Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

TO BYŁY PIĘKNE CZASY

TO BYŁY PIĘKNE CZASY

Piękny był czas mój przez minione lata,
Gdy Boże Ciało wprost tonęło w kwiatach,
Mój piękny Kórnik i niezapomniany,
Na ten dzień pięknie zawsze ubierany.

We wszystkich niemal oknach coś pięknego,
Dotąd zapomnieć nie potrafię tego.
Okna otwarte, a w nich obraz święty,
Na tą godzinę wprost ze ściany zdjęty.

Dwie kolędowe świeczki zapalone
Obok bukiety kwiatów postawione.
Często piwonie lub łubiny były,
Pięknie obrazy te w oknie zdobiły.

Procesja wokół Rynku wędrowała,
Podczas niej zawsze wielka ciżba stała.
Sztandary, krzyże, wielkie feretrony,
Tak Panu Bogu słał Kórnik ukłony.

Dzieci, co kwiatki w procesji sypały,
W poczwórny szpaler siostry ustawiały.
Bowiem dziewczynek tyle przychodziło,
Że się inaczej by nie pomieściło.

Wszystkie koszyczki bielutko obszyte,
Główki dziewczynek wiankami spowite,
Wszystkie sukienki skromne oraz białe,
Skromne fryzurki, dzieci w bieli całe.

Posłuszne siostrom, matki z boku stały
Pieczę nad dziećmi swymi powierzały.
Żadna w szpalery matka się nie pchała,
Byleby z córką cały czas bywała.

Dzieci stawiano w podwójne szpalery,
Więc i tak długie razem były cztery.
Wszystkie dziewczynki kwiatuszki sypały,
I wszystkie białe sukieneczki miały.

Wianki mirtowe, tak było najtaniej,
Bo marne grosze zarabiały panie,
Nie każda mama mogła kupić biały,
Tylko niektóre dziewczęta go miały.

I szły w szpalerach równiutkich jak wstęgi,
Pełnych koszyczków porównując wdzięki,
A wystrojonych niczym młode panny,
W wielkie piwonie, róże i dziewanny,

Białą kaliną z wierzchu posypane,
I modrakami wokół ozdabiane,
Konkurs piękności przed każdą procesją,
Był pięknych zdobień niebywałą presją.

I ja wśród dziewcząt z koszyczkiem bywałam,
Ja też kwiatuszki w Oktawę sypałam,
Choć do kościoła kawał drogi miałam,
Codziennie kwiatki na procesję rwałam.

I podobała mi się dyscyplina,
Bo po swojemu nikt nic nie zaczynał.
Co rzekła siostra zakonna, tak było,
A po swojemu nic się nie robiło.

Szłyśmy jak siostra dzieci ustawiła,
Odpowiedzialna za nas ona była.
A sypałyśmy wszystkie równo razem,
Bez własnych tworów niedościgłych marzeń.

Na dzwonek wszystkie kolanka zginały
I jakby lekko razem przysiadały,
I nie waliły garścią jak się dało,
Tylko się jakby z wdziękiem lekko siało.

Z lekkim zwróceniem się do środka ganku,
Wsród ciągle równo wędrujących szranków.
Każdy rząd zawsze starsza prowadziła,
Żeby się mniejsza w marszu nie gubiła.

Orkiestra dęta z Mirosławem Szycem
Dała miasteczku wspaniałe oblicze,
Trąby, puzony, bębny i bębenki,
Dorobek życia tego pana wielki.

Żył dla muzyki, a jego nazwisko,
To dla Kórnika niemal prawie wszystko,
Lecz zmarłych RODO już nie obejmuje,
Zatem orkiestrę ową wypromuję.

Jak ci zagrali, trząsł się Kórnik cały,
Niektóre dzieci uszy zatykały,
Bez mikrofonów, bo i nie istniały,
A ludzkie tłumy też chętnie śpiewały.

Dzwony dzwoniły, a ogromne były,
Wtedy nikomu w mieście nie wadziły.
Gdzie dzwon zadźwięczał, tam kościół i wiara,
Oto doktryna katolicka stara.

ŚWIĘTY, ŚWIĘTY, ŚWIĘTY PAN BÓG ZASTĘPÓW

I przyszły lata przed wojennym stanem,
Już opuściłam mój Kórnik kochany.
Już poszłam w życie, własne dzieci miałam,
I do sypania córkę szykowałam.

Parafia mała na skraju Poznania,
Stała się godna mego opisania.
Skórzewo, w którym starszy ksiądz zarządzał,
I z nią do śmierci niemalże sie związał.

Dzieci mniej było, bo poznańskie części,
Do wsi przychodzić nie miewały chęci.
Byłam nieliczna co z osiedla mego,
Jeździłam tylko do kościoła tego.

