Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

PRZEŁOMEM PRZEZ WIEKI CZYLI PONADCZASOWE DIABELSTWO

 PRZELOTEM PRZEZ WIEKI
                    CZYLI
PONADCZASOWE DIABELSTWO

Koronawirusa tośmy zawsze mieli,
Tylkośmy go zwykle dostrzegać nie chcieli.
Ta bestia do siebie ma to, że się zmienia,
Zależnie od tego, co ma do zrobienia.

Tak ze sto pięćdziesiąt, trzysta lat buszuje,
Lecz zwykle się innym niż dzisiaj zajmuje.
A kryje się chytrze jak lis za krzakami,
I lubi zastawiać się politykami.

Baby są bezwzględne, gorsze niż faceci,
Jeśli im za forsę ciężką coś ktoś zleci.
Nie poznają ludzie, bo gdy gdzieś dziewczyna,
To spokój, nic złego się nie rozpoczyna.

Tak koronawirus, koronawiruski,
W historii bywały, w złym mocząc paluszki.
Tak niby niewinnie, tak po dziewczęcemu,
Lecz bardzo na czasie, zawsze po modnemu.

Bo moda to taka zaraza i skała,
Że niejedna baba wszystko za nią dała.
Ślepo idąc z prądem nawet w prekursorstwie,
Jej wirus ma zawsze kobiety w dozorstwie.

Najpierw były zdrady masowe Polaków,
I zdawałoby się porządnych Rodaków,
Lecz byli skażeni wirusem niezgody,
Kraj sprzedali dając nam zdrady dowody.

Wirus się zastawił ludźmi, sam nos kryjąc,
A nie mając głosu ludzkim wrzaskiem wyjąc,
Wciąż szukał zaczepki, bo gnojek jest szczery,
Z rajcami wędruje między oficery.

Więc tu-tam powstanie, z drugiej strony zdrada,
Tu bitwa, potyczka, tu dumna parada.
Gdzieś jakaś potyczka, wyskok na dziewczyny,
To tak dla rozrywni z niczyjej przyczyny.

Już troszkę zmutował co lubią wirusy,
I ruszył wyczyniać odrębne psikusy.
Poluzował związki między małżonkami,
Zalśnił w głowach pannom zbędnymi mrzonkami.

Księżom dał powózki, by się wyróżniali,
By inni zazdrośnie na nich spoglądali,
Dobrego jedzenia, biednym więcej biedy,
I zazdrość przy zwykłym rozdzielaniu schedy.

Kolejna mutacja, bo wirus mutuje,
I jakąś cholerę, dżumę kombinuje,
Nieważne, że inny patogen to czyni,
Ale to wiruska- podstępów mistrzyni.

Od Francji szedł wirus rewolucjonisty,
Potem Bonaparte jak wirus artysty.
Bielutkie mundury wcale nie do bitki,
I te kapelusze jak pierzaste grzybki.


Już koronawirus lśni obcą koroną,
I cieszy sie naszą zagarniętą stroną,
Śle ludzi na Sybir zasłonięty carem,
Obniża po tiurmach Polaków morale.

Jakoś rozpoznany, przez los wygoniony,
Inaczej powraca w nasze polskie strony.
Tu grypa, tam ospa, dyfteryt i odra,
Powstań i potyczek dawka dosyć szczodra.

Śmierć kosi, lud płacze, ale nie ma rady,
Obcych oficjeli mamy wciąż gromady.
I głód swoje robi zwłaszcza na przednówku,
Wiejskim babkom przyszło dbać o ludzkie zdrówko.

Lecz władza to władza, skoro jest korona,
To czemu ma przeżyć wolno jakaś strona?
Więc hurtem wirusy po władzę nad Polską,
Nowy zabór z rzezią wołyńsko-podolską.

Problem na całego wielka wojna druga,
Jeszcze wirus głodu gnał chłopa od pługa.
Obozy zagłady i bombardowanie,
Katyń i Starobielsk, rosyjskie zesłanie,


Lecz wirusa nie ma, bo znów się zasłonił
I swoich poddanych do przodu pogonił.
Tu winni są Niemcy, Rosja, Ukraina,
Wreszcie koniec wojny i inna nowina.

Kolejna mutacja, bo tak się opłaca,
Orzeł bez korony, bo lud się wzbogaca.
Bogaci się Partia ale na lud zgania,
Bo wirus się znowu celowo zasłania.

Lecz kwiczy, że znowu odkryć się należy,
Po powstańczy Poznań do histori mierzy.
Marsz ku krwawej walce, stłumienie powstania,
Znów pełne więzienia, łzy i narzekania.

