SZANSA
To nam co początkach trudnych lat zadano,
Zarazę ukrycie gdzieś wyhodowaną.
Trwają przepychanki kto oraz dlaczego,
Nikt się nie chce przyznać do morderstwa tego.

Bakcyla działaniem własnym zmutowali,
Coś wzięli, coś dali, jeszcze czymś wzmacniali,
Żeby działał lepiej i wybił pół świata,
Nieważne czy trzaśnie przy okazji brata.

Licżą, ilu umrze w świecie w tej zarazie,
Jak w Apokalipsy scenerii obrazie,
Żeby  było więcej, wszystko podciągają,
Na co tylko  w świecie ludzie umierają.

Nie ma innej śmierci według statystyki,
Bo trochę za słabo biją wirusiki,
Poczekajcie trochę na dłoń Pana Boga,
Nie tylko nam będzie ale i wam trwoga.

Jakiekolwiek  będą kierunki zarazy,
Wspólna droga wiedzie do boskiej obrazy,
Łamania Przykazań, obłudy i złości,
Gdy Bóg dłoń uniesie, chwyci los całości.

Jaką bronią walczysz, taką cios otrzymasz,
Choć się moze teraz czytając to zżymasz.
Ale nie da rady, Bóg kary wymierzy,
Nie szczędząc nikogo kto dziś trwogą mierzy.

Krzyż na Niebie błyśnie, nim się obejrzycie,
Też się trząść będziecie o swe własne życie.
Choćbyście mówili, że to widowisko,
Jak hukną pioruny, zrozumiecie wszystko.

Nie będzie zwycięzców ani zwyciężonych,
Każdy czyn niegodny musi być pomszczony.
Przez samego Boga, bo nie drwi się z Niego,
Traktuje z godnością święte Bóstwo Jego.

Moc Jego ogromna oraz cześć przemożna,
Dłoń Jego królewska władcza i wielmożna,
Co raz postanowił, na pewno dokona,
Wstrząśnięta zostanie każda świata strona.

Nikt się nie ostanie z wyroku Bożego,
Kto dłoń podniósł dumnie na życie bliźniego.
Ni panie łon swoich, ni ci co zło knują
I w łożnicach śmierci maleństwa mordują.

Ni ci, co nieprawdę o aborcjach klepią,
Ni ci co poronne dziwne środki trzepią.
Ni ci co na biedzie ludzkiej zarabiają,
Ni ci, co nieprawdy dzieci nauczają.

Prawdy odwracaczom też Bóg nie przebaczy,
Aż nie padną widząc, co Boska dłoń znaczy.
Mówiącym, że zlepkiem są pierwsze dni płodu,
Wieczystego dozna taki ktoś zawodu.

W Wieczności miliardy takich istnień młodych,
Co nie otrzymały nawet chrzcielnej wody,
Nie dano miłości, ich krew z ziemi woła,
Zabrano im przy tym dostęp do Kościoła.

Bóg zaś zna je wszystkie i te bez imienia,
Skazane w początkach na ogrom cierpienia,
Bóg policzył dusze, których ludzkie ciała,
Wszelka broń zbrodnicza zaatakowała.

Karabinem bite, skrycie mordowane,
Trute i do walki wszelkiej wystawiane.
I te, którym leki niewłaściwe dano
I te, których leków dobrych pozbawiano.

Tych, które zginęły różnie uduszone,
I tych co z rozpaczy poszły w śmierci stronę.
Bóg przyjął je wszystkie choć różnie osądził,
I zawsze właściwie, a nigdy nie zbłądził.

Może, że z nich wielu mordercy są w świecie,
I mogą być nawet jeszcze w wieku kwiecie,
Nie szkodzi, ci mają już na duszy plamę,
Czy żyją w ukryciu, czy gdzieś tworzą zamęt.

Choćby się ukryli i w podziemnych miastach,
Bóg ich i tam znajdzie, dłoń wzniesie- wam basta!
Pokaże kierunek wszystkim przed Tron Boży,
I każdy się krzyżem natychmiast położy,

Drżąc przed Sprawiedliwym i znając swe grzechy,
I nie bedzie żadnej ulgii czy pociechy.
Mordercy, złodzieje, podpalacze świata,
Gniewliwi mężowie oraz zdrajcy brata.

Nawet jeśli teraz chodzą niczym pawie,
Latają pod niebem jak lotne żurawie,
Tyle satysfakcji ich co tu wywiną,
Bo w czeluściach piekła n wiek wieków zginą.

Jest jeden warunek, to póki żyjecie,
I przyszłości piekła uniknąć zechcecie,
Spowiedź i pokuta, wielkie nawrócenie,
Tylko to oddalić może potępienie.

Maj 2020