Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

NIEZAUWAŻENI

 NIEZAUWAŻENI

Pośród gór gołych drożyna się wije,
Zdaje się, nic tam groźnego nie żyje.
Lecz się pojawi wilk o groźnej paszczy,
Czy dojrzy dwojga wśród podróżnych płaszczy?

Był, spojrzał, poszedł chociaż zęby szczerzył,
I chociaż paszczę niemiło rozszerzył.
Lecz opamiętał się, podkulił ogon,
A dwoje poszło znaną sobie drogą.

Szli do Betlejem już któryś dzień z rzędu,
Do cezarskiego jakiegoś urzędu,
Szli się zapisać, bo rozkaz wydano,
I nikt nie wiedział, co na myśli miano.

Kogoś szukali? Czy ludzi liczyli?
Może Cezara jacyś namówili,
Bo czas siĘ zbliżał dawno odliczony,
Że się w Betlejem zjawi Wytęskniony.

Może czekając, na Niego liczyli,
Żeby w liczeniu się nie pomylili,
Żeby nie przeszedł niezauważony,
Bo nie wiadomo, z której przyjdzie strony,

Od kogo będzie, choć wprawdzie czytali,
I wszystkie panny za mąż wydawali,
Żeby się jakaś gdzieś im nie ukryła,
Która by Syna w Betlejem zrodziła.

Panna ma począć? Panna ma porodzić?
Na to nie może się nikt z Rady zgodzić.
Więc panny za mąż ledwo podrośnięte,
Bo dzieci panien spod praw są wyjęte.

Emmanuela ma rodzić w Betlejem,
A że wiatr czasem jakoś dziwnie chwieje,
Więc Jej szukajmy razem z tym Potomkiem,
Żeby w Betlejem nie był judzkim ziomkiem.

Ktoś Cezarowi spis ten podpowiedział,
A choć ten twardo na swym tronie siedział,
Co mu zależy? Chcą spis robić? Dobrze.
Na takiej akcji Rzym zarobi szczodrze.

Spis ma się odbyć. Wydał zarządzenie,
Zatem zaczyna się wielkie liczenie,
Każdy iść musi tam, skąd się wywodzi,
Karczmarz zarobi, gdy im nocleg zgodzi.

Każdej kobiecie przyjrzy się z chytrością,
I niemowlęta zagadnie z czułością,
Może się dowie, może mu powiedzą,
Ci co na ławie przy wieczerzy siedzą.

Stanie się jasne, kto się w kogo wciela,
Uda się znaleźć wnet Emmanuela.
Ale nie wzięli tego pod uwagę,
Że nie bogactwo ma tu wielką wagę.

Idzie biedota, śpi pod gołym niebem,
Żywi się rybą oraz suchym chlebem,
Dopija resztę wziętej z domu wody,
On oraz Ona niezwykłej urody.

Śpią pod skałami i wilków się boją,
Nikt nie osłoni ich żelazną zbroją.
Kryją się w cieniu, którego jest mało,
Idą ostrożnie i jakby nieśmiało.

Ona na ośle, on zwierzę prowadzi,
Jej stan odmienny bogaczom nie wadzi,
Gdy na dodatek z mężem jest  na szlaku,
Gdzie króla szukać w małżeńskim dzieciaku?

Jak ma być z panny, powinna iść sama,
I nie z biedoty tylko wielka dama.
Tymczasem nikt z nich nie wziął pod uwagę,
Że Bóg w biedocie położył tą wagę.

Panna już poczęła i panna jest w drodze,
Jedzie na ośle, mąż zaś trzyma wodze.
Tego uczeni zaś nie przewidzieli,
Że się z mądrością Bożą rozminęli.

Przez gardło spisu prześlizgną się śmiało,
Bo bogatego władcy się szukało.
Panna ma męża, z podejrzeń odpada,
innych przemyśleń nikt sobie nie zada.

Cień Najwyższego Panienkę osłoni,
Temu z gospody każdy ich wygoni.
Dziecię narodzi się niedostrzeżone,
Tylko przez biednych ludzi uwielbione.

Dopiero przejrzą bogacze po czasie,
Gdy trzej magowie zjawią się na trasie,
Szukać Dziecięcia, które się przemknęło
Z Panny zrodzone w Judei się wzięło.

GRUDZIEŃ 2019