I tam córeczkę do kwiatków posłałam,
Do ministrantów synka zapisałam.
A Boże Ciało uroczyste było,
Chociaż dziewczynek już mniej się zgłosiło.

Tylko dwa rzędy po jednej osobie,
Brzegami drogi wędrowały sobie,
Orkiestra dęta dużo mniejsza była,
Nasza kórnicka na głowę ją biła.

Lecz był tam zwyczaj jakiego nie znałam,
Z jakim się w życiu jeszcze nie spotkałam.
Dziewczynki idąc hymn deklamowały,
Który tytułem wiersza stał się całym.

I na "zastępów" grad kwiatów sypały,
Choć już tak pięknie się nie przyniżały.
Nie było siostry, później je przysłano,
Dla nich w parafii klasztor budowano.

Tak też się stało z woli konieczności,
Że tam posługę przyjęłam w radości,
Prowadząc dzieci sypiące kwiatuszki,
A pomagały mi chętne mamuśki.

I szło nam dobrze, ale trzeba było,
Odjechać stamtąd, choć dobrze się żyło,
Główna, Bogucin tam wejść w Boże Ciało,
Choć już zupełnie inaczej się miało.

To miasto duże, okna już skromniejsze,
I dekoracje w oknach jeszcze mniejsze,
Lecz ksiądz się starał, procesja wspaniała,
Dziewcząt sypiących kompanijka cała.

Wszystkie bielutkie, jak różyczek kwiatki,
Bo się starały o wygląd ich matki.
I to mnie wtedy bardzo zaskoczyło,
Że sie zapasu kwiatów nie nosiło.

Kto przyniósł zapas, a stał tam kosz wielki,
Gdzie się sypało zawartość siat wszelkich,
I w jednej chwili kosz ów zapełniali,
A przy ołtarzach dzieciom rozdzielali.

Kto kwiaty miewał, ten na zapas dawał,
Gdyż był wędrówki przeogromny kawał,
Więc i potrzeby kwiatów były wielkie,
Też przydawały sie ilości wszelkie.

Kosz wypełniony dwie panie dźwigały,
A przy ołtarzach z niego rozdawały.
Której dziewczynki koszyczek pustoszał,
Dosypywano jej z owego kosza.

Po roku kościół we wsi zbudowano
Tak nam ogromną  radość nam darowano.
Własne procesje w Oktawie mieliśmy,
I własne dzieci sypać posłałyśmy.

Z początku kilka dziewczynek sypało,
Lecz nam się więcej namówić udało.
Nie wszystkie białe sukieneczki miały,
Ale przynajmniej ładnie się ubrały.

Wianeczki z kwiatków w ogródku zerwanych,
Oraz koszyczek prędko obszywany.
Skromne procesje były w tej wioszczynie,
Lecz co dałyśmy, pewnie nie zaginie.

W MARCINIE I U NAS

Znów kilka latek, inne doświadczenie,
Piękne procesji pobożne życzenie,
Wielka procesja przez połowę miasta,
Co roku z innej parafii wyrasta.

Raz od Marcina, raz od Matki Boskiej,
Co roku inny ksiądz przejmuje troski,
Orkiestra Dęta tak piękna tu była,
Jak od Kórnika nam się nie trafiła.

Dziewczynek  dużo, Krakowianki były,
Dzieci poduszkę z różańcem nosiły,
Drugą z repliką cierniowej korony,
Boga sławiły też pięknie te strony.

Lecz wspominałam wciąż pieśń od ołtarzy,
Myślałam, że słyszeć mi już nigdy się nie zdarzy.
Tylko w Kórniku jak dotąd słyszaną,
Na zawsze w dziecka pamięć wkodowaną.

Tutaj w Marcinie wiele lat służyłam,
Tu własne córki w wiankach prowadziłam,
Tu polnym kwiatem prawie nie sypano,
Tu zwykle róże i piwonie miano.

Tutaj koszyczków już nie obszywano,
Tu je za pałąk dłonią jedną brano.
Drugą sypano, ale już nieskładnie,
Już czas postąpił, nie sypały ładnie.

Dzwonił dzwoneczek, nie zawsze słuchały,
Nie uważając rzucały jak chciały.
Skórzewo, Główna tam ręce składały
I z dwóch złożonych kwiatki wyrzucały.

Rząd wykrzywiały, ale jeszcze składnie,
Lecz się przychylmy, że jeszcze dość  ładnie.
Lecz według wzrostu stawiałyśmy dzieci,
Zatem powiedzmy, że porządek świecił.

Pobożność ludzi miała rosnąć stale,
Tymczasem przyszły nowoczesne fale,
Rozbito piękną procesję na małe,
Co było chyba troszeczkę za śmiałe.

