Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

COVIDOWE ZAMYŚLENIA -trójwiersz

COVIDOWE ZAMYŚLENIA

CZĘŚĆ PIERWSZA

CO BYŁO I JEST
Pan Bóg jest cierpliwy, ale nie ze wszystkim,
Czasem się zdarzają więc kar Boskich czystki,
Żeby wtedy chodzić po rozum do głowy,
gotowym.
Człowiek na pokutę wciąż byłby gotowy.

Ale tak już bywa, że pamięć zawodzi,
I człowiek się ciągle marzeniami zwodzi,
Gdy tamto nie wyszło, może się odwróci,
Najlepiej zaś gdy myśl nędzną się porzuci.

Tamto to przypadek, więcej się nie zdarzy
Nie ma co zasmucać duszy oraz twarzy.
Tłumaczą po ludzku wszelkie dziwne sprawy,
Czas spektakularny, dobry dla zabawy.

I co się zdarzyło, już jest zapomniane,
A wnioski ze zdarzeń często pomijane,
Było, poszło, koniec, nowa gra, dni nowe,
Zima przeminęła, już są dni majowe.

Ciotkę pochowano, a może rodzica,
Tak chwile pechowe ktoś nocą wylicza.
Pusto na pogrzebie i stypy nie było,
A ochrzczono skromnie, co się urodziło.

Był obiadek w karczmie razem z noworodkiem,
Po obiadku kawa i do kawki słodkie.
Ale ktoś życzliwy" pozazdrościł świętu
Powiadomił władze swą pychą nadętą.

Zaraz przyjechali, a było ich wielu,
Zbrojni niczym ZOMO dawniej w PRL-u.
Wypisali karę karczmy właścicielom
Oraz wszystkim gościom, choć było niewielu.

Za sumę tej kary ze dwa samochody,
Kupiliby razem z dniach zwykłej swobody.
Ale jest zaraza i zakaz zgromadzeń,
Więc nawet chrzcin małych nie kładź na ich wadze.

Tak to przeszła zima, wiosna zawitała,
Jak zwykle na drzewach pąki rozwijała,
Rozkwitały parki, rozśpiewały lasy,
Tylko ludzie mają jakieś dziwne czasy.

Nie idź na powietrze, nie wychodzić z domu,
Nie stawaj na plotkach, bo zaszkodzisz komu.
A nie wchodź do sklepu, a nie wychodź z grajdołka,
Wszystkie przeziębienie do wspólnego dołka.

Masz katar, czy kaszel czy w gardle cię drapie,
Czy też ktoś zmęczony trochę w nocy chrapie,
Boli go kolano i ledwo się rusza,
To wszystko przez tego koronawirusa.

A jak ci nic nie jest toś także jest chory,
Mają ten zarazek i niektóre stwory,
Na teście im wyszedł wirus też u kozy,
I w środku owocu, co dodaje grozy.

Musisz zachorować, bo nie ma wyboru,
To decyzja mądrych z nieznanego dworu.
Więc zdrowy też chory tylko nie wykryty,
Tak trąbią codziennie ludziskom trąbity.

Choć żeś zdrów jak ryba, nic ci nie dolega,
Toś owa zaraza i na tym polega.
I nie udowodnisz, żeś jak byk jest zdrowy,
Bo nikt ci uwierzyć nie jest już gotowy.

Skoro stoisz, toś jest chory i umierasz,
Bowiem miejsce w świecie komuś tam zabierasz.
Jednego dnia wilkiem człowiek bliźnim stał się,
 Od dziś nie "dzień dobry", lecz prędko "odwal się".

Jakby to ludzkość świata przyjaciół nie miała,
Samotność okrutna wszystkich przywitała
Z lękiem połączona, z okrucieństwem w zmowie,
Tylko na syrenie lata pogotowie.

Co wozi i kogo? Z wypadku, z zarazy?
Za nimi policja powagi doważy,
Ze szpitali chorych do domów zwolnili,
Zakaźne oddziały w zarazie robili.

