Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

COVIDZIŃSKIE TANY (Pięciowiersz)

 COVIDZIŃSKIE TANY  (Pięciowiersz)

To nowe zwyczaje, jakieś niby piekło,
Gorsze niżby asfalt w upalny dzień spiekło,
Niczym zgniłe jabłko, niż rdza na żelazie,
Błoto co pod butem na drodze się maże.

Jest zaraza? nie ma? Kto ich wie na pewno?
Ich słowa to szpilki i pełne zadr drewno.
Nagrali filmiki, żebyśmy myśleli,
Że pół Polski trupów już będziemy mieli.

Tylko nie słuchajmy! Wyrzeczmy się siebie,
Byśmy nie musieli zbyt prędko być w niebie.
Tak jakby Niebianie ludzi pozjadali,
Lepiej byśmy się tam za wcześnie nie pchali,

Więc gdy pan minister zarządzi, słuchajmy,
I o brak litości go nie posądzajmy,
To nasz wykształcony aż czubek głowy,
O wiele oskarżać Polaków gotowy.

A, że się nie myją, a że się smarkają,
A, że przy ziewaniu ust nie zasłaniają,
Że kaszlą, że plują, że jeść nie umieją,
A to że gadają, a to że się śmieją,

Żenią sie, wesele na setkę szykują,
A chrzty urządzają, za często kupują.
Więc Polaków prędko pognać do galopu,
Strzelać mandatami i z przodu i z boku.

Ciałem wykonawczym zrobiono Sanepid,
Pisze to poeta i opisał epik,
Że ci wykonawcy Polaków nie znają,
I nie wiedząc za co, manadaty im dają.

Za to, że Polacy gwarami gadają,
A Sanepidziarze gwar nie używają,
Więc kto się dogada? Policjant też nie wie,
Kartofle w piwnicy, to są pyry w sklepie.

Ale, po kolei niektóre fragmenty,
Bo tego nie spisze już najwyższy święty.
Tyle nałamali nam praw podstawowych,
Co w czasie pokoju nie przyjdzie do głowy.

PLAKATY

Żebyśmy widzieli, że Sanepid rządzi,
I tylko ta firma nigdy nie pobłądzi,
Wydali plakaty czego nam nie wolno,
Bo Polska społeczność ma niezwykle zdolną.

A więc nie całować, nie pluć i nie łapać,
A biada po tyłku publicznie się drapać.
W domu też nie wolno, w tyłku covid siedzi,
Do morza nie sikać, nie zarażać śledzi.

Nie witać sie z nikim, można kopnąc w tyłek,
Albo w kostkę choć to dość duży wysiłek,
Nie wolno się żenić, bo to Młoda Para,
Dla gości w prezencie o covid się stara,

Nim jest po weselu, już są wszyscy chorzy,
Wszystkim kwarantannę, no więc jeszcze gorzej.
Gdy wesele tydzień, trzy dni, wszyscy wiedzą,
Ale w dwa tygodnie Młodą Parę zjedzą.

Na trzy dni wesela placków się napiecze,
Trzeba kilka więcej i tydzień uciecze.
Orkiestra się prześpi i dalej tańczymy,
Ale w dwa tygodnie to ją zamęczymy.

Placki się wykończą, puste blachy brzękną,
Rozbite kielichy okruszkami stękną,
Trzeba nowe świnie, nowe kiełbasy,
Bo jest kwarantanna, jeszcze tydzień wczasy,

Rzeźnik do covidian świni nie przywiezie,
Kucharz ze zmęczenia z łóżka nie wylezie,
Wódka? Żeby Młodzi sprawę przemyśleli,
Z gorzelni rurociąg wcześniej by ciągnęli.

Tydzień jeszcze tańców, buciki szlag trafi,
Kiecki w tańcu uprać nie każdy potrafi,
A kiedy zjedzone i wypite bywa,
Z testami na covid Sanepid przybywa.

I co dać im w łapę? Czym ich spić należy,
Gdy się powodzenie łapówkami mierzy?
Bo tak jak z chrzcinami na dwadzieścia  osób,
By ukarać dziecko, wynaleźli sposób.

A tu "Nie! " następne, a biada przeoczyć,
Niewolniczą drogą mamy widać kroczyć.
Nie wolno. Nie wolno!
Nic w Polsce nie wolno,
Taką mamy kadrę naukową zdolną!

NIE CAŁOWAĆ
Na plakatach pisze: Nie wolno całować,
Wolno tylko gęby za maskami schować.
A takiego wała! Myśmy całuśniki,
I oto są wesel i to chrzcin wyniki.

Nim się Młodzi żenią, przecież się całują,
I powiedzmy szczerze, w gęby sobie plują.
Z pożycia wynika przybywanie dzieci,
A w miłości całus niczym słońce świeci.


Kiedy się witamy, kiedy się żeganmy,
Nawet dłonią sobie całus posyłamy.
Całus na karteczce szminką malowany,
I buziaki daje bobas usmarkany.

Całują się ciotki, cmokają się wuje,
Ściskają się kumy, gdy wino buszuje,
Całują dzieciaczka- Mniu! Mniu! jaki słodki!
Całują w nos pieski i w ogony kotki.

Polska się całuje więc wy nas całujcie,
Gdzie słońce nie dojdzie i odmaszerujcie.
A my maski z gęby  i wszyscy do dzieła,
Wszak się z całowania cała Polska wzięła!