Przycichł, widać nie tak lud zwykły bić warto,
Siadł z nogą na nodze i brodą zadartą.
Koronawiruski posłał między panie,
Ażeby zmieniły polskich niewiast zdanie.

I poszły bezczelne ze swymi burami,
Do kobiet tych, które stoją nad garami.
Wezwały do fabryk równouprawnienie,
Kontroli urodzin i aborcji cienie.

Oj, chwyta i damsko- męskie latorośle,
Gdzie diabeł nie może, zwykle babę pośle.
Już aborcja kwitnie, wirus wiwatuje,
Wieś rolę opuszcza, ku miastom wędruje.

Wio do ciasnych bloków, do miejskiego smogu,
Ale coraz mniej czci jest oddanej Bogu.
Wsie już pustoszeją, dziadki wymierają,
Ziemię PGR-y pod rząd zabierają.

Wirusik zmutował, lenistwo, wygoda,
Każdy chce by z kranu leciała mu woda.
Nieważna studzienna ta chłodna i zdrowa,
Wirus się za ludzkim wygodnictwem chowa.

Przetwórstwo warzywne, mięsne, owocowe,
Wirus da dodatki, by było niezdrowe.
I komunikacji szybszej jeszcze więcej.
A niejednym daje niemało pieniędzy.

Zaś kogo nie lubi, tego trzyma w biedzie,
Narzekającego, ze mu się nie wiedzie,
Niechże się zapisze do partii, mieć będzie,
Bo koronawisus z Partią siedzi wszędzie.

Ustąpił z chorobą, czasem grypą trzaśnie,
Lecz Heine- Mediną wyszczerzył się właśnie.
Nikt go nie rozpoznał, dzieci poszczepili,
Więc przycichł i tak mu gębę zasłonili.

Ten zdrajca poradzi sobie jako umie,
Jak kogoś ogłupić, już jest po rozumie.
Żywność przetworzona i bardzo wygodna,
Marchew na nawozach niezwykle dorodna,

Radio, telewizja, eter ponad krajem,
Zmieniły się całkiem Narodu zwyczaje.
I motoryzacja szaleje po drogach,
A lud coraz dalej jest od Pana Boga.

Wirus sieje rakiem niby chłop nawozem,
Jadąc przez świat ciągle napełnianym wozem,
Sieje i alergią oraz wypadkami,
Klnie, a pysk zasłania znów producentami.

Medycyna w trwodze, farmacja się kręci,
Szpitale po brzegi, każdy na coś zrzędzi,
A wirus wymyśla jeszcze wirusówki,
Dzieci bolą brzuszki, ramionka i główki.

Nowe szczepy grypy, których nikt nie widział,
Także ptaki mają swój grypowy przydział,
Trzydniowe gorączki, jakieś tam bostonki,
A na wsiach coś niszczy w ogrodach zagonki.

Aborcja przybiera na sile jak nigdy,
Złodziejstwo buszuje w sposób niedościgły,
Panie chcą praw więcej, dom je teraz nudzi,
Dzieci się nie rodzą, coraz mniej jest ludzi.

Damy malowane, moda wciąż zmieniana,
Telewizja rządzi w mieszkaniach od rana,
W niej pełno wirusów znowu zmutowanych,
W różnych audycjach ich plon jest posiany.

Media rządzą w pełni, kawiarnie i kina,
Wirus zmianę tańca na inny zaczyna.
Po twiście są samby, w tym rock i lambada,
Bo to zgodne z czasem, więc zmiana wypada.

Warknął w polityce Gdańsk, Radom, Wybrzeże,
Miasta krwią spłynęły, więc wirus rad szczerze.
Na dziesięć lat przycichł i znowu to samo,
Solidarność, WRON-a sieją zmienną gamą.

Za długi był spokój pozorny w tym kraju,
Na próżno nadzieję ludzie  teraz mają,
Bo gdy polski Papież zasiadł Tron Piotrowy,
Ku górze uniosły się radosne głowy.

Pielgrzymka papieska, Polski bierzmowanie,
Czy więc się odmiana nareszcie tu stanie?
O nie! Wirus nie da, strzały do papieża,
I Prymas Wyszyński ku Wieczności zmierza.

Wirus kręci nogą, nie dam wam wznieść głowy,
Macie stan wojenny od grudnia połowy.
Ileż to tysięcy w noc internowano,
I Kopalnię Wujek spacyfikowano.

