Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

WIEŚ

WIEŚ
Wieś to jest ciężka praca od świtu do nocy
I jeszcze nieskończona, choć sen skleja oczy.
WiEŚ to wstawanie nocne, bo czemuś pies szczeka,
I kot miauczący, gdy nie dać mu po doju mleka.

Wieś to z chwastami walka, niemalże dni całe,
To siew i podlewanie, zbiór i przetwarzanie.
To łzy nad uschłym drzewem, lub nad padłą krową,
Praca w pogodę skwarną i zimną, niezdrową.

To marsz na pole szybki, tuż przed nawałnicą,
By zebrać suche siano, gdy chwile się liczą.
Wieś to niedojadanie, bo zabrakło czasu,
To jazda kiedy potrzeba po drewno do lasu.

Wieś to najcięższa praca, pośród prac bez dźwigu,
Brak snu pośród problemów, i z czasem wyścigu.
Wieś to odwieczny problem, gdzie tu sprzedać zbiory,
To praca bez L 4 gdy rolnik jest chory.

To pilnowanie zwierząt kiedy rodzą małe,
I bój o życie słabszych, gdy większe zbyt śmiałe.
Wieś to chodzenie w błocie, w gumowcach po gnoju,
Pot otarty rękawem, i dni bez spokoju.

Wieś to nerwy o zbiory, gdy nadmierna susza,
Złamana w nawałnicy  jabłonka czy grusza.
Wieś to z zarazą walka roślin czy zwierzyny,
Szukanie, skąd się wzięły awarii przyczyny.

Drżenie o każdą burzę, i bezmyślność ludzi,
Rzucących niedopałek, co pożar obudzi.
Wieś to życie bez wczasów, wolnego w niedzielę,
Wieś to zmęczenie stałe i pracy zbyt wiele.

I niech nie mówi mieszczuch, bezmyślnie, radośnie,
Że rolnik śpi a w polu samo mu urośnie.
Bo jeśli tak powtarza, a niektórzy stale,
Znaczy, że się na życiu tym nie znają wcale.

Znaczy, że żyją sobie, nie wiedząc co krowa,
Co idzie do spichlerza, a co kopiec chowa.
Nie rozpoznają kaczki, zbóż nie rozróżniają,
Ale za wielkich znawców rolnictwa się mają.

Az prosi się powiedzieć, jakże to wygląda,
Kiedy ktoś gdzie w markecie, na jajka spogląda.
Na schab, na kiełbaski, na głowy kapusty,
A nie wie skąd jest masło, a skąd boczek tłusty.

I wykrzyknąc mieszczuchom aż samo się prosi,
Że jajka kura nioska w gnieździe tyłkiem znosi.
Na polu tuż przed orką kupy się rozkłada,
A mieszczuch ładną nazwę "nawóz" gnojowi nada.

Obornik to gnój z chlewa, I gnojowica z beczki,
I na nich ekologiczne są wiejskie pyreczki.
Zanim wieprz trafi pod nóż, najpierw śpi na gnoju,
I krowa też nie mieszka jak w bajce w pokoju.

A mieszczuch nie wie często skąd na wsi co się bierze,
Ważne, że jest w biedronce, co trafia na talerze.
Nie wie, że jest synergia pomiędzy wsią a miastem,
Że najpierw w polu rosło, co jest w piekarni ciastem.

Że schab wpierw kwiczał w chlewie, wełna z owcą beczała,
Do motka w pasmanterii długaśną drogę miała.
A mleko z kartonika, zrobiła krowa w sobie,
I to też poznać musi mieszczuch w dzisiejszej dobie.

LIPIEC- ŻNIWA 2019