Nie ważne czy zdrowi, tylko doleczani,
Czy jeszcze do końca nie zdiagnozowani.
Do domu i koniec, a co dalej będzie?
Umrzesz? To na Covid, bo powszechny wszędzie.

Przedszkola i szkoły prędziutko zamknęli,
Dzieci przed komputer do nauki wzięli,
Rodzicom, co wolne się nie należało,
Wszystkim wolne dali, dołożą gdy mało.

Wszystkim kwarantanny by w domach siedzieli,
I zakupów kiedy wykonać nie mieli,
Bo policja jeździ i broni chodzenia,
Tylko wolontariusz kupi ci jedzenia.

Tak przyszła Wielkanoc w scenerii zarazy,
Choć ma swój obrządek miły w wiośnie twarzy.
A tu zabroniono nawet wysłać kartki,
I stanął na poczcie życzeń strumień wartki.

Na kartce jest Covid, na rękach na twarzy,
Nieważne, że ktoś tam o pamięci marzy.
Nie przyjdą tym razem życzenia od dzieci
I pustka w babcinym domu we łzach świeci.

Dzieci bardzo pilnie, o mamusię dbają,
Więc zakaźnych życzeń jej nie wysyłają.
A mamusia z żalu tak się rozpłakała,
Że z tego powodu zawału dostała.

Wierni katolicy swe obrządki mają
I wszyscy Wielkanoc ogromnie kochają,
A tu z zakupami kłopot niemożliwy,
Bo ponoć zabija wokół wirus żywy.

Zakupy- te tylko co najpotrzebniejsze,
A które? Nie dali ustawy na to i najmniejszej.
Za to nowe ZOMO używa dokładnie,
Waląc mandat za co tylko przypadnie.

Za mleko kupione, bo nie najważniejsze,
Skargi się od ludzi słyszy najróżniejsze,
Idą internetem, przez nieliczne ploty,
Na spacer po miastach nie mogą wyjść koty,

Bo kot ma kuwetę, zniewolono kota,
Ot, to się zdarzyła policji robota!
Pies, owszem więc ludzie psiaki pożyczają
I tak się na spacer cichcem wymykają.

Kto zaś kwarantannę czemuś tam zalicza,
Zawet psu się zakaz wychodzenia wlicza,
Zatem na podłogę i sprzątaj po Burku
Choć zawsze co trzeba robił na podwórku.

I na te kłopoty na te łzy i żale,
Nawet do kościoła nie można pójść wcale,
Bo jak złapią, koniec! Mandat tak ogromny,
Że pół roku płacisz z emerytur skromnych.

Do kościoła nie wchodź, bo tam wirus siedzi,
Nawet zabroniono chodzić do Spowiedzi,
A tu idą Święta, spowiadać się trzeba,
Spowiedź wielkanocna przepustką do nieba.

Na Mszę? O! Na pewno? Przecież zabroniono!
Bo mamy społeczność całą zakażoną!
Co dzień więcej chorych, telewizja klepie,
I tak ludzkie dusze wielkim strachem trzepie.

Msza przez telewizor najwyżej, nic więcej
Ludzie w strachu na nic nie mają już chęci.
Ksiądz robi co może święconki nie będzie,
Każdy niech przeżegna swoje dania wszędzie.

A wody święconej nie ma, bo nie wolno,
Więc czym skropić żywność w Wielkanoc niewolną?
Przychodzi Triduum przed szklanym ekranem,
Przyrzeczenia chrzcielne łzami pokrapiane.

Nie wiem, czym się dzieci chrzci w dobie zarazy,
O ile się komuś chrzest dzieciątka zdarzy.
Kropielnice puste, wody być nie może,
Nigdy w dziejach świata nie bywało gorzej.

Dania wielkanocne w ukryciu noszone,
Jajka przez kapłana teraz nie kropione,
Czasem któryś pleban święcił do kamery,
Czasem własny koszyk, czasem w strony cztery.