Zatem była wojna przeciw Narodowi,
Przeciw tym co chcą być syci oraz zdrowi,
Którzy koniec z końcem wiążą na supełki,
Którym stan zarobków wkłada się w widełki.

Może się nie znali, a może upili,
Bowiem nie z tej strony wojaczkę wznowili.
Jeszcze kilka latek, wirus jaczkę zmienił,
Polską zjednoczoną partią nam wyplenił.

A że sam okrągły, stół okrągły zrobił,
Pozorną wolnością Europę ozdobił.
Runął mur berliński, kraj Lenina runął,
Zmiany w Europie jak na saniach suną.

A wszystko dlatego, że wbrew wirusowi,
Który się w tym czasie nie nazywał Covid,
Zmało dwóch papieży obaj w krótkim czasie,
I zaczął się dziwny jako nigdy zasiew.

Wróćmy troszkę czasem do roku pewnego,
Kiedy śmierć zabrała nam Pawła Szóstego,
A po trzech tygodniach po nim panowania,
Drugiego papieża wszczęła powitania.

Stolica Piotrowa zadrżała w posadach,
Kogo teraz wybrać w konklawe wypada?
Świat zamrał w bezruchu w komunizmu fali,
Czy przedtem nie tego papieża wybrali?

Z Polski umęczonej na tron w Watykanie,
Wzięto kardynała w nienagannym stanie.
Wziął imię Jan Paweł, był młody i zdrowy,
Więc ruszył, odmienił bardzo Tron Piotrowy.

Pielgrzymki papieski jak groch się sypały,
Przez swój pontyfikat odmienił świat cały.
Wirus w łeb się drapie, zębiska wyszczerza,
Zaparł się, zaczaił i ugryzł papieża.

Ledwo przeżył atak wtedy Ojciec Święty,
Powrócił do pracy sterany i zmięty.
Lecz z wrogim wirusem starł się znów w Fatimie,
Wskazując na jego jeszcze inne imię.

W Watykanie wił się wirus niczym żmija,
Podchodził zdradziecko, zasadzki omijał,
Rozkładał i Polskę, wiruski działały,
Ale jeszcze panie go nie rozpoznały.

Gdzieniegdzie z aborcją walka się zaczęła,
Lecz jeszcze pobita na laurach spoczęła.
Wirus się zasłaniał takimi paniami,
Które nam mąciły różnymi zdaniami.

Na stołku najwyższym po partii upadku,
Fotel Prezydenta dostaliśmy w spadku.
Najpierw siadła WRON-a, potem ten ze sprzętem,
Od elektrycznośći, czyli z śrubokrętem.

Potem chyba Olek był po śrubokręcie,
A on narodowe zmienił nam pojęcie.
Nowa konstytucja, w której napisano,
Że Polska pod Unię może być poddaną.

Wszedł nam czas bogatych oraz wielkiej biedy,
Zależnie co komu przypadało wtedy,
Wielkie bezrobocie, ludzie wyjeżdżali,
A niektórym głodnym zupę rozdawali.

Zatem coraz więcej za chlebem i pracą,
Wsie pustostanami swe widoki znaczą.
Głodne dzieci w szkołach, fabryki zwijali,
Ludzie przymusowo zatem chorowali,

Żeby tylko przeżyć na ZUS-owkim chlebie,
Byle jaka renta, bo lud był w potrzebie.
A rent dać nie chciano, ludzie długi mieli,
Których podarować rodzinom nie chcieli.

Po Olku kaczuszce fotel przyznaliśmy,
Bo wielką nadzieję w tym ptaku mieliśmy.
Bo dobrze kwakała, miała wiele racji,
Była wielka radość i wiele owacji.

Ale Kaczka z Unii nas nie wyciągnęła,
Polaków z banicji też nie przyciągnęła,
Pracy nie przydała, choć o nas walczyła,
Nim pięć lat ubiegło, życie utraciła.

Była to żałoba pierwsza na tym świecie,
Trumna prezydenta była cała w kwiecie.
Kiedy na lawecie z lotniska wiezioną,
Gdy wracał do Polski z też zabitą żoną.

W drodze do Katynia na uroczystości,
Samolot zniszczono wskutek czyjejś złości,
Kto leciał, tem zginął, cała polska świta,
W jednym samolocie rządząca elita.

Tak zarządził wirus zwany nienawiścią,
Z dla siebie wiadomą ułudną korzyścią,
Takiego pogrzebu nigdy nie bywało,
Gdy dziewięćdziesieciu sześciu się chowało.

