Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

BOCIANIE ŁATA

BOCIANIE ŁATA
Bocianie łata, przynieś mi brata,
Tak wołaly wszystkie dzieci,
Widząc w locie tego ptaka
Poprzez wieków długie lata.

Lub odwrotnie-bocian ostry,
Miał dzieciakom przynieść siostry.
Jeśli boćka zobaczyły,
Zaraz zamówienia były.

Nim przeleciał, nim odleciał,
Darł się prawie każdy dzieciak.
Czasem się to udawało,
Gdy zamówień miał zbyt mało.

Lecz nierzadko i tak było,
Że sie boćkom pokręciło,
Kto chciał siostrę, dostał brata,
Czasem taką z końca świata.

Ni na matkę niepodaną,
Jakąś jakby przekłamaną,
Więc szukano zdjęć rodzinnych,
Kto urodzie tej jest winny.

Bocian rzucał gdzie kazano,
I miał pracę wykonaną
Jak listonosz, lecz bez racji,
Bo tu nie ma reklamacji.

Z góry widać tylko dachy,
W polach zaś na wróble strachy,
Skąd miał wiedzieć czy uciekać,
Czy to ojciec z workiem czeka?

A gdzie zaś radiowa stacja,
Tam zawodzi nawigacja.
Gdy był bocian nieuczony,
To myliły mu się strony.

I do Wólki lub Ostrowca,
Niósł dziewczynkę albo chłopca.
Rzucał cichcem lecąc sobie,
Czasem innej wręcz osobie.

lecz co przyniósł, zostawało,
I się bobo wychowało,
Gdy dał chłopca, przyjmowali,
Choć się czasem buntowali.

Czasem ojciec gdy chciał syna,
A przypadła mu dziewczyna,
Sykał i na żonę zganiał,
Że mu wymyśliła kawał.

Czyja wina czy niewina,
Lecz chowała się dziewczyna.
Myła garnki, pełła grządki,
W domu dbała o porządki,

Kumu rosły zaś chłopaki,
Szły nad rzekę na szczupaki,
W domu wszyscy się cieszyli
Kiedy ryby usmażyli.

Dzieci rosły, pracowały,
Na płeć się nie buntowały,
Lecz po latach świat się zmienił,
Bo się i uczony żenił.

Różnej wiedzy doszło krocie,
A bocianom bezrobocie.
Chociaż one się nie dają,
Dalej dzieci podrzucają.

Z tego się ten problem bierze,
Że trza boćki brać za pierze,
Nie wypuszczać z ciepłych krajów,
Jeśli nie te dzieci dają.

Dać im GPS-y nowe,
I adresy emailowe,
By pomyłka wyszła w praniu,
Na najbliższym skrzyżowaniu.

Potem ludzie problem mają,
I dzieciakom płeć zmieniają.
Chcieli chłopca, no więc draka,
Bo znów nie dal im chłopaka.

Szyją portki więc dziewczynie,
Choć płeć piękną znać po minie,
Dziewczę zawsze panną trąci,
Chociaż w genach jej się mąci.

Chłopakowi kiecki szyją,
Wąsy hormonami biją,
Nawet gender wymyślili,
Żeby ludzką płcią rządzili.

Lecz bociany się nie dadzą,
Ponoć drugi rok już radzą,
I wyborcze ich programy,
Płciom poważne dały ramy.

Żadnych gender ni przekrętów,
Branie dzieci bez wykrętów,
Tylko problem z kominami,
Bo dziś grzeją grzejnikami.

Lecz bociany mają główki,
Odwiedzają porodówki,
Z położnymi weszły w zmowę,
Wygrywają jednym słowem.

Zielonym się przymilają,
Ci im nowe gniazda dają.
Czasem karmią, byle było
Dużo boćków w nową siłą.

W Polsce coraz mniej jest dzieci,
Więc zamówień mało leci,
Lecz metodę mamy nową,
Drogą nadać je radiową.

Niechże nadal prym trzymają,
Bowiem gender nie uznają.
Trzeciej płci nie wprowadzają,
Bo dwie sztance tylko mają.

I orzekły, że to kpina,
Ma być chłopak lub dziewczyna.
Policzyły w małych główkach
Ilość gniazd na porodówkach.

Położne im pomagają,
W końcu wspólną firmę mają.
Część pod dachem, część na dworze,
Fiskus rady dać nie może.

Wszyscy ręce opuszczają,
Boćki nadal wygrywają,
Mają sejmy i ustawy,
Że płeć nie jest do zabawy.

LIPIEC 2019