Bez gości, radości były dni świąteczne,
Bez Mszy i Komunii czas na życie wieczne.
A ci co w szpitalach na covid konali,
Nawet rozgrzeszenia nie otrzymywali,

Bo księdzu nie wolno na oddział zakaźny,
Choć stan jest chorego niezwykle poważny.
Ani mu Wiatyku ani Namaszczenia,
Na przepisy władzy nic nie do zrobienia.

Po Świętach i maski na twarz wymyślili,
I tak nas tą zarazą wszystkich omamili.
W kościele, w tramwaju, w masce choć jest duszno,
Decyzją rządową kazano bezduszną.

W Święto Miłosierdzia ta sama zła sprawa,
Dla nas łzy, dla władzy łzą naszą zabawa,
Bo jeszcze wybory i jak tu je zrobić,
Żeby przeprowadzić i Polski nie dobić.

Kłócą się w maseczkach na gębach posłowie,
Mówiąc, że jest ważne nade wszystko zdrowie,
Ale te wybory muszą być koniecznie,
Więc poczta pomoże w tej sprawie bezsprzecznie.

Kart świątecznych nie, bo na nich Covid siedział,
Ale o wyborczych on nie będzie wiedział,
Nie wejdzie, nie ruszy i nic się nie stanie,
Przy tym i nietajne ma być głosowanie.

Co z tego wyniknie, nikt nie wie ni kiedy,
Ot nam napykają niewiadomej biedy,
Pięć osób w kościele wreszcie odpuścili
Co piętnaście metrów łaskawie zrobili.

A potem co dziesięć, co dalej, nikt nie wie,
Lecz zakaz zgromadzeń nadal trwa w powiewie,
Babcie różańcowe zebrać się nie mogą,
Bo się ktoś zarazi paciorkową drogą.

W kościele siadają już gromadką marną,
Jak stare od trzech lat wsiane w ziemię ziarno.
Tu jeden, tam jeden, bo przecież zaraza,
Po ulicy dwojgu też iść się nie zdarza,

Nie wolno bo mandat, choc w domu śpią razem,
Randki bez uścisków i młodzi bez marzeń.
Ale w autobusie co drugie siedzenia,
Pół metra od siebie, tak się to ocenia.

Dziś wszyscy się trzęsą przed Wniebowstąpieniem,
Choć troszkę mniej straszą nowym zakażeniem,
Idzie Boże Ciało, procesje i kwiaty,
Jak nam wymyślą na Oktawę baty?

Czy będzie procesja? A co z Komuniami?
Bo wszystko pokryte jest obostrzeniami.
A co z diakonami, których święcić trzeba?
Nie będzie kapłanów najmłodszych dla Nieba?

Czy w pustej kaplicy biskup ich wyświęci?
Pójdą w świat ci młodzi kapłani bez chęci,
Bo ani prymicji czyli bez wesela,
Kto tu i dlaczego taką karą strzela?


CZĘŚĆ DRUGA

DLACZEGO

A ja wam odpowiem za co takie kary
Może i zbyt groźne i pewnie bez miary.
Ale Bóg nas bierze na wypróbowanie,
Kto w trudach przy Bogu, a kto przeciw stanie,

Komu obojętne, czy będzie w kościele,
Przynajmniej do woli prześpi się w niedziele,
Można w telewizji obejrzeć, to brawo,
Załatwili Kościół taką błahą sprawą!

Na Kościół dziś wszyscy, bo gadają tyle,
Że księża to prawie sami pedofile,
Że ze składek wiernych tak dobrze się mają,
Że w zamkach i wielkich pałacach mieszkają.

Ze złości palone są w świecie kościoły,
Krzyczą, żeby krzyże usuwać ze szkoły,
Mazgają farbami przydrożne figury
Oblewają ściekiem wielu świątyń mury.