Wraku samolotu nie otrzymaliśmy,
Chociaż rząd rosyjski o to prosiliśmy.
Śledztwo prowadzono i nadal prowadzą,
Nic nie uradzono chociaż nadal radzą.

Wirus coraz częściej zmienia swoej okrycie,
Bo takie warunki dyktuje nam życie.
Nazywa się z trendem, żeby modnie było,
Żeby się czymkolwiek ludziom pomyliło.

W fotelu zastępczo chce inny siąść zatem,
Obiecał zastąpić naszą wielką startę.
Niby sobie radzi, Polska go wybrała
Lecz poprawy dziejów się nie doczekała.

Pięć lat mu ubiegło w śmiechu nad tym krajem,
Któremu na Godło Biały Orzeł staje.
I zrobił nam orła ale z czekolady,
Którego zdziobały nie wiem jakie gady.

Zatem nam pokazał, że mięso i pierze
Z Orła się wyskubie i tak go rozbierze.
I tego wirusa ludzie nie poznali,
Tylko podchodzili i orła lizali.

Ale na wyborach wygrał praw uczony
Obiecał, że chwyci się kaczkowej strony.
Jego strona miała i ma problem spory,
Co zrobić, jak wygrać kolejne wybory.

Nie widzi, że wirus zroszerzył ramiona,
Kraj w reanimacji tak naprawdę kona.
Co drugi na raka w tym kraju umiera,
Przy czym "czernobylek" też życie zabiera.

Lecz ogólnie lepiej troszeczkę się żyje,
Sakwa przez dodatki do wypłaty tyje.
Prawnikowi pięć lat ubiega w tym roku
I chce z drugą kaczką posiedzieć u boku.

Ale tu Chińczycy wirusa chwycili,
Razem z Ameryką pod szkło go wsadzili,
Weź się bracie przyznaj, ktorą drogą kręcisz,
Bo od wieków w świecie grubą forsą nęcisz.

Jeśli tak, to pomóż, a sławny się staniesz,
Coś ci dołożymy, wnet siły dostaniesz.
Wirus tyłek wypiął, dawajcie tej mocy,
Pójdę gdzie każecie, we dnie oraz w nocy.

Sławy mi potrzeba, ale w całym świecie,
Dajcie jeszcze więcej, róbcie co umiecie,
Bombę biologiczną ze mnie róbcie proszę,
Bo podstępnej walki już dawno nie znoszę.

No to się zabrali do pracy ludziska,
Wirusa mutują i energia tryska.
Jeszcze mu i jeszcze, jak chce, bardzo miło,
Jak się jeszcze nigdy nikomu nie śniło.

Już mu kiedyś ogon od Eboli dali,
Lecz rzekł, że się na nim jeszcze nie poznali,
Bo on wart jest więcej, nie tylko ogona,
Musi kąsać każda jego wredna strona.

Wezwał na naradę koronawiruski,
Jedne szczupłe, drugie spasione jak gruszki.
Ochrzanił za słabe jak dotąd działanie,
Ostrzegł, że wypłaty żadna nie dostanie.

Mają sobie zrobić blogi oraz spoty
I brać się uczciwie zaraz do roboty,
Babom mącić w głowach, a  wyczyn to wielki,
Wypromować sposób na życie singielki.

Za mąż nie wychodzić, dzieciaków nie rodzić,
Żyć na kocią łapę, chłopców za nos wodzić.
Promować kolory byle jak dobrane,
Ale te przez niego właśnie polecane.

Wiruski do pracy pognał więc ruszyły
I wielką zadymę w Europie zrobiły.
W Polsce też ich pełno, flagi ich tęczowe,
I promują piątki czarno kolorowe.

A więc jeszcze lepszą pracę teraz mają,
Morale ludności do cna rozwalają.
Są dziś bardzo głośne i już nieraz grzmiały,
Prawo do aborcji na szczyt windowały.

Atakują Kościół, bo bardzo przeszkadza,
Mówiąc, że w opiniach uparcie przesadza.
Zatem Kościołowi zamykają usta,
Bo podobno teraz ich krowa jest tłusta.

Nie wierzą, że tłuste tylko siedem latek,
Potem wróci okres dzieci oraz matek.
Dla nich przyjdzie okres wielki odchudzania,
Lecz one nie wierzą w przyszłe Biblii zdania.

Wirusowi skargi niebotyczne sieją,
Robiąc swoje, z ludzi bezczelnie sie śmieją,
Ludziska swej dumy jakoś już  nie mają,
Nie widząc podstępu wirusek słuchają.

