Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

JEDNA GRYPA...DRUGA GRYPA...

JEDNA GRYPA...DRUGA GRYPA...
Co Robić? Śmiać się? Płakać?
Czy wypiąć się należy,
Gdy nam kolejna grypa
Dziurawe zęby szczerzy?

Od dychy lat z okładem,
Tak nam się już zaczęło,
Że wpierw grypisko ptasie,
Skąd bądź sie samo wzięło.

Gdzieś parę ptaków zdechło,
A tego swiat nie kryje,
Że wszystko umrzeć musi,
Co tak czy owak żyje.

Gdzieś zawsze coś padało
I nikt nie robił cyrku,
A tu się już ekspertów
Wzięło do dzieła kilku.

Odkryli ptasią grypę,
Zrobili "gwałtu, rety",
Bić wszystkie ptaki w kraju,
Bo grypa jest, niestety.

Ileś kurników wzięli,
Ileś tysięcy bili,
Lecz zwykłym leśnym ptakom,
Nic złego nie zrobili,

W kurniku złapać łatwo,
A w lesie łap, kto woli,
Może sie jakiś młody,
Wróbelek wziąć pozwoli?

Ucichła ptasia grypa
I ludzie zapomnieli,
Lecz ci od ptasiej grypy,
Świnie pod ostrzał wzięli.

Tym dzikim darowali,
Z nimi się nie wojuje,
Lecz świnia się przez ścianę
Z chlewa nie deportuje.

Wybili stad niemało,
Bo świńską grypę miały,
Choć świnia ma w patyku,
Kontakt zewnętrzny mały.

Skąd by się jej co wzięło,
Jak by się zaraziła,
Przecież się przez okółek
Do lasu nie zegziła.

Lecz gwałtu! Świńska grypa,
I wszyscy już się boją,
Lecz odważniejsi w furtkach,
Z grabiami dzielnie stoją.

Grypę przegnała wiosna,
Za cztery siódme morza,
Bo grypa to jest taka,
Psotna panienka hoża.

Dzikom się nic nie stało,
Na rozród sie przydało,
Nagle we wszystkich lasach,
Pogłowie powzrastało.

Lezą do miast i do wsi,
Koło tramwajów ryją,
Podobno ludzie karmią,
Więc dziki tłusto żyją.

Gdzieś BSE się wlęgło,
Pogłowie krów więc spadło,
Lecz nigdzie nie leżało,
Wśród żubrów żadne padło.

Tylko poczciwe  Mućki
Do rzeźni potrafiały,
Bo same gdzieś z powietrza
To BSE dostały.

Jak dotąd były zdrowe,
Żarły, mleko dawały,
A nie wychodząc z chlewa,
Zarazy skądś dostały.

Skoro pogłowie spadło,
Bo sąsiad krowę sprzedał,
To skąd szalone krowy?
I po kim jest ta scheda?

Krowina wzdąć się moze,
Po mokrej koniczynie,
Udzielić jej pomocy
To i choroba minie.

Jak przyszło tak i poszło,
Znów ludzie zapomnieli,
Tylko niektórzy stada,
Krów własnych już nie mieli.

Kolejna zima, druga,
W łysiny się drapali,
Lecz na zwierzaki chyba,
Pomysły wyczerpali.

Bo mechaniczne konie
Z zasady nie chorują,
Jeśli nie będzie stłuczki,
To się dość dobrze czują.

Na kogo teraz kolej?
To może znów na świnie?
A kogo zaszczepimy?
Ludzi! Ich też nie minie!

A za rok kto w kolejce?
Gdyby w Afryce było,
To może by się słoniom
Lub krokodylom śniło,

Że grypa rży z radości,
A może lwy? Tygrysy?
Lecz zaraz? A pingwiny?
Żyją w kompletnej ciszy!

Idźcie na Antarktydę.
Pingwin o rację prosi,
Albo polarny misiu,
Się do kolejki zgłosi.

Ach, nie, bo tam nie bedzie,
Nikt widział, co się dzieje,
Więc AFP się ponoć
Do wiejskich świnek śmieje.

Siedziały sobie w chlewach,
Dzikusów nie widziały,
Nagle ni stąd ni z owąd,
Ze świńską się skumały.

Czegoś tu nie rozumiem,
Jak nie mam w domu łóżka,
To samo mi nie wleci,
Jak z drzewa spada gruszka.

Nie kupię, nie przyniosę,
Nikt nie da mi w prezencie,
Nie stworzy mi się samo,
Jak nie ma, to nie będzie.

Tymczasem pół świń polskich
Na AFP choruje,
A horda leśnych dzików,
Się bardzo dobrze czuje.

Łażą pod drogach, wchodzą,
Pod koła samochodów,
Wszędzie panika, bo się,
Ogromnie mnożą "z głodu".

Opustoszały chlewy,
Wiatr smętnie trzaska drzwiami,
Może choć gospodarze,
Zasycą się dzikami?

Lecz nie, nie wolno tykać,
Dzikie ochrony proszą,
Wyryły już ziemniaki
I kukurydzę koszą.

No wpadł już komuś pomysł,
Że dziki świńską sieją,
I wreszcie lepsze wieści
Od leśnej służby wieją.

Odstrzeli się troszeczkę,
Może dziczyzny zjemy?
Ale gdzie ją kupować
I kiedy, też nie wiemy.

Nagle o dzikich świniach
Umilkło jak gwizd wiatru,
A już z Chin wieści idą,
Że wylazł nowy patron.

No ten już jest w koronie,
Świat cały zawojuje,
On się wśród zwykłych ludzi
Niezwykle dobrze czuje.

Świat na łopatki pada,
Z Chin cały świat rozświszczał,
Idzie i gdzie natrafi,
Ludzkość jak nikt wyniszcza.

Już Święty Piotr nie radzi,
Więc może pohamujcie,
I koronowanego,
Na wilki przekierujcie.

Te jeszcze nie dostały
I mnożą się jak koty,
Przyda sie dobry odstrzał,
Bo przeskakują płoty.

I zażerają krowy,
Psom nawet nie darują,
Więc może im Chińczycy
Czymś tyłki posmarują?

My jeszcze dopłacimy,
By wilki diabli wzięli,
By ludzie siedli sobie
I wreszcie odetchnęli.

Marzec 2020