Do Pierwszej Komunii zapisywać trzeba,
Bo dzieciom nie trzeba Wieczystego Chleba.
Tylko komunijni malcy są w kościele,
Lud mówi że ksiądz ma wymagań zbyt wiele.

Po Komunii koniec z kościołem, więc dzieci
Są wychowywane jak gdzie i co leci.
Bez wiary, bez Boga, ale w nowej modzie,
Idą w swoje życie o duchowym głodzie.

Każde swego bożka z czegoś tam uczyni,
Bożek telewizor, komórka-bogini,
Byle co, byle jak, kościół pustoszeje,
Coraz więcej pustych miejsc wiatrami wieje.

Nikną powołania, księża się starzeją,
Wrogowie Kościoła z problemu się śmieją
Dalej ośmieszają księży wobec ludu,
Już chyba sam Pan Bóg dokona tu cudu.

Na to wszystko Covid jak desant rzucili,
Prędko resztę wiary wśród letnich wybili,
Msza przez telewizor, Święta bez komunii,
Kto czyta, byś może ten problem zrozumie.

Bóg nas dziś testuje co my z tym zrobimy,
Czy opamiętując się z drogi wrócimy?
Zegniemy kolana z powrotem w kościele,
Czy nam kar egipskich trzeba jeszcze wiele?

Covid czy też inna kara i zaraza,
Cokolwiek się w świecie niemiłego zdarza,
Co dziś doświadczamy, mamy jako cienie,
Na własne bezmyślne niewierne życzenie.

Za puste świątynie, pięć osób najwięcej,
Za powrót pogaństwa dziś ponad pojęcie,
Ale nim święconki naszej zabroniono,
Niejednym w tej kwestii Boga obrażono.

Ze święconką każdy biegł w Wielką Sobotę,
Choćby w czas Triduum plotkował pod płotem,
Ale ci, co kościół wśród Boskiej obrazy,
Widują najczęściej do roku dwa razy,

Na Pasterce oraz na potraw święceniu,
Tak bez pobożności lecz w tradycji cieniu,
Chuchając na innych ciut alkoholowo,
Bo po dobrej strawie wypić bardzo zdrowo.

Ale do Komunii cały kościół pędzi,
I jeszcze w kolejce pośpiech pięty swędzi,
Byle prędzej, szybko, dawaj, bo dom czeka,
W Komunii jest Jezus lecz w ciele człowieka.

Tak kręcą i plotą bez zastanowienia,
Bez wiedzy i wiary w bezbożności cieniach.
Komunia pamiątką jest tylko, to macie,
Święta bez Komunii są dziś miły bracie.

Nie masz dziś święconki, lecz po co ci ona,
Gdy świętość pokarmów jest niedoceniona
Gdy nazwę "jedzenie" "żarciem" zastępujesz,
Bo się dziś zwierzakiem na dwóch nogach czujesz.

Nie czujesz godności posiłku w rodzinie,
Lecz z pizzy na wynos żywienie twe słynie,
Bo się jednej z drugą nie chce ugotować,
I wspólnym posiłkiem się z dziećmi radować?

Święconka? Zjadana wspólnie jest w niedziele,
A nie, dziecko grzebie w koszyczku w kościele,
Dłoń niemal po łokieć czekoladą spływa,
I wszystkich wokoło umaże, jak bywa.

Upaprana ławka i ubrania ludzi,
Matka nieprzytomna i nic jej nie budzi,
Rozmawia z kimś obok, lub o coś tam droczy,
A dziecko po uszy umazane kroczy.

Przepycha się, mlaszcze, łapie co w dłoń wpadnie,
Czy kołnierz od bluzki czyjś biały wypadnie,
Od tego jest matka, by strzegąc od złego,
Uczyła porządku dzieciaka swojego.

Mówiąc przy tym, że to dzień święcenia,
A dopiero jutro ma być czas jedzenia.
Razem zje rodzina radosne śniadanie
Świętując w modlitwie Boże Zmartwychwstanie.