Słowo powtarzane atutem się staje,
Bardzo rozluźniły się ludzkie zwyczaje.
Dzieci wraz z młodzieżą odeszły z kościoła,
Wiruski panują w przedszkolach i szkołach.

Lecz za wolno idzie narodów tępienie,
Wiruski więc większe zostawiają cienie.
Kiedy dzadzą radę? No jak tam wirusie?
Bo dzieci nie dają nam niszczyć mamusie!

Więc wirusy wrzeszczą, by uczeni mili,
Wreszcie ich do akcji na świat wypuścili.
Najpierw trzeba zniszczyć babcie oraz dziadków,
Dość już dzieciom różnych patriotycznych spadków.

Podobno tam w Wuhan rewoltę zrobiły
I z laboratorium same wyruszyły.
Zmiotły co po drodze okoniem im stało,
Samo się zarastwo po świecie rozsiało.

I biegiem przez Chiny, do Włoch, Ameryki,
I biegną jak tabun rozjuszony, dziki,
I wszędzie machają jak kijem mackami
Śląc drogę po sobie nowymi trupami.

Gdzie rak nie pomaga, gdzie wojna nie zbiera,
Poprawiony wirus z powietrzem dociera.
Ludzie przerażeni nie wiedzą co robić,
Kimże jest ten wirus, nie ma go czym pobić.

Rząd zamyka ludzi w domach pod przymusem,
Żeby nie zetknęli się z tymże wirusem,
A on skoczny dziki, z wiatrem pędzi wściekly,
Gdzie przejdzie tam trupy już ziemię zaległy.

Szpital pod przymusem, ludzie maski noszą,
A niektórzy ludzie, że go nie ma, głoszą.
I ktoś tutaj kłamie, lecz przyznać się nie chce,
I czy wirus macki rozszerza jak wiechcie?

 Niby trochę przycichł, ponoć do jesieni,
Bo znów ma zmutować i oblicze zmienić.
A teraz już w kogo? Każdemu dołożył,
Kto do tego czasu jeszcze jakoś dożył.

Teraz gdy tysiące zabija zaraza,
Ten i ów na Kościól spojrzeć sie poważa.
A kościół zamknęli, ksiądz odprawia w pustym,
Kraj schudł choć niedawno był syty i tłusty.

Do parku ni lasu, na cmentarz niestety,
To tego wirusa waleczne zalety.
Ten gębę odsłonił, wyszczerzył zębiska,
I jad nienawiści od ślepiów mu tryska.

Gdzie spojrzy, chorują, gdzie prychnie, zabija,
I nikt nie rozumie jaka wina czyja,
Chin czy Ameryki, a one się kłócą,
Wspólny zasiew mając, pustą słomę młócą.

Wkrótce sie pobiją o tą wspólną winę,
Jeden na drugiego zganiając przyczynę.
I dążą do tego, czego nie nazwali,
Podobno WHO już zdegradowali.

Doły, krematoria zwłok ludzkich nie mieszczą,
Tak posępne wieści narodowe trzeszczą.
A Kościół tym bardziej nie daje pociechy
Mówiąc, że to kara jest za ludzkie grzechy.

Ludzie za różańce powoli chwytają,
Książki z modlitwami kto ma, odkurzają,
W Święta ni święconki ani Mszy nie było,
Ani wyjść na spacer też nie wolno było.

Teraz się niejeden za siebie ogląda,
To jest kara Boża? Ona tak wygląda?
A Kościół podaje, że to jej początek,
Że koronawirus to tylko zaczątek.

Jeśli się podstępów dotąd nie widziało,
I wszelkiemu złemu bezmyślnie klaskało,
Boga obraziło, to o co tu chodzi?
Niech wrócą do Boga i starzy i młodzi.

Nich wyłączą wreszcie te telewizory,
Niech wrócą kobiecej mody dawne wzory,
Niech żywią się skromnie ale wartościowo,
Niechże świętym będzie rodzicielskie słowo,

Zejdą się rodziny już dawno rozbite,
I powrócą cnoty złym czynem zakryte,
Przyjdzie ład języka, miłość szczyt osiągnie,
Flagę niewinności młodzież na maszt wciągnie,

I miłość matczyna ogarnie dzieciątko,
Bardziej niż się pieści maleńkie kociątka,
A wszyscy w kościele i wszyscy przy Bogu,
Wirus sam odejdzie od każdego progu.

KWIECIEŃ- MAJ- CZERWIEC 2020