Nigdy nie taka jest procesja mała,
Dwie- trzy fanfary to orkiestra cała.
Czas robi swoje i zmienia zwyczaje,
Dzisiaj pobożność od tamtej odstaje.

Nikną dziewczęta i sukienki białe,
Nikną wianeczki i koszyczki białe.
Już bykejakość świat opanowała
I większość dzieci z procesji wyrwała.

Nikt nie ustawia według wzrostu dzieci,
Pustka w szpalerach tak jak nigdy świeci,
Same malutkie te co ledwie chodzą,
A przecież kwiatki nikomu nie szkodzą.

Nie ma w kościele szpalerów dziewczynek,
Lecz tu na matki zrzuciłabym winę.
Dzieci jak kwiatki kościół ozdabiają,
Więc czemu matki przy sobie je mają?

Jest katechetka więc dziecko nie zginie,
Tu podziękujmy porządku ruinie.
Kiedy w szpalerach przez krótką Mszę stały,
Przed księdzem z Hostią pięknie wyglądały.

Teraz już każdą matka wyprowadza,
Brak zaufania do opieki zdradza.
Nikt nie ustawia według wzrostu dzieci,
Mała wśród więszych, a więc dziura świeci.

Każdą dziewczynkę matka za dłoń wiedzie,
Ojciec, rodzeństwo i wózki na przedzie,
Sypiących dziewcząt w tym tłoku nie widać,
Choć łut porządku mógłby się tu przydać.

I więcej dziewcząt z tymi po Komunii,
Czemu odeszły dziś nikt nie rozumie,
Osiedla pełne dziewczyn do sypania,
Lecz matki mają już odmienne zdania,

Że córka duża, brak kwiatów, sukienki
I do uprania jej matczynej ręki.
Wielkie lenistwo zajrzało im w oczy
I ku zagładzie całe piękno kroczy.

A dekoracje w oknach? Co za matki!
Pranie wieszają, a na przodzie gatki.
W niektórych oknach małe obrazeczki,
I dwie trzy barwne nieśmiałe wstążeczki.

Mało kto stroi dom na Boże Ciało,
Bo przemarsz Boga się zignorowało.
Już w mało którym oknie coś wywieszą,
Bo do swobody tak bardzo się śpieszą.

W DOBIE KORONAWIRUSA
A gdy to świństwo do nas zawitało,
Cała pobożność polską rozwiązało.
Wszyscy się nagle boją zakażenia,
I przesadzają w tymże do znudzenia.

Ograniczono procesję zrządzeniem,
Koroanwirus położył się cieniem,
Zakrył procesje, łapskiem je przydusił,
A Boże Ciało było jakby w głuszy.

Jedna procesja normalna w diecezji,
Lecz wszyscy w maskach jak w kagańcach leźli.
Kiedy śpiewali, te ów śpiew tłumiły,
Jak gdyby usta już na pół nie żyły.

Dziewczynek trochę na nasz Poznań cały,
Same maluchy kwiatuszki sypały.
Na pół miliona mieszkańców z nakładem,
Nie ma dziewczynek? Ktoś je wytruł czadem?

Czy nie ma sklepów z białym materiałem?
Sukni w lumpeksie? Kolanówki białej?
Mało kwiaciarni i kwiatków na wianki?
Wianuszek można zrobić z wycinanki.

Zamiast na lody, na pola po kwiatki,
Byle się tylko chciały ruszyć matki.
Ale pobożność poszła na rozdroża,
Jakby ją stłamsił rodem z piekła pożar.

Wielu procesji w tym roku nie było,
Co wirusisko ponoć zarządziło,
Ale nieprawda, wirus nie ma dłoni,
Kłamstwo po kłamstwie ludzkie tłumy goni.

Spadła pobożność i w tym sprawa cała,
Że religijność prawie się wstrzymała,
Dzieci w kościołach bardzo mało widać,
Jakby religia nie mogła się przydać.

Wszystkie dzieciaki w komputerach grzebią,
A te pobożność z rodzin polskich trzebią.
I telewizja, na Kościół naloty,
To nieprzebyte zarośla i płoty.

Lecz mam nadzieję, że Pan Bóg w swej Woli,
Długo na Kościół tak pluć nie pozwoli,
Ludzie się zdziwią, że to co zrobili,
Może świat zniszczyć w jednej małej chwili.

Może nastąpić wszelkich łask wstrzymanie,
I za odstępstwo ogromne karanie.
I gdy nastąpi ogólny krzyk wielki,
Kupią dziewczynkom znów białe sukienki.

Zakończenie Oktawy Bożego Ciała czerwiec 2020