Bezalkoholowo z modlitwą i wiarą,
Z Ewangelią dłoni, pieśni pełną parą,
Bo Święta należą w całości należą się Bogu,
Zatem do czyjego dopuka sie progu?

Ksiądz przed Pańskim Świętem ogromnie łamie się,
Kto mu na procesji baldachim poniesie.
Dziadkowie za starzy i kości ich bolą,
Młodzi się nie zmierzą z tak zaszczytną rolą.

Nie chcą, nie umieją, krótko nie chce im się,
Bowiem na bajkowe wyrośli Gumisie.
A kiedy procesja przez miasto wędruje,
Tylko co niektóry okna dekoruje.

Wstawić w okno krzyżyk, zawiesić dwie wstążki,
Wyciąć z kartki kielich i hostyjek krążki,
I wszystko. Jest dowód, że katolik tu jest,
Gestem Bogu pokłon w ten sposób gotuje.

Lecz gdy w Boże Ciało procesja wędruje,
Matka dekorację inną przyszykuje-
Pranie na balkonie, majtki, spodnie, bluzy,
Oj, duży to dowód na wiarę! Oj, duży!

Coraz mniej dziewczynek kwiatki Panu sypie,
Bo rodzic i babcia przy serialach zipie,
Bo nie ma sukienki, koszyczka ni kwiatka,
Ale przed wszystkim czasu nie ma matka.

Sukienka w lumpeksie z pięć złotych wyniesie,
Wianeczek z gałązki jakiej uwinie się,
Koszyk od święconki, parę kwiatków z pola,
Lecz nie, bo się nie chce, nie matki to rola.

A kogo? A jeśli dziecko zachoruje,
Matka wprost do Boga pretensje swe snuje,
I woła o datki wielkie na leczenie,
A gdzie twoja wiara? A gdzie jest sumienie?

Zaułek a za nim pijacy na piwie,
I mówią, że działa Bóg niesprawiedliwie,
Słownictwo aż uszy zatykać należy,
I gdzie się odwrócisz bezbożność się szerzy.

Gdzie nie zwrócisz oka, wszędzie seks nic wiecej,
Życzą tylko zdrowia i dużo pieniędzy.
A wiary, a Światła od Ducha Świętego?
Dziś wolność panuje, nie życzy się tego.

CZĘŚĆ TRZECIA

SAMI WYBRALIŚCIE
Zatem drodzy moi sami wybraliście,
Bóg czeka na wiarę waszą oczywiście,
Ale Mu stawiacie prywatne warunki,
Mówiąc, że są mylne kościelne kierunki.

Bezbożni dyktują dzisiaj Kościołowi,
Żeby dać Komunię na rękę ludowi,
Zamykać kościoły, wziąć wodę święconą,
Bo ją widzą zawsze bardzo zabrudzoną.

Lecz w jednym basenie setki ludzi siedzą,
I w jakiej żyburze, dobrze że nie wiedzą.
Bo by się zapewne powymiotowali,
Wtedy do lekarza dobrze nalatali.

I ci z Sanepidu też na basen chodzą,
Ich dzieci po plaży w brudnym piasku brodzą,
Dziś woda święcona zęby na nich szczerzy.
Może? Ten się boi, kto w Boga nie wierzy.

Ciekawe, co wkrótce wymyślą wierzącym,
Dziś na los niewdzięczny bardzo zawodzącym,
Ale gdzie byli starcy, gdy dzieci chowali?
Czy wcześniej Przykazań Bożych nie poznali?

To wasze staruszków w biurach siedzą dzieci,
Z których wychowanie przewspaniałe świeci,
Lecz te dzieci właśnie ustawy wdrażają,
I wasi synowie mandaty wlepiają.

Wasze dzieci śmieją się z księdza z Różańca,
Paprzą drzwi kościołÓw, oraz drwią z powstańca,
A teraz gdy covid kosi jak kosiarką,
Zamiast do modlitwy, skłon przed pielęgniarką!

Maj 2020