MYĆ RĘCE!

No wy marne gnidy, czy wyście myśleli,
Że myśmy się z krowy podogonia wzięli?
Macie nas za fleje? My się nie myjemy?
Myślicie, że z brudnych garnków zupę jemy?

Brudnymi łapskami? Łyżką od tygodnia,
Mówicie, że mydła używać trza co dnia.
Uczycie nas na wstyd, jak się ręce myje?
Polska nie widziała tego jako żyje!

Sami się nauczcie, jak myć ręce w pracy,
Nie pić kaw przy biurkach i aktów nią znaczyć.
Komputer nie czysty, ani nie jałowy,
Dobry rezerwuar jest to covidowy.


A wy nam mówicie co to czystość znaczy,
Nie iść z miską w pole, i myć zęby gracy?
Na palcu, pod palcem, i między placami,
Byśmy nie grozili ludziom covidami?

Byśmy go na klamce czasem nie trzymali,
Byśmy go w tramwajach nie adorowali.
Myć ręce przed sraniem, po praniu, po piciu,
Jeszcześmy tych cyrków nie robili w życiu.

Ręce żeśmy myli wtedy kiedy trzeba,
Brudnymi łapskami nie jadali chleba,
Tylko żeśmy kromki przez papier chwytali,
Byśmy salmonelli czasem nie dostali.

Lody na ulicy  w serwetce nam dają,
Do pieczywa torby w sklepach wykładają,
Dzieci są uczone już od przedszkolaka,
Które WC dziewcząt, a które chłopaka.

Było nam covidu nie słać od Chinczyków
I byśmy nie mieli głupich urzędników.
Myć ręce mydełkiem przez 20 sekund,
Ze sto razy dziennie dziś w najgłupszym wieku.

Tylko na plakatach nie było "nie pierdzieć",
Bo bździna czasami i przez portki przejdzie,
A na bździnie covid niczym na traktorze,
I jednego razu Sanepid zaorze.

Była w internecie uwaga złośliwa,
Jak to z uwagami ludzi wkutych bywa.
Jak szli inspektorzy do baru jakiegoś,
Widać głodni byli i chcieli zjeść czegoś.

Ktoś przez szybę zrobił im zjęcie jak jedli,
Do jedzenia przecież bez maseczek siedli,
Konia z rzędem temu, kto w masce się naje,
Jedynie przez słomkę pić to się udaje.

Jakby nie popatrzeć z którejkolwiek strony,
Sanepid jest bardzo dziś znienawidzony,
Ciało wykonawcze jest to, urzędnicy,
Spełniając czyjś wymóg biednych ludzi ćwiczy.


POWITANIA, POŻEGNANIA

Wzięli się skąd inąd tacy między nami,
Którzy nam kazali witać się  łokciami.
Szturchać jak łobuzy, niczym rzezimieszki,
Co szturchańcem gonią, by im oddać mieszki.

A my wam mówimy, wrogowie kultury,
Że tutaj są nasze polskie wieczne mury.
I choć wy z nas chcecie zrobić zlych brutali,
Wiedzcie, że się Polska ocknie i ocali.

My nie chcemy witać, jak wy nam każecie,
Choć nam bezkulturze uczynić tu chcecie,
My własną kulturę od prawieków mamy,
Zawsze się po polsku wzajemnie witamy.

Ręce podajemy, znajomi buziaka,
Tuli się od zawsze dziewczę do chłopaka.
Tu na powitaniach i dzieci sie znają,
Zahamowań żadnych w tym względzie nie mają.

Tu jest Polska nasza i polska kultura,
Więc nas nie zamykać w czyimś duchu murach!
Polskie powitanie świadczy o tym kraju,
Przez nie się Polacy na świecie poznają.

Nasze "cześć, dzień dobry" albo "Pochwalony",
Znajdzie polskie dzieci z każdej świata strony.
Polskie powitanie nawet i wojskowe,
Honory na świecie pobije na głowę.

Jak miło popatrzeć, gdy honor oddają,
Gdy ci niżsi stopniem wyższych spotykają,
Rąk, palców układy i postawa ciała,
To kultura wojska polskiego niemała.

Bicie obcasami, ciało wyprężone,
Głowa odwrócona w odpowiednią stronę,
Dwa palce u daszka jeśli godło świeci,
Wie o tym i harcerz, harcerze to dzieci.

Witają jedzących ci, którzy nie jedzą,
Wstają w powitaniu, którzy właśnie siedzą,
Mężczyźni, gdy panie wchodzą do komnaty,
To są kulturowe polskiej ziemi kwiaty.

My się trącać łokciem ni butem nie chcemy,
Bo my się powitać, pożegać umiemy.
Mamy dłoń otwartą w geście  powitania,
Buziak z dobrym słowem w czasie pożegnania.

Bo to Polska nasza i polska kultura,
Niech nam obcy zwyczaj jak orkan nie hula!
Covidów się waszych jakoś nie boimy,
Gdyż na Bożym Prawie od zawsze stoimy.

Tu nasz świat się kręci, rosną polskie dzieci,
Tu nam polskie słońce polskim złotem świeci.
Skarbem w oczach Boga kraj ten i mieszkańcy,
Bo my chrześcijanie, nie żadni zaprzańcy.

Październik 2020